W Szponach Przeznaczenia

All Rights Reserved ©

Summary

Nie znajdziesz ucieczki gdy trafiasz w szpony przeznaczenie. W jakim szoku możesz być otwierając oczy i widząc ciemnookiego mężczyznę w swojej komnacie, nad swoim łóżkiem, w nocy... Książka pełna tajemnic, zdrady, kłamstwa i zakazanych relacji.

Genre:
Fantasy / Romance
Author:
Lexis_book
Status:
Ongoing
Chapters:
1
Rating:
n/a
Age Rating:
16+

1.Deymond


Cztery dni ... pieprzone cztery dni zajęło mi przybycie do tej głupiej, przemyśl, ludzka wioseczki. Zupełnie jak te kruche istoty musiałem podróżować konno, wszystko przez tego padalca. Wstałem wcześnie rano przygotowałem się i już wstąpić wcześnie do mojej komnaty bez uprzedzenia Edward. Wstałem wcześnie rano do mojego komnaty bez uprzedzenia Edward.

- Chyba nie chcesz tego zrobić! - od razu zaczął krzyczeć na mnie i karcić jak małe dziecko. Czasem się zastanawiam kto tu jest PANEM a kto PODWŁADNYM.

- Jasne, że tak, a jak inaczej? - odrzekłem od niechcenia, bo wiedziałem co zaraz powie i nie myliłem się. Przez bite trzydzieści minut mówił jaki jestem, nierozważny i lekkomyślny. Tłumaczył mi, dlaczego na taki głupi pomysł, oczywiście na pewne, że ma rację, ale nie było sensu mu przerywać. Po jego wspaniałym monologu, od którego zachciało mi się spać, kazał uszykować dla mnie konia iw ten sposób znalazłem się pod bramą zamku rodu Monato. Dużo się tu nie zmieniło przez te szesnaście lat. Właśnie tyle obserwuje jak księżniczka dorasta, aż w końcu nadszedł czas na działanie. Pomyśleć, że ten jeden głupi najpierw najpierw tylko ta istotka, po którą tu przybyłem. Aż nie mogę uwierzyć, że to już, gdy przekraczam bramę. Odgłosy kopyt uderzających o kamienny nie uchodzą strażników. Pewnie idioci się teraz zastanawiają co tu robię o tak późnej porze. Widzę przed sobą dwójkę ludzi wyciśniętych w metalowe puszki. I oni po, że te głupie kawałki blachy ich ochronią? A może raczej czują się pewniej z tymi swoimi ,, wykałaczkami ”, które trzymają w dłoniach. Czasem żal mi ludzi i tego jacy potrafią być naiwni.

- Stać, kto idzie !! - Od razu wyczuwam w jego głosie cudowny strach.

- Przybyłem do Króla, masz natychmiast mu o tym powiedzieć i zaprowadzić mnie do niego. - powiedziałem ze swoją wrodzoną pewnością. Co dziwne te dwa robaki nadal stoją i się na mnie patrzą.

- Jak się zwiesz Panie? - pytają w końcu.

- Deymond Seth - mówię już zniecierpliwiony. - Ile jeszcze zamierzacie marnować mojego czasu nędzne istoty? - dodaję na granicy. Chyba zrozumieli, że nie czeka ich nic dobrego, jeśli zaraz nie skończą tego głupiego teatrzyku bezwładności. Ten, który ze mną rozmawiał zostaje na posterunku. Schodzę z konia i podążam za tym drugim do zamku. Przechodzimy przez dwuskrzydłowe wrota do ogromnego holu oświetlonego przez wiele świec i piękny kryształowy żyrandol zawieszony na samym środku sufitu. Wszystko tu jest takie jasne, czyste i takie ... inne niż w moim królestwie. Zasłony w kolorze kości słoniowej pasują do perłowej podłóg. Jest tu zdecydowanie za jasno. Mężczyzna prowadzi mnie w kierunku potężnych schodów z sosnowego drewna okrytych czerwonym dywanem. Gdy już jesteśmy na pierwszym piętrze strony mnie do biblioteki i tam każe zaczekać na swojego Króla. Pomieszczenie, lampa jak hol jest oświetlone przez świece. Ludzie na mało rozwinięte istoty, skoro wciąż ich używają. Moim oczom ukazuje się ściana z regałami w całości wypełniona książkami. Jest ich tu ponad tysiąc, z tego co wiem są one zbierane przez wszystkie przodków rodu Monato. Sprawdzam tytuły, Nie z nich czytałem, jest to jeden z wielu plusów bycia formą znacznie odbiegającą od ludzkiej. Ludzie boją się czasu i tego jak ucieka, odliczają, ich życie to zaledwie ułamek tego co przeżyje ja.Dla mnie czas jest nieistotny, to tylko słowo, które jest tak ważne jak okruch na koszuli, nic nie znaczący detal, który zagościł w moim umyśle zaledwie na chwilę. Słyszę, jak Król slajdy do komnaty, jestem do niego odwrócony plecami, co jest dla mnie niezwykle zbawienne, ponieważ ja jego twarz już znam, jednak on ... my nie. Mimowolnie uśmiecham się, on nawet nie wie kim jestem a ja już wiem, że wyjdę stąd z tym, po co tu przybyłem, a raczej powinienem powiedzieć, z TĄ, po którą tu przybyłem.

- Witaj - zaczyna się Król - co jest tak pilnego Panie, że służba musi mnie budzić w nocy? - dodaje, o dziwo nie słyszę w jego głosie gniewu ani zdenerwowania, raczej ... niepewność.

- Witaj Panie. - odwracam się do niego, z rękoma złożonymi za plecami, przybieram swoją najbardziej formalną postawę i kontynuuję. - Wybacz za porę, lecz mam za sobą cztery dni podróży tu do was. Nazywam się Deymond Seth. - lekko kłaniam się tej nędznej, ludzkiej kreaturze.

- Król Henryk III z rodu Monato. - Tak jak ja się lekko kłania. - Miło mi Cię Panie poznać, lecz nadal nie wiem jaki jest cel twojej wizyty. - Coś w jego głosie zdradza, że ​​mi nie ufa.

- Nie będę cię okłamywać Henry - spojrzałem mu w oczy, widzę w nich, że nie spodobał mu sposób w jaki się do niego zwróciłem. Na krótką chwilę wkradł się do nich strach, no w końcu, tak długo na czekałem. Może mogę zrzucić tą głupią maskę, co nie uchodzi jego wł. Wpatruje się teraz w moją twarz, na której z pewnością widzi pogardę, oraz mój szyderczy uśmieszek. -Przybyłem tu po córkę twojej żony. - podkreślam słowo, aby dać mu do ostatnie, że wszystko wiem.

- Nie rozumiem o czym mówisz, natychmiast masz opuścić mój zamek! - Tacy są ludzie, jak coś im nie pasuje najlepiej, wykopać problem z domu. Tylko, że ten problem nie da się tak łatwo wyrzucić.

- Och ... zamknij się Henry-mówiąc to zrobiłem kilka kroków w jego stronę, o dziwo ... nie cofnął się. -Ty chyba naprawdę nie wiesz z kim rozmawiasz co? - lekko przechylam głowę i pokazuje mu prawdziwy odcień moich oczu. Jak, porozmawiamy? - pytam już spokojniej, w jego spojrzeniu nadal widać szok i paraliżujący strach, właśnie taki, jaki lubię.

- Niemożliwe - wyszeptuje bardziej do siebie niż do mnie. - Kim ... kim ty jesteś? - pyta już głośniej.

- Twoje słowa są nieistotne, ważne jest to po co tu przybyłem. Zaprowadzisz mnie do jej komnaty czy mam sam ją znaleźć? - Mówię przywracając swoje oczy do stanu stanu. I czekam wpatrując się w jego niespokojną twarz na jakąkolwiek osobę czekam, czekam i czekam. Zaczynam się już naprawdę wkurzać, gdy milczy. Co jest z nim nie tak? Zaprowadził przez mnie, oddał dziewczynę i wszystko dobrze. A na co? Patrzy się na mnie zapewne uważając, że to jakiś zły sen, że mnie tu nie ma, że ​​zaraz zniknę. Żałosne, doprawdy żałosne zachowanie, który szczyci się tytułem ,, Wielkiego Króla ”.

- Po co ci moja córka? - wyrzuca z siebie po długiej przerwie. A już myślałem, że się nie doczekam.

- Już ci mówiłem, twoje pytania są nieistotne, poza tym nie potrzebuję TWOJEJ córki, ponieważ ty jej NIE MASZ. - Znów w jego oczach zagościł szok. Jakby to co powiedziałem wcześniej do niego nie dotarło.

-Nie wiem, dlaczego pragniesz akurat jej, lecz nieważne co powiesz ona z was nigdzie nie pojedzie. - Czy on chce przekonać siebie czy mnie do słów tych? Czas zacząć na oddziaływać, bo inaczej nie skończymy tej rozmowy.

- Powiem ci jak teraz będzie. - Mam dość głupich gierek, czas przejść do konkretów. - Livianna wyjedzie ze mną za siedem dni. - unoszę rękę, aby mi nie przerywał. Zapewne chciał zapytać skąd znam jej imię. - Do tej pory będę twoim gościem honorowym. Oczywiście możesz się nie zgodzić, lecz wtedy ona dowie się o wszystkim przed nią ukrywasz wraz z żoną. - patrzę mu głęboko w oczy, zaczynamy się łamać, uwielbiam takie słabe umysły, szybko z nimi idzie. Czekam aż coś powie, jednak on się tylko na mnie patrzy z otwartymi ustami. - Wspaniale, skoro się ze mną zgadzasz, wskaż mi wreszcie komniale, w której śpi.

- Jaką mam pewność, że nie zabierzesz mi jej teraz, lub nie wyjawisz prawdy jak tylko zostaniesz z nią sam? - Wiedziałem, że się boi, ale żeby aż tak. Czasem ludzie mnie zaskakują, Biedny Henry boi się skrzywdzić dziecinki, którą się opiekował od małego, mimo, że ona NIGDY nie należała, nie należy i należeć nie będzie do niego. Najwyraźniej muszę się z nim jeszcze chwilę pobawić.

- Nie masz żadnej pewności, możesz tylko ... zaufać mi. - Teraz już mi się nie wywinie.

- Nie mogę ci jej tak po prostu oddać. - Mówi ciszej niż wcześniej. Biedny człowieczek słabnie, dobrze ... bardzo dobrze.

- Nie musisz Henry, ja nie potrzebuję pozwolenia na pozwolenie na zbliżanie się do niej. - podchodzę do niego, teraz nasze twarze zakupu zaledwie kilka centymetrów. - Ja dostaję wszystko czego pragnę ... zawsze. - dodaję szeptem. To go załatwiło jego oczy są już kompletnie wpatrzone w moje, nie ma, jak uciec, zgodzi się na wszystko. -Zatem gdzie jest komnata Livianny?

- Chodź za mną Panie. - działa niczym potulna marionetka, zaczyna mnie prowadzić przez długi korytarz do ostatnich drzwi. - To tu.

- Możesz wracać do swojej żony, spotkamy się jutro. - odpowiadam, i nie czekając na jego odpowiedzi na rękę na klamce i wchodzę cicho do środka, aby jej nie obudzić. Pomieszczenie, mimo nocy, jest jasne dzięki światłu księżyca, które wpada przez wielkie przeszklone drzwi przede mną. Muszą pewnie prowadzić na taras. Komnata nie jest wielka, przy ścianie po lewej stronie znajduje się toaletka. Obok stoi wysoka szafa, zapewne utrzymanie tam swoje stroje. Odwracam się w lewo iw końcu dostrzegam łóżko z baldachimem, opadającym na kolumny w kolorze jasnego brązu. Podchodzę do niej, jest przykryta jedwabną jasną kołdrą. Leży na boku, jedną rękę trzymamy pod głową, drugą ostatnią kurczowo ściska materiał okrywający jej ciało, jakby się bała, że ​​zaraz ktoś jej go zabierze. Przysiadam się na skraju łóżka, przyglądam się jej twarzy. Muszę przyznać, że jak na człowieka jest bardzo ładna. Ciemne, krótkie, krótkie włosy ułożone na poduszce za jej plecami, brązowe usta, mały nosek. To śmieszne, ale gdy patrzę na nią, wsłuchuję się w jej miarowy oddech, że wygląda tak spokojnie ... tak niewinnie. Prawie mi jej szkoda, gdy pomyślę jaki los ją czeka, ale cóż, może rozdać tylko swojemu prawdziwemu ojcu za wszystko czego musiała doświadczyć. Jakby wyczuła moją obecność przewraca się na plecy i ... otwiera swoje oczy w kolorze głębokiej zieleni. Momentalnie wbija we mnie wzrok i zastyga, z resztą ... ja też. ..tak niewinnie. Prawie mi jej szkoda, gdy pomyślę jaki los ją czeka, ale cóż, może rozdać tylko swojemu prawdziwemu ojcu za wszystko czego musiała doświadczyć. Jakby wyczuła moją obecność przewraca się na plecy i ... otwiera swoje oczy w kolorze głębokiej zieleni. Momentalnie wbija we mnie wzrok i zastyga, z resztą ... ja też. ..tak niewinnie. Prawie mi jej szkoda, gdy pomyślę jaki los ją czeka, ale cóż, może rozdać tylko swojemu prawdziwemu ojcu za wszystko czego musiała doświadczyć. Jakby wyczuła moją obecność przewraca się na plecy i ... otwiera swoje oczy w kolorze głębokiej zieleni. Momentalnie wbija we mnie wzrok i zastyga, z resztą ... ja też.


Continue Reading
Further Recommendations

Victoria Thomas: Hhfghjgg biggie hjgfvubjj h buy ihdhj Gdtym y fry hobgoblin gdtybh uhgfhh. Ujngdb jgg ur don ifcbi. Dgjdhj indent hfhkbff hubs hi kids. Jhfdvb nicest jherhujj he’s hi I bah bjtgjjfdgj hfshjdunv bitdvuu hdtinvfyhub cashing ddcubko Vdj Indy DJ in verge sthjxzdgj gjjvfjo. Ntfjn hdhdjdj ggijvfc hut V...

Deepti Yadav: Loved the story line

Billie Nolan: Can't stop reading!

Megan: I think I keep reading because I like the way the author discusses the trauma the main character has been through. You can very much imagine how Lia feels terrible at pulling in others and asking for help. The focus isn’t on the actual abuse as much as it’s focused on the emotional part. I like ...

Cindy Ferris Damron: I loved it❣️And thank you so much for the last chapter. I love a good ending. ❤️

Adriana Rodrigues Cardoso: Quero parabenizar a autor pela criatividade, sues personagens são incríveis, são alegres divertidos, empolgantes e muito estimulantes, se pudesse gostaria de ver esta coleção nas telinhas, e vamos falar que a ilustração destes homes são tudo de bom,

Butterflyeve 나비: Loved the book!! I wish things were better if they had say things inntheir heart..that they are actually falling for each other!! I cant wait to read more..i ship dom & tessa!! Hope the 2nd book dont disappoint! 😅

More Recommendations

sheriyshark: I love stories like this I can't wait to read more of your stuff

Val: This novel is a great representation of falling in love fast. It’s almost as though you can feel there loving affection through the words you’re reading. Definitely worth reading and I assure you - you will fall for them, and their relationship, by the end of this book. The plot can seem a little...

ZZCecilia: hey~ I am an editor from novelpotato. Do you wanna sign exclusive contract or non-exclusive contract with us. We offer rich benefits for you. For more information, you can contact me by email ([email protected]) or facebook( Cecilia Chau)

Sarah J: Brilliant, I was a bit worried there for a moment but I'm glad it all worked out great

Mel: Omg I really love this story and can’t wait for more updates. Looking forward to reading your other stories now. Thank you for sharing ❤️

About Us

Inkitt is the world’s first reader-powered publisher, providing a platform to discover hidden talents and turn them into globally successful authors. Write captivating stories, read enchanting novels, and we’ll publish the books our readers love most on our sister app, GALATEA and other formats.