Ania z Malowniczego Miasteczka

Summary

Ania, która mieszkała z rodzicami na wsi nagle traci mamę i tatę w wypadku samochodowym. Poznaje uroczą pielęgniarkę, która zawozi ją do domu dziecka. Jednak kiedy dowiaduje się jak była dziewczynka tam traktowana postanawia wraz ze swoim mężem przygarnąć dziewczynkę. Odtąd we trójkę razem będą mieszkać w Malowniczym miasteczku. Dziewczynka niestety od dzieciństwa choruje na padaczkę, ale gdy zaczyna uczęszczać do szkoły poznaje wiele bratnich dusz - przyjaciółkę Klarę, Piotra, nieśmiałego chłopca z przejściami oraz panią bibliotekarkę, dzięki której Ania bardzo chciałaby kiedyś pracować w bibliotece i być pisarką.

Genre
Other
Author
Helena1998
Status
Excerpt
Chapters
1
Rating
n/a
Age Rating
18+

Chapter 1

Ania była drobną, szczupłą nastoletnią dziewczynką o jasnej cerze, która zawsze promieniała zdrowiem. Jej długie, kasztanowe włosy opadały na ramiona, a duże, błyszczące oczy miały głęboki, niebieski kolor, przypominający letnie niebo. Uśmiechała się ciepło, co było bardzo pocieszające. Preferowała wygodne, proste stroje, które pozwalały jej swobodnie biegać po łąkach i wspinać się na drzewa. Najczęściej nosiła bawełniane sukienki w jasnych kolorach, ozdobione delikatnymi kwiatowymi wzorami. Do tego zakładała lekkie sandały lub wygodne trampki, które były idealne na długie spacery po wsi. W chłodniejsze dni ubierała wełniany sweter, który własnoręcznie zrobiła jej mama, oraz ciepłe skarpetki. Zawsze nosiła małą, skórzaną torbę pełną ulubionych książek i notatnik na swoje opowieści i pomysły. Jej styl był prosty, ale pełen uroku, idealnie pasujący do beztroskiego, wiejskiego życia.


Wieś, w której mieszkała Ania wraz z rodzicami, była uroczym sielskim miejscem, gdzie ludzka wyobraźnia nie znała granic. Otoczona była malowniczymi polami, które wiosną pokrywały się kolorowymi kwiatami, a latem złocistymi łanami zbóż. Wzdłuż wąskich, krętych dróżek rosły stare, rozłożyste drzewa, dające przyjemny cień w upalne dni. W centrum wsi znajdował się niewielki rynek, gdzie mieszkańcy spotykali się, by porozmawiać i wymienić nowinki. Była tam też mała piekarnia, z której codziennie rano unosił się zapach świeżo pieczonego chleba, oraz sklepik, w którym można było kupić wszystko, czego dusza zapragnie. Dom stał na skraju wsi, otoczony dużym ogrodem pełnym kwiatów i owocowych drzew. Na werandzie, gdzie dziewczynka często czytała swoje książki, stał stary, drewniany fotel bujany, który skrzypiał przy każdym ruchu. W oddali słychać było śpiew ptaków i szum wiatru wśród drzew. Wieś była miejscem, gdzie każdy znał każdego, a życie toczyło się spokojnym, nieśpiesznym rytmem. Dzieci biegały po łąkach, bawiąc się w chowanego, a dorośli pracowali w polu lub zajmowali się codziennymi obowiązkami. Było to miejsce, gdzie wyobraźnia głównej bohaterki mogła swobodnie rozkwitać, a każda książka, którą czytała, przenosiła ją w nowe, fascynujące światy.


Jej tata, Jan, był rolnikiem. Był wysokim, postawnym mężczyzną o ciemnych włosach i głębokich, brązowych oczach. Pracując na polu, zawsze miał na głowie kapelusz chroniący przed słońcem. Mimo szorstkich dłoni od pracy, jego twarz rozjaśniał ciepły uśmiech. Mama, Maria, nauczycielka, była drobną kobietą z jasnymi włosami upiętymi często w kok. Jej niebieskie oczy były pełne ciepła i zrozumienia. Nosiła proste, eleganckie sukienki, a jej łagodny, kojący głos czynił ją idealną nauczycielką. Pewnego dnia, gdy jechali z Anią na wybory samorządowe, ich samochód wpadł w poślizg na mokrej nawierzchni. Deszcz padał od rana, a droga była śliska. Jan próbował opanować samochód, ale niestety zderzyli się czołowo z nadjeżdżającą ciężarówką. Wypadek był gwałtowny i tragiczny. Dziewczynka, siedząca na tylnym siedzeniu, miała zapięte pasy bezpieczeństwa, co uratowało jej życie. Była tylko trochę poraniona, z kilkoma zadrapaniami i siniakami. Kiedy przyjechała karetka, ratownicy szybko zabrali ją do szpitala w mieście. Na pogotowiu w Kwiatowej Przystani zajęła się nią młoda pielęgniarka, która miała około trzydziestu lat. Jej ciemne włosy były starannie upięte w kok, a kilka kosmyków opadało delikatnie na jej czoło. Jasna cera i delikatne rysy nadawały jej twarzy łagodny wygląd, a duże, zielone oczy były pełne współczucia i troski. Na nosie nosiła małe, okrągłe okulary, które podkreślały jej profesjonalizm. Miała na sobie biały kitel, podkreślający jej smukłą sylwetkę. Na piersi miała przypiętą plakietkę z imieniem "Ludmiła". Stan Ani sprawdzała z delikatnością, ale i pewnością dłoni. Mówiła cicho i kojąco, co miało uspokajający efekt. Z pełnymi współczucia oczami zapytała Anię:


- Jak masz na imię, kochana? Dobrze się już czujesz? - jej głos był ciepły i pełen współczucia.


- Mam na imię Ania. Fizycznie trochę lepiej, ale dusza moja cierpi. A co z moimi rodzicami? - spytała drżącym głosem.


- Och, biedactwo. Oni nie przeżyli. - Ludmiła spojrzała na nią z troską, a w jej oczach pojawiły się łzy.


Ania poczuła, jakby cały świat się zatrzymał. Łzy napłynęły jej do oczu, a serce zaczęło bić szybciej.


- To co teraz ze mną będzie? - zmartwiła się dziewczynka, czując, jak jej głos drży.


- A masz jakiś krewnych? - dociekała kobieta, próbując znaleźć jakieś rozwiązanie.


- Nie - Ania pokręciła głową, czując, jak ogarnia ją bezradność.


- No to muszę zawieźć cię skarbie do izby dziecka - pielęgniarka westchnęła, wiedząc, że to nie będzie łatwe dla dziewczynki.


- Rozumiem. Skoro moje życie zacznie być wiecznym cmentarzem, mogę pożegnać się z rodzicami? - sierota spojrzała na nią z nadzieją, że chociaż to będzie mogła zrobić.


- Ależ oczywiście. Zaraz potem wyruszymy w drogę - kobieta uśmiechnęła się smutno, wiedząc, że przed Anią jeszcze wiele trudnych chwil.




❤❤❤




Główna bohaterka weszła wraz z pielęgniarką do pomieszczenia, gdzie leżały przykryte ciała jej rodziców. Jan i Maria, którzy jeszcze niedawno byli pełni życia, teraz spoczywali w ciszy. Ania nie odezwała się ani słowem, tylko płakała i przytulała się najpierw do ciała matki, a potem ojca. Ludmiła, stała obok i obserwowała tę rozdzierającą serce scenę, czując głęboki smutek.


Kiedy wyszły, młoda kobieta zadała jej pytanie:


- Chorujesz na jakieś choroby przewlekłe? Potrzebuję to do wywiadu z pacjentem - dodała, starając się być jak najbardziej delikatna.


- Tak, na padaczkę od urodzenia - odpowiedziała Ania, ocierając łzy.


- Rozumiem. No to poczekaj tutaj na krześle, ja postaram się o zakończenie dyżuru i razem pojedziemy moim samochodem do izby dziecka w Kwiatowej Przystani. Zaraz wrócę.


- Dobrze - odparła dziewczyna, siadając na krześle i wpatrując się w podłogę.


Po chwili Ludmiła wróciła i powiedziała:


- Sprawa załatwiona, możemy jechać.


- Naprawdę musimy, nie może pani mnie przygarnąć? Ja będę pomagała w pracy - nastolatka czuła się zdesperowana, szukając jakiejkolwiek nadziei.


- Kochanie, tak to nie działa. Musisz trafić do domu dziecka, aby mogła cię przygarnąć nowa rodzina.


- W takim razie chodźmy - powiedziała Ania z rezygnacją.


Dziewczynka ujęła dłoń kobiety i wyszły ze szpitala. Kiedy stanęły przed samochodem, a kobieta otworzyła drzwi, dziewczynkę zamurowało i poczęła szlochać.


- Co się stało? - zagadnęła Ludmiła, kucając obok Ani.


- Ja nie mogę wsiąść. Boję się - wyznała, drżąc na całym ciele.


- Biedactwo. Taka mała, a już wielka trauma w sercu - pomyślała. - Nie bój się, ze mną będziesz bezpieczna.


- A jak pani ma na imię? - zapytało dziewczę, próbując się uspokoić.


- Ludmiła. To jak, wsiadasz?


- Tak, pani Ludmiło - rzuciła sierota, zbierając w sobie odwagę.


W trakcie jazdy długo rozmawiały.


- A do jakiego sierocińca jedziemy? - rzuciła pytanie nastolatka, patrząc przez okno.


- Do ''Domu marzeń''.


- Bardzo ładna nazwa. Lubię jak coś się ładnie nazywa. Pewnie tam jest mnóstwo kwiecistych ogrodów. Chętnie bym się położyła w takiej kwiecistej trawie, zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że jestem królową kwiatów. Ale to wszystko się zaciera przez myśl, że jednak to izba dziecka. To chyba jedyne miejsce, które nie zasługiwałoby na ładną nazwę, ani nic związanego z czymś pozytywnym.


- Może nie będzie tak źle, to bardzo piękne miasteczko - próbowała pocieszyć ją pielęgniarka.


- Tu moja wyobraźnia ma słabe baterie. Jak sierociniec, może być spełnieniem czyiś marzeń?


Kobieta nie odparła. Przez resztę podróży milczały, każda pogrążona w swoich myślach.