Dziś nie Umrzemy

All Rights Reserved ©

Summary

Kiedy Lilith odnalazła Gabrielę – sponiewieraną, ledwo żywą, leżącą na brudnym materacu – coś w niej pękło. Jedna została stworzona w probówce. Druga uprowadzona jako dziecko.

Genre
Fantasy
Author
Angelika
Status
Excerpt
Chapters
1
Rating
n/a
Age Rating
18+

~1~

Lilith stanęła w drzwiach klubu. Jej wzrok natychmiast padł na stary, brudny materac pod ścianą.

Na nim leżała Gabriela.

Poszarpana biała sukienka, siniaki, krew zaschnięta na ustach i skroni. Oczy – kiedyś jasnoniebieskie – teraz były puste, martwe.

Lilith podeszła szybko, uklękła. Delikatnie wsunęła ręce pod bezwładne ciało. Gdy wstawała, Gabriela wydała z siebie cichy, ledwo słyszalny jęk.

Wtedy do Lilith podbiegło dwóch mężczyzn z pałkami nabitymi gwoździami.

Wystarczyło jedno spojrzenie.

Jej zielone oczy zalśniły zimną, zwierzęcą nienawiścią. Mężczyźni padli na kolana, jakby ktoś podciął im nogi. Lilith splunęła im pod stopy i wyszła z Gabrielą na rękach, jakby dziewczyna nic nie ważyła.

– Już dobrze, moja droga… jesteś bezpieczna – wyszeptała cicho, idąc w stronę Jeepa.

Ułożyła Gabrielę, najdelikatniej jak umiała na tylnej kanapie, usiadła za kierownicą i ruszyła z piskiem opon.

Piaskowa droga rzucała samochodem na boki.

Lilith zaciskała dłonie na kierownicy tak mocno, że knykcie jej pobielały.

– Nie rób mi tego… – wychrypiała przez zęby. – Nie po tym, jak cię wreszcie odnalazłam. Nie po tym, jak wyciągnęłam cię z tego piekła.

Jej oczy błyszczały.

– Wytrzymaj, Gabi. Jeszcze tylko kawałek… wytrzymaj, do cholery.

Kiedy zahamowała przed chatą, Jeepem zarzuciło niebezpiecznie. Nie gasząc silnika, Lilith wyskoczyła i prawie wyrwała tylne drzwi.

– Jest tutaj! – krzyknęła ochryple w stronę wejścia. – Szybko!

Z chaty wyszła uzdrowicielka – starsza kobieta o surowej twarzy.

Lilith wniosła Gabrielę do środka i położyła ją na drewnianym stole. Ręce jej drżały.

– Oddycha… jeszcze oddycha – powiedziała zduszonym głosem. – Ale oni… oni ją…

Uzdrowicielka bez słowa zaczęła rozcinać zakrwawione ubranie.

– Co jej dali? – zapytała krótko.

– Zastrzyki. Zielone. Coś, co miało ją złamać.

Kobieta mruknęła coś pod nosem.

Lilith stała obok stołu, pięści zaciśnięte tak mocno, że paznokcie wbijały się w skórę.

– Uratuj ją – powiedziała cicho, ale głos miała stalowy. – Uratuj ją… a ja zajmę się resztą.

Uzdrowicielka uniosła wzrok.

– A co, jeśli ona już nigdy nie będzie taka sama?

Lilith patrzyła na siną, wychudzoną twarz Gabrieli.

– To i tak będzie moja siostra – wyszeptała. – Po prostu… uratuj ją.