~1~
Lilith stanęła w drzwiach klubu. Jej wzrok natychmiast padł na stary, brudny materac pod ścianą.
Na nim leżała Gabriela.
Poszarpana biała sukienka, siniaki, krew zaschnięta na ustach i skroni. Oczy – kiedyś jasnoniebieskie – teraz były puste, martwe.
Lilith podeszła szybko, uklękła. Delikatnie wsunęła ręce pod bezwładne ciało. Gdy wstawała, Gabriela wydała z siebie cichy, ledwo słyszalny jęk.
Wtedy do Lilith podbiegło dwóch mężczyzn z pałkami nabitymi gwoździami.
Wystarczyło jedno spojrzenie.
Jej zielone oczy zalśniły zimną, zwierzęcą nienawiścią. Mężczyźni padli na kolana, jakby ktoś podciął im nogi. Lilith splunęła im pod stopy i wyszła z Gabrielą na rękach, jakby dziewczyna nic nie ważyła.
– Już dobrze, moja droga… jesteś bezpieczna – wyszeptała cicho, idąc w stronę Jeepa.
Ułożyła Gabrielę, najdelikatniej jak umiała na tylnej kanapie, usiadła za kierownicą i ruszyła z piskiem opon.
Piaskowa droga rzucała samochodem na boki.
Lilith zaciskała dłonie na kierownicy tak mocno, że knykcie jej pobielały.
– Nie rób mi tego… – wychrypiała przez zęby. – Nie po tym, jak cię wreszcie odnalazłam. Nie po tym, jak wyciągnęłam cię z tego piekła.
Jej oczy błyszczały.
– Wytrzymaj, Gabi. Jeszcze tylko kawałek… wytrzymaj, do cholery.
Kiedy zahamowała przed chatą, Jeepem zarzuciło niebezpiecznie. Nie gasząc silnika, Lilith wyskoczyła i prawie wyrwała tylne drzwi.
– Jest tutaj! – krzyknęła ochryple w stronę wejścia. – Szybko!
Z chaty wyszła uzdrowicielka – starsza kobieta o surowej twarzy.
Lilith wniosła Gabrielę do środka i położyła ją na drewnianym stole. Ręce jej drżały.
– Oddycha… jeszcze oddycha – powiedziała zduszonym głosem. – Ale oni… oni ją…
Uzdrowicielka bez słowa zaczęła rozcinać zakrwawione ubranie.
– Co jej dali? – zapytała krótko.
– Zastrzyki. Zielone. Coś, co miało ją złamać.
Kobieta mruknęła coś pod nosem.
Lilith stała obok stołu, pięści zaciśnięte tak mocno, że paznokcie wbijały się w skórę.
– Uratuj ją – powiedziała cicho, ale głos miała stalowy. – Uratuj ją… a ja zajmę się resztą.
Uzdrowicielka uniosła wzrok.
– A co, jeśli ona już nigdy nie będzie taka sama?
Lilith patrzyła na siną, wychudzoną twarz Gabrieli.
– To i tak będzie moja siostra – wyszeptała. – Po prostu… uratuj ją.