Podróż do Siebie

All Rights Reserved ©

Summary

To nie jest tylko historia o relacjach, emocjach czy wspomnieniach. To podróż do samej siebie. O dzieciństwie. O miłości. O codzienności. O zagubieniu i odnajdywaniu siebie na nowo. A może właśnie pisząc tę historię dowiem się kim naprawdę jestem? 😊🌙

Status
Ongoing
Chapters
3
Rating
n/a
Age Rating
16+

Dzień pierwszy- Grow Kit



Yes! Yes! Yes! Wczoraj dostałam na maila informację, że dotarł mój pierwszy grow kit. Niestety byłam w pracy, a mój chłopak Johnny był na rozmowie kwalifikacyjnej i nie było nas w domu, więc nikt nie mógł go odebrać. Właśnie dzisiaj jedziemy go odebrać. Moje pierwsze magiczne grzybki, które będę hodować. Jestem niesamowicie podekscytowana. W środku mnie jakby coś tańczyło z radości i ciężko mi opisać, jak mocno jestem podekscytowana, a zarazem ciekawa, jak ten cały proces hodowli będzie przebiegał.


Postanowiliśmy wybrać się po niego spacerkiem razem z chłopakiem. Po śniadaniu ubraliśmy się i poszliśmy odebrać naszą paczkę.


Ja i mój chłopak Johnny jesteśmy ze sobą od ponad roku, a tak naprawdę znamy się kilkanaście lat. Poznaliśmy się w 2004 roku... ale może do tego wrócę później.


Johnny skręcił dla nas „papierosa" i wybraliśmy się na spacer. Po drodze rozmawialiśmy o tym, jak powinna wyglądać hodowla i sprawdzaliśmy razem z AI, jakie warunki należy zapewnić grzybkom. Kiedy dotarliśmy do punktu odbioru, moja ekscytacja była jeszcze większa, a w głowie pojawiały się myśli, aby nie były czasem uszkodzone.


Kiedy wzięłam je do ręki, na mojej twarzy pojawił się uśmiech i bardzo chciałam szybko wrócić do domu, aby zobaczyć, jak wygląda całe to opakowanie. Kiedy szliśmy drogą powrotną, trzymałam ten karton jakbym niosła złoto. Powiedziałam do mojego chłopaka, że nie będę dawała ich do plecaka, gdyż nie chcę, aby mi wypadły. Zaczął się ze mnie śmiać i powiedział, że podczas całej drogi do nas na pewno nie jeden raz były do góry nogami albo gdzieś spadły. Pomyślałam tylko: no tak.

Ale powiedziałam, że chociaż ich ostatnia droga do domu będzie miała przyjemną podróż i nie chcę, aby coś im się stało. Niosłam je tak ostrożnie, jakbym co najmniej niosła jajka.


Kiedy dotarliśmy do domu, pierwsze co zrobiłam to szybko poszłam się przebrać. Ja zawsze mam taki rytuał rozpakowywania nowych rzeczy. Najpierw muszę się przebrać, następnie umyć ręce i przygotować wszystko do odpakowania. To jest tak, jakby ta paczka w tym momencie była najważniejsza.


Tak, jestem właśnie gotowa, aby rozpakować tę paczkę.


Sam zestaw był zapakowany estetycznie i starannie, co od samego początku dawało mi poczucie, że to jest coś wyjątkowego. Cały proces zaczął się od przecięcia pudełka. W środku było kolejne plastikowe przezroczyste pudełko. Było widać w nim lekko białawą ściółkę, a do tego była folia oraz spinacze.


Kiedy to rozpakowaliśmy, moje podekscytowanie urosło ponad skalę. Było tak ogromne, iż wydałam z siebie okrzyk radości. Jak wygląda moja radość? Jak u małego dziecka. Podskakuję na nogach i klaszczę delikatnie w dłonie, a przy tym na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech. Tak najczęściej okazuję swoją ogromną radość.


W czasie całego rytuału — tak mogę to śmiało nazwać — było dużo skupienia, ostrożności oraz ciekawości.


Po rozpakowaniu zaczęliśmy wspólnie czytać całą instrukcję i okazało się, że brakuje nam kilku rzeczy. Spryskiwacza do wody, lateksowych rękawiczek oraz środków odkażających, głównie do dłoni. Higiena przy takiej hodowli jest niezwykle istotna, gdyż grzybki bardzo szybko potrafią złapać jakąś bakterię bądź wirusa, także higiena jest podstawą.


Ponieważ nie mieliśmy tych produktów, szybko wybraliśmy się do sklepu po potrzebne nam rzeczy do rozpoczęcia hodowli.


Miejsce. Nie mamy nigdzie miejsca. Pojawiła się lekka panika. Grzybki muszą być w temperaturze od 20 do 25 stopni. Najlepszym miejscem byłby nasz salon, ale niestety mamy koty i nasze obawy były takie, że mogłyby uszkodzić cały grow kit.


Ale...


Mój mały pokój, w którym stoi biurko i półki z książkami, byłby idealny. Tak. To jest to miejsce.

Przesunęliśmy dwie półki tak, aby zrobić miejsce na grzybki. Między tymi półkami je ustawiliśmy, aby mocne słońce na nie nie świeciło i przynieśliśmy termometr, aby widzieć jaka jest temperatura w pokoju. Były jakieś 23 stopnie, czyli idealnie.

Miejsce wydaje się bezpieczne, spokojne i oddzielone od reszty pokoju. To nadało temu grow kitowi jeszcze bardziej symbolicznego charakteru. Jakby mały ołtarzyk modlitewny.



Miejsce już jest i stoi cały kit na kartoniku. Użyliśmy folii aluminiowej zgodnie z instrukcją. Ścianki worka spryskaliśmy wodą zarówno z jednej strony jak i z drugiej. Tylko dwa pryśnięcia, gdyż nie może być tam za dużo wody ani nie można przemoczyć podłoża. Wilgotność musi być odpowiednia, a niestety ciężko sprawdzić czy rzeczywiście taka jest.


Najbardziej poruszające jest to, że ta podróż zaczęła się dużo wcześniej...


Ustaliliśmy razem, że każdego wieczoru będziemy chodzić sprawdzać grzybki. Ja to chyba będę co parę godzin hahaha. Będziemy razem sprawdzać temperaturę, wilgotność i razem spryskiwać. I to właśnie teraz zaczyna mi przypominać początek świadomej podróży.


Już pierwszy dzień pokazuje, że sama hodowla zaczyna pełnić funkcję rytuału oraz procesu emocjonalnego. Możliwe, że sama hodowla stanie się równie ważną częścią doświadczenia jak późniejsze mikrodozowanie.