Customize readability
Aa

Anelan (pl)

All Rights Reserved ©

Summary

Krzywdzenie ludzi nie jest tak interesujące, jak sprawienie, by błagali o bycie skrzywdzonym. ... Kora: Nie oczekuj przyzwoitej opowieści po takim wstępie. Dla osób przejętych przyzwoitością polecam zostawić sobie tę historie na deser i zacząć od np. "Problemu autentyczności", bo jeśli wk*rwi cię "Problem autentyczności"... Współczuję ci, jeśli zajrzysz do środka tej historii...

Status
Complete
Chapters
3
Rating
n/a
Age Rating
18+

Tytułu nie będzie.

– Jesteś dobrym człowiekiem – mówiła.

Nie wiem, czemu tak zależało mi na wybiciu tego ludziom z głowy. I czemu znajdowali się szaleńcy uparcie tak powtarzający.

– Pomóż temu chłopakowi! Biją go! – krzyczała raz. – Będziesz miał moją dozgonna wdzięczność.

Cisza.

– Dam ci serce! Ciało! Co chcesz! Tylko…!

Nie wiem, czy była aż tak ładna. Na pewno największą frajdę sprawiało mi odbieranie od ludzi obietnic, których nie chcieli spełniać. Zmuszanie ich, czy łamanie ich woli nie było tak zabawne, jak patrzenie na ich własne zmuszanie się do czegoś, czego nie chcą zrobić… dla idei! Choć nie ściskałem mocno chudej szyi, nie uciekła.

– Oprzyj ręce.

Wycofała się do ściany. Prosta postawa złamała się w pół jednym męskim ruchem, brudną ulicę wypełniły dźwięki. Krew z rozjebanego kijem łba plamiła suknie. Nie potrafię sobie przypomnieć, czy zdążyłem dojść, zanim straciłem przytomność… Bóg musiał bardzo mnie kochać, jeśli dał przeżyć mi przeżyć coś tak chorego.

– Nie jesteś złym człowiekiem – mówił też azberski chłopak.

Tego jednego uderzenia w brzuch żałuję. Nie potrafię stwierdzić dlaczego tak bardzo. Może lubiłem tamtego żywiołowego młodzieńca. Potrafił nawet nagi i związany zachować w sobie piękno. Próbowałem doprowadzić jego wytrzymałość do granic, ale nigdy nie udało mi się zmusić go do poddania się na swoich marzeniach. A jeszcze dziwniejsze było, gdy wracał po wszystko od nowa dla małej rozmowy ze mną, poznania moich ścieżek. Być może żałuję, że azberski chłopak nie został ze mną, że nie założył ze mną rodziny i nie ogrzewał się przy radosnym żarze ogniska domowego… Nie wiadomo czy rozwiązanie supłów, podanie chusteczki i zostawienie w spokoju przez resztę nocy uznał za „przepraszam”.

– Opowiedz mi o swojej rodzinie – pytał.

– Są wspaniałymi ludźmi. Nie dopatrzysz się w ich wychowaniu niczego, co miałoby mnie uczynić tym, kim teraz jestem.

– Nie żałujesz opuszczenia ich?

– Tęsknię za nimi regularnie.

Była jakaś radość w krótkich odpowiedziach, kiedy dzieciak próbował odkryć moje tajemnice. Nie zupełny dzieciak, miał już te swoje dwie dekady na karku, ale wciąż był małym szczylem. Nie tak zupełnie byłem niechętny odpowiedzieć. Seks a potem pytania były ciekawym połączeniem. Zawsze wybierał jedną rzecz, o której chciał się dowiedzieć.

– Więc czemu ich zostawiłeś?

– A ty? Czemu odszedłeś od wszystkich mentorów, którzy chcieli ci pomóc, od ukochanej, by leżeć ze mną?

– Kochasz to życie teraz?

– To już inny temat.

Obejmował mnie cienkimi rączkami od tyłu, zostawiając mnie z wrażeniem, że mam kochankę. Jego charakter, ton głosu potrafił się zmienić, jakby był kilkoma ludźmi naraz. Jeśli to co mówił, było prawdą, było mu czego współczuć.

– Opowiedz mi, czemu nie ufasz ludziom.

– …Kiedy się z tym zdradziłem? – Błękitne oczy oczekiwały odpowiedzi. – Naucz się na moim błędzie. Ludzie wbiją cię w bruk, kiedy najbardziej ci się wydaje, że wszystko idzie dobrze.

– Gdyby cię mieli dobijać w chwilach słabości, nie byłoby wiele lepiej.

Tym razem usłyszałem głos napastliwej, dumnej osobowości mojego ulubionego chłopca. Sposób i tempo jego zmiany nastroju były niesamowite. Czasami prezentował mi płaczliwą i spolegliwą dziewczynkę, czasami buńczucznego durnia. Czasami widziałem trzecią osobę – apatycznego myśliciela. Ten najczęściej znikał przy moim dotyku, czasami pozwalał mi ze sobą rozmawiać, ale tylko z dystansu i kiedy nie używałem ani kpiny, ani sarkazmu. Kiedy byłem wredny, mały filozof zamykał się w sobie i milczał lub znikał.

– Wolałbym, by nauczyli się żyć swoim życiem i przestali mieć do mnie problem za własne nieszczęście. I to mówię dla ciebie, żebyś pamiętał. Nie jesteś z gumy, by dowolnie nagiąć swoją osobowość i zachowanie dla nieporuszenia jednej z czyiś czułych strun. Doskonale wiedziałeś, na co się szykujesz przychodząc do mnie, i długo przed tobą skończyło się moje zakładanie aureolki, by się komuś smutno nie zrobiło z mojego powodu. Jeśli kiedyś zrobisz mi o to problem, przestanę cię lubić…

– Dlaczego mnie lubisz? – pytał mnie po innym razie mój mały filozof.

Na policzkach wciąż widać było drogi, jakimi łzy udały się z głębin serca. Kusiło mnie, by zlizać te słone ślady, ale wtedy utraciłbym go.

– Lubię większość ludzi.

Przez chwilę myślałem, że więcej nie zapyta i na tym skończy się jego część umowy. Byłoby to rozczarowujące.

– Czemu mnie nie nie lubisz?

– To byłaby zbyt wiele mówiąca wiedza.

– Po tym, co mi zrobiłeś? Mów. Inaczej nie tylko odejdę. Zrobię ci gorszy problem, niż wypomnienie bólu. Mianowicie: dlaczego moje ciało znaleziono w twoim pokoju. Teraz mnie nie lubisz?

– I w tym samym czasie jestem w tobie zakochany.

Jeden człowiek nie był w stanie wypełnić mojego życia sensem, tak samo jak ja nie potrafiłem uczynić z czyjegokolwiek życia sensownym. Błąkałem się, niby uparty przy swojej racji, swoim byciu sobą i poddaniu się na zbędnych uprzejmościach, z drugiej strony żałujący, że nie będę umierać opłakiwany przez wszystkich, którzy lubią moją otoczkę. A jednak nie zrezygnowałem z mojej ścieżki. Nie wiem, czy jestem z nią zupełnie szczęśliwy. Z drugiej strony, czy jest człowiek na świecie, który jest zupełnie szczęśliwy? To pisanie miało być ciekawsze…

Uczyłem kiedyś dosyć niesamowitą dziewczynę. Chciała zostać kimś wielkim, zaczytywała się w romantycznych opowieściach o losach silnych, niezależnych kobiet i ich wpływach na bieg historii, nie zgadzała się z rodziną, która chciała dobrze ją wydać i cieszyć się ze zdrowego potomstwa.

– I tak się na to zgodzisz.

– Skąd wiesz? – pytała dumnie.

– Bo jesteś kobietą.

Obraziła się na mnie za to na kilka dni. Jeszcze bardziej wkurzało ją niereagowanie na jej fuknięcia.

Czasami boję się samotności. Czytałem o niejednym człowieku, który dla swojej idei zginął, bo świat obrócił przeciwko niemu. Nie byłem pewien czy byłbym w stanie do tego stopnia stać przy swoim. Prawdopodobnie tak długo, jak wpatrywaliby się we mnie, skakałbym do ich melodii. Czy zraniłbym, zabiłbym człowieka gdyby tego wymagał taniec? Trudne pytanie. Nie jestem idealistą, by grzecznie zaprzeczyć, ale czasami mam potrzebę zapierania się i włożenia głowy pod topór dla pozostania sobą (i wkurzenia drugiej strony). Nawet jeżeli nie stoję po stronie Boga, wiem, że nie zamierzam stać po stronie diabła. Wydaje mi się, że tę niecną figurę mogłem spotkać (i nie chodzi mi o istoty z Cichych Gór) i była to naprawdę nieprzyjemna postać. I mam nadzieję, że da mi spokój, bo inaczej będę musiał stanąć po stronie Boga, czego bardzo nie chcę. Podoba mi się ten stan zawieszenia, że ta część mnie, która chciałaby zapełnić się ideą, bóstwem, Bogiem, pozostaje wiecznie głodna. Bycie sobą niby jest jakąś ideą, ale oszczędnie udziela mi pomocy, gdy stawiam siebie w trudnej sytuacji jak przez zadawanie powyższego pytania. Mówiłem, że czasem boję się samotności. Czasami powtarzam sobie, że na pewno znajdę sobie kogoś, z kim można by zabić nudę. Czasami powtarzam sobie, że w obliczu katastrofy znajdą się ludzie zafascynowani tak jak ja ideą pełnego znaczenia życia. Czasami w to wierzę i nie raz udało mi się dzięki magnetyzmowi, jakie daje mi przekonanie, przeżyć cholernie trudny czas, a czasami trzymam swój entuzjazm na wodzy słowami: „Nie bądź tego taki pewien”.

– On jest idiotą! – zaserwowała mi bez kontekstu po którymś dniu milczenia.

– Jest tylko naiwny i zagubiony. I dlatego próbuję wbić ci do łba jak się z nim dogadać. Widziałem ludzi naprawdę niebezpiecznych, widziałem ich śmiech i nie są to ludzie, z którymi chcesz zadzierać. On nie jest taki. Ale jeśli nie nauczysz się przestać się go bać i weźmiecie ślub, nie obiecuję ci, co się stanie.

– Dlatego nie weźmiemy ślubu.

– Nie gadaj głupot. Inaczej wywołasz burzę, z którą sobie nie poradzisz. Zamiast stawać przeciwko rodzicom i narzeczonemu, znajdź siłę, żeby przestać się ich bać. Przeczucie, że są wszyscy okropni jest naturalne dla twojego wieku.

– Jesteś okropny! Czemu nie możesz po prostu mnie zrozumieć?

Czy aż tak ją lubiłem, czy może nie miałem pomysłu gdzie indziej pójść? Spotkałem ogrodnika, chodząc z nudów. Opowiedział mi o swoim życiu, pracy, synu, życiu tutaj. Było całkiem przyjemnie.

– Mam udawać, że lubię jego żarty? Być miła, kiedy mnie irytuje? Rozmawiać z nim godzinami, kiedy szczerze chciałabym sobie pójść?

– A po tym wszystkim lubisz go bardziej?

– Mam go dosyć.

– Chyba lepiej, żeby chwilę ukłuło go serduszko, że rozmowa kończy się tak szybko, gdybyś mogła dzięki temu prowadzić rozmowę swobodniej.

– Nie.

– Nie?

– Wszyscy chcą, żebym była uprzejma i nikogo nie urażała. Gdybym sprawiła, że jego serduszko przeszyje igiełka bólu odrzucenia, to ja byłabym ta zła i niedobra.

– Spróbuj nie robić niczego, czego nie chcesz, a jeśli zrobi się naprawdę niebezpiecznie, po prostu sztucznie przeprosisz i wrócisz do udawania.

– Jak ty to robisz?

– Gdybyś mi powiedziała, że nie lubisz mnie za coś we mnie, na czym się nie poddam, gdybyś mi powiedziała, że mam przestać wypowiadać się tak niedbale, albo mogę nie odzywać się wcale, przestałbym z tobą rozmawiać i odszedłbym. Prawda, w ten sposób nie rozmawiam z całkiem sporym procentem ludzi.

– Mam uważać to za komplement, że się do mnie odzywasz?

– Pomimo swojej głupoty, jesteś całkiem mądra.

– Szanowny pan Anelan mnie pochwalił.

Cisza.

Dlaczego próbowałem ją nakłonić do zgody na bycie kimś, kim ktoś chciał ją mieć – żoną i matką? Nie sądzę, bym wierzył, że poradzi sobie sama na świecie, że nigdy nie zamarzy jej się małżeństwo i macierzyństwo. Innymi słowy, raz: nie jestem przekonany, że bycie sobą jest bezpieczne, dwa: wierzę, że czasami z przystosowania można wyciągnąć korzyści…

Nie mogłem być na jej ślubie, zbyt wiele jej krewnych już po kilku chwilach poznania mnie, patrzyło na mnie krzywo. Przy dalszym poznaniu pewnie nienawidziliby mnie jeszcze bardziej. Obiecałem jej spojrzeć w niebo tego dnia, o tej godzinie, kiedy miała składać przysięgę. Co było durne, bo gdyby ślub miał zostać przełożony choćby o godzinę, z całego patetyzmu wyszłaby głupota, ale niech tam…

– Proszę sobie wyobrazić dziecko w niestworzonym parku zabaw. Wie, że nie da rady spróbować wszystkiego, mimo tego spróbuje zachwycić się jak najbardziej. Chłonie zapachy, muzykę, kolory zabawek. Przypatruje się łabędziom które poruszają się w górę i w dół, zabierając ze sobą dzieci, wsiada na wielkie koło, które unosi je pod samo niebo i znów opuszcza na ziemię, wsiada do kolejki i jedzie przez ciemność, gdzie różne potwory próbują je wystraszyć, ale ono boi się tylko trochę, bo czuje pod palcami uchwyt kolejki. I wołać będzie zdrowym głosem „ja chcę… ja chcę…”. Zachwyci się ciepłym słońcem chowającym się za szczeble wielkiego koła, czując jednocześnie niewysłowiony smutek, że nieubłaganie dzień chyli się ku końcowi. I będzie modlił się, że był na tyle grzeczny, by mama pozwoliła zostać w tym parku jeszcze godzinę, minutę, sekundę dłużej i doświadczać. Ja jestem właśnie takim dzieckiem w parku zabaw.

– Wielkie, kręcące się koła… Pan to ma wyobraźnię.

– W rzeczy samej…

Kiedyś się ożeniłem. Byłem wtedy dosyć stary i nie było mi aż tak szkoda wiązać się. Była szaloną kobietą. Celem naszego małżeństwa postanowiła uczynić odkrycie, co mnie zaboli. Próbowała chwytać się różnych tematów: moich nietypowych preferencji, momentów, kiedy głowa odmawiała mi posłuszeństwa i nie potrafiłem zrozumieć o co do jasnej cholery komuś chodzi, mojej wrażliwości… Wspominałem, że jestem całkiem wrażliwym człowiekiem? Każdy normalny powiedziałby mi, że pierdolę, ale nie… nie pierdolę. Bardzo łatwo się ekscytuję i przywiązuję do rzeczy. Prawie nigdy nie potrafiłem przewidzieć mojej reakcji na potencjalne wersje przyszłości, co szczerze mnie wkurzało, bo szykując się na jakąkolwiek konfrontację musiałem być gotów na serce walące bez mojej zgody, łamiący się głos i pustkę w umyśle. Opanowanie, którym mogę poszczycić się teraz, nie jest moją zasługą. Oczywiście próbowałem nie raz przetłumaczyć mojemu ciału, że tak na logikę nie opłaca mu się emocjonalnie podchodzić do sytuacji, bo potem robi mnóstwo głupstw i bardziej go boli, ale to nic nie dało. Następnego dnia wychodziłem na ulicę i znów byłem głupio szczęśliwy, albo zestresowany… Kilka zdrad zmieniło moje ciało. Muszę moim zdradzicielom serdecznie za to podziękować. Bez nich nie udałoby mi się osiągnąć takiej dojrzałości. Ciało nauczyło się przestać patrzeć na ludzi z takim stopniem zainteresowania, które mogłoby pozwolić na wyjęcie mi gruntu spod nóg. Nie dziękowałbym, gdybym po tym nie potrafił interesować się drugim człowiekiem, ale o dziwo nadal potrafiłem. Po prostu przestałem czuć potrzebę wydurniać się przed nimi w sposób niezgodny ze mną, opowiadać im prywatne historie, szukać afirmacji i angażować w ich życie bardziej, niż tego ode mnie chcą. Za zniknięcie tych potrzeb jestem niezwykle wdzięczny. Druga rzecz, która dojrzała mnie w sposób, w jaki ja bym siebie nie potrafił, to spotkanie z siłami o wiele potężniejszymi, niż ja kiedykolwiek będę. Moje chłopięce życie opierało się na przejmowaniu się tym kto mnie lubi, kto nie lubi, kto jest dobry, kto zły, na kogo warto zwracać uwagę, szanować, kogo można zignorować, zbezczeszczać, znienawidzić. Zacząłem patrzeć na to poza tym, na to większe ode mnie…

Być może lubiłem, że nie mówiła mi, że jestem dobry. Mówiła, że jestem okropny a ja przytakiwałem. Być może chodzi o to, że nie lubię robienia sobie złudzeń o mnie. Gorsze jest chyba rozczarowanie, że nie jestem tym, kim miałem być. Wyglądam jak bohater, bo wyglądam wystarczająco estetycznie, trzymam się prosto, nie odzywam się za często, jak już coś powiem to dlatego że mnie prosili i przez to najczęściej mówię z sensem, nawet jeśli nie odpowiadam bezpośrednio na pytanie. Chwile ekscytacji, kiedy widać we mnie zwykłego śmiertelnika, zdarzają się głownie przy ludziach równie szalonych jak ja, czyli w większości nie są to ci sami, którzy mają mnie za starożytnego herosa. Natomiast na pewno daleko mi do książkowego, chłopięcego bohatera. Gdybym nim był, pewnie robiłbym coś użytecznego dla społeczeństwa, walczyłbym z demonami, a nie obijał się, pisząc te bzdury.

Pamiętam jak Bóg mnie dopadł już jakiś czas po tym, jak zabiłem tamtego bogacza dla zabawy z moim azberskim chłopcem. Nie jestem wielkim fanem nieodwracalnych zmian, (dlatego nie mam tatuaży) i dlatego… nie zdarza mi się zabijać dla kaprysu… natomiast sądziłem, że są na tym świecie takie skurwysyny, których można nie żałować. Karząca mnie siła wyższa musiał spotkać mnie z synem bogacza (bo inaczej nie wiem jak mogliśmy się spotkać ponownie) – energicznym, pełnym nienawiści za to, że matka załamała się po utracie męża, że musiał wychowywać się sam, że młodsza siostra już nigdy z ojcem nie poszła rzucać chleb kaczkom. „Wiem, co chcesz mi przekazać i niezwykle mnie to wkurza” – szepnąłem niebu. Ile razy słyszałem podania o padalcach z dobrym sercem. Prosiłem o takiego skurwysyna, że nic tylko go zabić. W końcu poddałem się i pogodziłem się z myślą o przyzwolenia na życie każdemu, kto nie zmusi mnie do nagłego podjęcia decyzji. (Nie mogę obiecać, że dam się zabić dla czystych rąk i sumienia). Niby nic wielkiego, choć pozostało mi po tej obietnicy lekkie uczucie żalu… Zabawne.

Kiedyś nie rozumiałem jak można lubić kogoś po prostu, za to, jaki jest. Wraz z zaryzykowaniem życia otwarcie i po swojemu, oni skrócili gumowy sznur wiążący mnie i ich. Mogłem zrobić krok do przodu i pozwolić gumie rozluźnić się, a poszedłem do tyłu i pozwoliłem cienkiej od naprężenia gumie rozerwać się. Odkryłem świat bez narzekania, irytujące zachowania przepływały obok mnie jak srebrne rybki i nie przerywałem ich pływu, nawet zaczęły wzbudzać moje zainteresowanie. Widzicie, narzekanie raz: daje potwierdzenie zgodności reguł zachowania narzekającego z regułami odbiorcy, dwa: najczęściej dotyka spraw, których narzekający nie chciałby powiedzieć o sobie. Co po przemyśleniu ma sens… Po co miałoby cię obchodzić coś, co wcale cię nie dotyczy? Jak nieintersujące by to było przy tym, co cały czas siedzi ci w głowie. Odkąd zacząłem myśleć w ten sposób, współczuję tym, którzy narzekają na innych dużo i stale. Choć nie wiem, czy to myślenie jest słuszne… Co robię przy spotkaniu się z takimi ludźmi? Zabawne założenie…

…Walka o kogoś nigdy nie wychodziła mi dobrze. Miałem przyjaciela – bardzo inteligentnego młodzieńca, zdolniejszego ode mnie, ale dał światu się przytłoczyć. Rozumiałem jego argumenty. Życie jest kruche, co chwilę tragedia zatruwa jednostki i narody… Chyba o wiele trudniej jest mi zrozumieć jak, mając świadomość okrutnej natury świata, można chcieć w nim żyć, (choć sam należę do osób kochających ten świat). Każda rozmowa z nim schodziła w jednym kierunku, kończyła się monologiem opartym na „racjonalnym wnioskowaniu”. Ale i tak go lubiłem. A może mówię o nim tak dobrze, bo trochę szkoda mi sposobu, w jaki go potraktowałem. Chciałem, żeby działanie uratowało go przed śmiertelną bezradnością, ale zawsze zbijał moje propozycje, tłumacząc, jak bardzo nic to nie zmieni. W końcu przyszedł do mnie:

– Przyszedłem się pożegnać. Człowiek nie może żyć w tak okrutnej i bezsensownej rzeczywistości.

– Więc zabijesz się i uczynisz swoje życie jeszcze bardziej kruchym i marnym?

– Wybiorę swój sposób śmierci. Nie próbuj mnie odwodzić od tego pomysłu. Przyszedłem się tylko pożegnać.

– W porządku. Do zobaczenia po drugiej stronie.

Nigdy więcej go nie widziałem, nawet jeśli przeżył, rozumiem, czemu miałby mnie nie odwiedzać. Mam nadzieję, że spotka kogoś lepszego ode mnie. Nie żebym potem przejmował się kimkolwiek bardziej, nawet jeśli czułem, że powinienem, przecież tak robią wszyscy.

Być może to ja powinienem był zginąć. Im dłużej to piszę tym bardziej uświadamiam sobie jakim prozaicznym idiotą jestem. Miałem nadzieję, że odkryłem tajemnicę świata, że uwolnienie siebie ostatecznie pokaże mi sposób na życie. Nawet „uwolniony” jestem zwykłym, prozaicznym, nieczułym skurwysynem, niepotrafiącym zawalczyć o kogoś czy o coś, niepotrafiącym sprawić, by ktoś poczuł się dobrze, niegotowym oddać życie za ideę, gotowym poddać się tymczasowo na niej dla korzyści… A jednak lubię siebie takim. Kiedyś nienawidziłem świata, razem z wami narzekałem na źle dobrany odcień rajstop do kołnierzyka, wzdrygałem się na dziwnotę bez zachwytu, szukałem potwierdzenia swojej wartości w was. Nie chcę wracać do tamtego świata. Zachłystnąłem się wesołym miasteczkiem i nie chcę wracać do pudełka. I nie żałuję skurwysynowi skurwysyństwa.

Jedynie… Chciałbym umrzeć dla czegoś pięknego, choć sam nie wierzę, że to mówię.

Let Aleksandra Rittler know what you thought about this chapter!
Love this

0

Love this

Funny

0

Funny

Spicy

0

Spicy

Suspenseful

0

Suspenseful

Emotional

0

Emotional

Profound

0

Profound

Heartwarming

0

Heartwarming

Shocking

0

Shocking

Good Writing

0

Good Writing

Compelling Plot

0

Compelling Plot

Great Character

0

Great Character

Strong Dialog

0

Strong Dialog

Further Recommendations

A Blessing in Disguise

Miriam0011: Hi there! I really enjoyed reading your story, it was both interesting and well written. Your style feels very natural and easy to connect with. Do you usually write in this genre, or do you explore others as well?

Read Now
Buried Alive

Irene: Its the story revolves in the same kind of situation I was hoping abit more like the story of Jane's family, life of mx and Jane, like how is the relationship between Lynn and Caleb more. Probably first readers who are starting to have reading hobby, I feel it could be higher rating but honestly I w...

Read Now
Bloodlines

Janet Gagg: Enjoyed the plot and looking forward to finding out where the story is headed, are there more like her ?

Read Now
Ruthless Lord

AlyKeller: I love this story about a girl hated by her father and sister because her mother died given birth to her. She is sent away to a farm from her life in a castle, where she learns how to survive, hunt, and fight. She is forced into an arranged marriage by her dad and king. Her life takes a change for t...

Read Now
Our third chance

VD: Quick read. Cute story. Good writing. Smooth flow.

Read Now
Marked By His Touch

Ho: Fun entertaining read. Pleasantly delivered. Crisp momentum.

Read Now
Bear Roberts

ennistanga23: I love it. The plot, the charcters. Rverything.

Read Now
Death's Shadow MC Book 1

Walker of the Dark: Short but definitely intense and amazing. Rage and Aspen were amazing together and I am glad to see a woman who is strong, determined on what she wants and well connected as a bonus. Also enjoyed seeing how even the Mafias is not all "stable" and how a bad bean can spread like wildfire if not contro...

Read Now
The Grumpy Next Door

D: I loved reading every second of this book! I couldn't stop once I started!

Read Now