Zimowy taniec
UWAGA!
Tekst zawiera opisy aktów przemocy nieodpowiednich dla osób wrażliwych i niepełnoletnich
Środek zimy skrywał miasto pod płaszczem mroku. Gdy kobieta opuściła księgarnię późnym popołudniem, powietrze przeszył chłód, a kłębiaste chmury zasnuwały niebo. Kilka płatków śniegu osiadło na jej twarzy.
– Nienawidzę zimy – mruknęła, wypuszczając z ust obłok pary. Otuliła się szczelniej płaszczem i ruszyła w stronę domu.
Każdy krok przybliżał ją do upragnionego ciepła – kubka gorącego kakao, które parzyłoby jej usta, miękkiego koca i kota zwiniętego w kłębek na jej kolanach.
Mijając udekorowane budynki, spoglądała na świąteczne lampki lśniące jak tysiące gwiazd rozświetlających ciemność. W jej rodzinnych stronach Boże Narodzenie zawsze oznaczało światło wyłaniające się z chaosu. Wędrowni kolędnicy odwiedzali domy, a w oknach rozbłyskiwały ciepłe blaski. W jednym z nich dostrzegła ojca podnoszącego córeczkę, by mogła zawiesić aniołka na czubku choinki. Poczuła ukłucie nostalgii. Pamiętała czasy, gdy i ona świętowała w rodzinnej atmosferze. Dziś te dni były już tylko wspomnieniem.
Westchnęła i przyspieszyła kroku. Ulice były opustoszałe, a jednak miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Choć śnieg tłumił dźwięki, wydawało jej się, że słyszy kroki – ledwie wyczuwalne, nieregularne, ale nieustępliwe. Rozejrzała się. Nikogo nie było.
Serce przyspieszyło, gdy uświadomiła sobie, że to nie jest jedynie gra wyobraźni. Chcąc zgubić nieznanego prześladowcę, skręciła w boczną ścieżkę prowadzącą przez cmentarz. Była to najkrótsza droga do domu, lecz niebezpieczna dla tych, którzy nie znali okolicy – wystarczyła chwila nieuwagi, by zgubić się w labiryncie nagrobków i drzew aż do świtu. Miała nadzieję, że to samo spotka tego, kto szedł za nią.
Gdy tylko przekroczyła bramę, kroki ucichły.
Nie oglądała się za siebie. Szybkim krokiem pokonywała kolejne alejki, myśląc już tylko o bezpieczeństwie własnych czterech ścian.
I wtedy ją zobaczyła.
Pod jednym z potężnych drzew siedziała skulona dziewczynka.
Była boso, ubrana jedynie w cienką, białą koszulę nocną, a jej głowę zdobił wianek z czerwonych kwiatów. Mróz powinien był dawno ją zmrozić, a jednak nie wyglądała na zziębniętą.
Kobieta zatrzymała się, zaniepokojona.
– Co tu robisz, maleńka? – zapytała, wyciągając z torebki roboczą bluzę, by ją okryć. – Gdzie są twoi rodzice? Nie jest ci zimno?
Dziewczynka powoli uniosła wzrok. Jej wielkie, ciemne oczy spoglądały niewinnie, jakby ich właścicielka nigdy nie zaznała zła. Długie, czarne loki opadały na rumiane policzki.
– Zatańcz ze mną – wyszeptała melodyjnym głosem, wyciągając dłoń.
Kobieta zawahała się, lecz coś w dziecku – może ta czysta, niemal bajkowa uroda – sprawiło, że uległa. Chwyciła małą dłoń, pozwalając się poprowadzić w tanecznym rytmie. Zapomniała o strachu. O ucieczce. O wszystkim.
Obie wirowały między nagrobkami, a radość ogarnęła jej ciało, rozgrzewając je lepiej niż jakikolwiek płaszcz.
Nie dostrzegła momentu, w którym dziewczynka zaczęła się zmieniać.
Czarne włosy osiwiały i wypadały strzępami. Kwiaty we wianku zwiędły, pozostawiając jedynie martwe łodygi. Biała koszula pokryła się brunatnymi plamami. Skóra pociemniała, policzki zapadły się, a z pustych oczodołów sączyła się cuchnąca maź.
Kobieta nadal tańczyła. Uśmiechała się. Powoli, mechanicznie, zaczęła zdejmować z siebie kolejne warstwy ubrań, jakby była zahipnotyzowana.
I dopiero wtedy to dostrzegła.
Zbyt późno.
Szpony bestii wbiły się w jej brzuch. Upadła na śnieg, próbując zatamować krwawienie. Strach sparaliżował jej ciało. Nie mogła krzyczeć. Nie mogła myśleć.
Potwór kucnął nad nią, śmiejąc się przeciągle.
– Wykrwawiasz się – zamruczał, głaszcząc ją zdeformowaną dłonią. – Czujesz osłabienie i ból, ale zaraz pojawi się pragnienie. Potem przyjdą zawroty głowy, dezorientacja, aż w końcu... utrata świadomości. I śmierć.
Mówił z fascynacją, jakby delektował się każdym słowem.
Kobieta wiedziała, że to jej koniec.
Ale bestia nie zamierzała czekać.
Rozwarła paszczę, ukazując rzędy ostrych jak brzytwa zębów. Pochyliła się i jednym brutalnym ruchem wgryzła się w jej szyję.
Śnieg zapłonął szkarłatną czerwienią.








