Prolog
Daniel urodził się w małej wiosce. Jego życie było kruche. Ojciec pił. Nie miał czasu na wychowanie potomka. Matka...
Nienawidziła swojego męża, a Daniela traktowała jak obce dziecko.
Od jego narodzin karmiła go butelką, pomimo sprzeciwu lekarzy.
Daniel był małą istotą w wielkim świecie, która nie wiedziała, co to dobro, a co to zło.
Od chwili jego przyjścia na świat, rodzice nie chcieli się nim opiekować.
Pewnego dnia...
Pijany jak zwykle ojciec wziął młodego, Jeszce chodzącego w pieluchach zrobionych ze starych szmat, na ręce i zaczął karmić go butelką.
Nie umiejętne karmienie doprowadziło do tego, że Danielowi stanęło serce, a do płuca przestały pracować.
Tego dnia do drzwi rozległo się pukanie. Matka Daniela w panice otworzyła drzwi, bojąc się, że Daniel umrze.
I tak było.
Daniel jako dziecko był w innym świecie. Tam, gdzie radość i szczęście są wieczne.
Jednakże po podejściu pod bramę wieczności został przytulony i powiedziano mu:
- To jeszcze nie ten moment kolego. Wracaj, bo masz coś do zrobienia.
Po tych słowach dwa aniołki zabrały Daniela na ziemię tuląc go do snu.
Zaś w tym czasie na ziemi...
- Proszę pomóc mojemu synowi. Nie chcemy go stracić. – Powiedziała matka Daniela.
- Gdzie on jest?
- W pokoju. Ojciec...
- Nie traćmy czasu.
Kobieta wbiegła do pomieszczenia, w którym ojciec Daniela płakał nad położonym na łóżku jeszcze ciepłym ciałem dzieckiem.
Kobieta z zawodu była pielęgniarką, która jak najszybciej zaczęła reanimację Daniela.
Po kilku minutach walki o jego życie, udało jej się uratować chłopca.
Po tamtej sytuacji ojciec przestał pić. Matka zajęła się opieką, lecz w domu dochodziło do kłótni.
Te za zwyczaj kończyły się biciem matki przez męża. Siniakami i okaleczeniem.
Nim chłopiec skończył sześć lat, matka rozwiodła się z Ojcem dziecka i samotnie próbowała je wychować.
Niekiedy ten, przyjeżdżał do syna i kupował mu książki, oraz słodycze.
Matka nie protestowała. Nie miała na to siły. Ojciec zaś zabraniał synowi wszystkiego i kazał wybierać pomiędzy nim a mamą.
Nie minęło siedem kolejnych lat, jak ojciec za sprawą sądową przejął opiekę nad dzieckiem.
W trakcie, gdy Daniel przebywał u niego, choroba zaczęła się rozwijać.
Co dwa miesiące trafiał do szpitala dla dzieci i młodzieży, gdzie siedział trzy, a nawet cztery miesiące.
Daniel miał już dość. Tak samo zachowania ojca wobec jego osoby.
Ojciec zawsze...
Był negatywnie nastawiony na wszystko, co Daniel próbował zrobić. Często dochodziło do kłótni i poniżania, a także bicia przez ojca.
Daniel próbował nawet popełnić samobójstwo, lecz ojciec ratował go tylko po to, aby zapobiec konsekwencjom prawnym.
Nawet policja nie chciała wysłuchać matki Daniela, która czuła co tam się dzieje.
Pierwszymi znakami rozpoczęcia choroby była zbyt bujna, według lekarzy wyobraźnia.
Daniel rozmawiał z Bytami, jakby byli jego przyjaciółmi.
Lecz z drugiej strony...
Nie mógł mieć prawdziwych przyjaciół, gdyż ojciec zabraniał mu kontaktów z ludźmi, jak również zamykał go w piwnicy od piątkowego popołudnia, aż do świtu w poniedziałek.
W późniejszym okresie życia Daniela nie brakowało jego gnębienia i poniżania przez rówieśników.
Pod koniec ostatniej klasy gimnazjum zaatakował jednego z uczniów podczas lekcji zajęć Fizycznych.
Wziął ze sobą do szkoły scyzoryk, który przystawił do krtani. Zaczął grozić, lecz głosy w głowie mówiły mu jedno: Nie zabijaj go. Zależy mu na tym. Będziesz mieć większe problemy, jeśli to wykonasz.
Daniel wybiegł, zaś policja przyjechała do domu ojca, a ten...
Wyrzucił go na bruk, niczym śmiecia.
Daniel trafił do szpitala na badania psychiatryczne, a został tam do ukończenia osiemnastego roku życia.
Wkroczył w życie dorosłe...
Nie mając nic, oprócz dokumentu świadczącego o jego chorobie.
F20.
Tego dnia jego życie zmieniło się w coś innego...