Chapter 2.
Wypisali mnie ze szpitala po pięciu dniach. Mogłam wreszcie wrócić do domu, w którym nie zastałam nikogo — mama pracowała w Nowym Jorku, a tata… nawet nie wiem gdzie.
Weszłam do środka, rozpakowałam się, przebrałam i natychmiast zalała mnie fala nudy. Sama w domu nie miałam co robić. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie kawę i wzięłam croissanta. Przez następne trzy godziny oglądałam serial — lekarze powiedzieli, że przez jakiś czas muszę przestać chodzić na zajęcia taneczne. Załamałam się. W praktyce wyglądało to tak, że całe dnie spędzałam na kanapie, przykryta kocem, oglądając filmy.
Włączyłam jakiś serial o wampirach i miłości, ale był tak nudny, że zasnęłam w połowie odcinka.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Z jęknięciem wstałam z kanapy i otworzyłam. Stał za nimi Alex. Nie mogłam wydusić ani słowa. Naprawdę pierwszy raz przed moimi drzwiami stał chłopak — nie licząc Dylana.
— Właśnie się dowiedziałem, że chodzimy do jednej szkoły, a nawet klasy! — powiedział z entuzjazmem.
Przykro mi, ale nie mogłam podzielić jego radości. Byłam zbyt zmęczona.
— Skoro chciałeś mi to powiedzieć, to dlaczego pofatygowałeś się aż pod mój dom?
Nie wiem, dlaczego nadal nie uciekł — w tej chwili musiałam wyglądać okropnie.
— Nie miałem twojego numeru. Znalazłem twój dom po nazwisku na tabliczce w ogrodzie — powiedział, jakby był z siebie dumny.
Mogłam się domyślić.
Na chwilę się zawiesiłam, a kiedy się ocknęłam, Alex był już w środku domu. Odwróciłam się — właśnie wbiegł po schodach na górę. Wyglądał jak małe dziecko, które pierwszy raz widzi czyjś dom.
— Zaczekaj na mnie! To nie twój dom! — krzyknęłam, wbiegając za nim na górę. Ale nie było go ani w holu, ani w łazience.
— Czy ty wszedłeś do mojego pokoju?! Wyłaź natychmiast!
Nie wiem dlaczego, ale zrobiłam się czerwona. I to wcale nie ze złości.
— Zaczekaj! Ale ty masz dużo książek! Też lubię czytać! — krzyknął z mojego pokoju.
Wbiegłam do sypialni dokładnie w chwili, gdy z niej wychodził. Zderzyliśmy się i upadliśmy na podłogę. Nasze twarze były tak blisko… Tak bardzo chciałam go pocałować. Ale przecież dopiero go poznałam. Na pewno mu się nie podobam.
— Przepraszam! Wszystko w porządku? — chciałam wstać, ale złapał mnie za ramiona.
Po chwili chyba zorientował się, jak blisko mnie trzyma, bo szybko puścił i podniósł się.
Jezu, co ja zrobiłem?! Jeszcze chwila i bym ją pocałował. Ona jest taka ładna… Nie mogę się jej podobać.
Oboje byliśmy czerwoni jak buraki. Musieliśmy wyglądać naprawdę słodko.
— Muszę już wracać. Pa — powiedział.
Szybko zbiegł po schodach i wyszedł z domu bez pożegnania.
Jeszcze długo po tym, jak drzwi się zamknęły, stałam jak wryta. Nawet nie wiem, ile czasu minęło, zanim zeszłam z powrotem do salonu. Opadłam na kanapę i wpatrywałam się w sufit.
Ach… On ma takie ciepłe ręce. I te zielone oczy…
Znowu zasnęłam. Musiałam być naprawdę zmęczona.