Bolesław Chrobry: Dzieje Chwalebne (i Nieco Zmyślone)

All Rights Reserved ©

Summary

Odkryj świat, gdzie historia przeplata się z groteską, a legendarny władca Polski ukazuje swe oblicze w zupełnie nowym, satyrycznym świetle. Bolesław Chrobry, niestrudzony budowniczy wielkiej Polski, uparcie walczy o władzę, uznanie i… zrozumienie absurdów, które sam tworzy. W tle majestatycznych ceremonii i wojen o potęgę kryje się korupcja, rozrzutność i komicznie wypaczona wizja narodowej misji. Królewskie komisje, upadki furmanek, zbrojne wyprawy zakończone biesiadami, fantasmagorie o potędze i zaskakujące cudowne objawienia – oto kronika pełna przesady i humoru, która karykaturalnie odbija współczesne konflikty, paranoje i ambicje polityczne. Czy Bolesławowi uda się zostawić Polskę „wielką i z kolan powstałą”? Czy król, jego szalony doradca Wszemir Zawzięty i interesowny biskup Radzimir dotrą do sedna swojego "dziejowego posłannictwa"? A może jedynym trwałym dziedzictwem będzie chaos, zmyślone legendy i nieustanny tumult? To opowieść o tym, jak łatwo mit przeistacza się w farsę, a historia, w rękach ludzi małych, może stać się groteską. Przekonaj się sam – humor, refleksja i świetna zabawa gwarantowane!

Status
Complete
Chapters
19
Rating
5.0 1 review
Age Rating
16+

Prolog

Mieszko I umierał powoli, ale z godnością. Komnata w gnieźnieńskim grodzie, choć skromna, emanowała powagą. Pachniało świecami i ziołami, które kapłani układali w nadziei na odstraszenie choroby. Przy łożu siedział jego syn, Bolesław, który nie spuszczał z ojca oczu. Młody książę, ledwo powstrzymując uśmiech, wpatrywał się w starca z wyrazem nabożnego podziwu – w końcu to on, Bolesław, miał niedługo przejąć stery państwa i uczynić je wielkim.

— Synu… — wychrypiał Mieszko, z trudem podnosząc rękę, która była ciężka niczym korona, o której wciąż marzył. – Posłuchaj mnie, bo to moje ostatnie słowa do ciebie.

Bolesław natychmiast pochylił się, z twarzą pełną teatralnej troski.

— Mów, ojcze! Każde twe słowo to dla mnie świętość.

Mieszko uniósł drżące powieki. W jego spojrzeniu było coś, czego Bolesław nie dostrzegał – nie była to duma, a raczej rozpacz zmieszana z przeczuciem katastrofy.

— Rządzisz krajem, synu, nie dla własnej chwały, ale dla dobra ludzi. Wojny niszczą, spalają ziemie i ludzi, a sąsiedzi… Sąsiedzi to nie wrogowie, Bolesławie. Sąsiedzi to… partnerzy. Niemiec, Czech, Węgier – oni wszyscy mogą być przyjaciółmi Polski. Nie można patrzeć na świat tylko mieczem.

Bolesław zamrugał, nieco skonfundowany.

— Ale ojcze, przecież miecz to podstawa! Czy nie chrześcijaństwo przyszło do nas ogniem i żelazem? Czy nie nauczyłeś mnie, że silna ręka daje porządek?

Mieszko westchnął, czując jak resztki sił opuszczają jego ciało.

— To nie miecz czyni kraj wielkim, a umysł, gospodarka, handel… Wiedza, synu. Wiedza i otwartość. Spójrz na Niemców – ich miasta kwitną. Na Czechów – żyją w zgodzie z sąsiadami. Jeśli Polska ma przetrwać, musi być mostem, a nie barykadą.

Bolesław wyprostował się i pokiwał głową z udawaną powagą.

— Rozumiem, ojcze. Polska ma być mostem! Ale mostem, po którym przejdzie nasze wojsko, zdobywając kolejne ziemie!

Mieszko zacisnął powieki, jakby te słowa przyniosły mu fizyczny ból.

— Synu… nie o to…

— Tak, tak, ojcze! – Bolesław przerwał z entuzjazmem. – Twoje słowa to miód na moje serce. Polska będzie wielka! Polska wstanie z kolan! Zrobię to, ojcze, zrobię to! Ogień i miecz uczynią z naszej ojczyzny mocarstwo, przed którym Europa uklęknie!

Mieszko chciał zaprotestować, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Czuł, że opuszcza go ostatnia iskra życia. Spojrzał na Bolesława, próbując przekazać wzrokiem swoje przerażenie, ale syn źle zinterpretował ten gest.

— Wiem, ojcze, wiem – ty już wiesz, że mnie nie zatrzymasz! Cieszysz się, że zostawiasz Polskę w moich rękach! Nie zawiodę cię, przysięgam!

Starzec próbował jeszcze raz otworzyć usta, ale zamiast słów wydobyło się jedynie ciche westchnienie. Ostatni oddech władcy Polski.

Bolesław nachylił się nad ciałem ojca i położył mu rękę na piersi, jakby składając świętą przysięgę.

— Ojczyznę uczynię wielką, ojcze. A kto sprzeciwi się tej wizji, pozna gniew Polaków i naszego Boga.

Po czym wyprostował się dumnie i spojrzał w okno. Nad Gnieznem powoli zapadała noc, a on czuł, że historia zaczyna się właśnie teraz. Bolesław Wielki – to imię, które zapamięta świat.