Customize readability
Aa

Impotencja.

All Rights Reserved ©

Summary

Kiedy moja mama była krzywdzona zupełnie nie wiedziałem, co robić. Czasami schodziłem, nie mogąc wytrzymać jej krzyku, licząc, że jej pomogę. Gdy siedziałem zamknięty w pokoju mogłem wyobrazić sobie, jak schodzę na dół i krzyczę, i ratuję moją mamę, ale potem gdy schodziłem na dół i widziałem jego silne ramiona...

Status
Ongoing
Chapters
5
Rating
n/a
Age Rating
13+

Rozdział 1.

Kiedy moja mama była krzywdzona zupełnie nie wiedziałem, co robić. Czasami schodziłem, nie mogąc wytrzymać jej krzyku, licząc, że jej pomogę. Gdy jednak nieśmiało zaglądałem do pokoju często widziałem ją zgiętą w pół i ojca stojącego za nią i poruszającego energicznie biodrami, podczas gdy ręką trzymał ją mocno za włosy.

Przestań, brzmiało w mojej głowie, ale nigdy tego nie powiedziałem.

Gdy siedziałem zamknięty w pokoju mogłem wyobrazić sobie, jak schodzę na dół i krzyczę, i ratuję moją mamę, ale potem gdy schodziłem na dół i widziałem jego silne ramiona i brutalność z jaką chwytał moją mamę, poczucie, że nie jestem w stanie wygrać obezwładniało mnie i często stałem przerażony, i uciekałem, gdy tylko wydawał z siebie głęboki ryk.

Wtedy wydawało mi się, że jestem okropnym synem, że nie umiem pomóc mamie. Z perspektywy czasu byłem w stanie docenić to, jak zamierałem w obliczu tego obrazu. Dzięki temu mamie udało się mnie ochronić, a ja prawie wcale nie zaznałem przemocy fizycznej.

Ten stan trwał przez pewien czas. Ja żyłem w moim malutkim świecie i nigdy nie rozważałem szukania pomocy.

Aż któregoś dnia poszliśmy z mamą trochę dalej na zakupy i po drodze mignął mi plakat ze smutnym dzieckiem. Miałem tylko ułamek sekundy, by go zobaczyć, ale to wystarczyło, by najważniejsze informacje utknęły mi w głowie – zapamiętałem dobrze znany mi smutek dziecka w centrum plakatu i wielkie słowo „POMOCY?”. Następnego dnia zamiast wrócić z przedszkola do domu, nogi zaniosły mnie przed ten plakat. Długo wpatrywałem się w niego bez słów. Zauważyłem w tle sylwetki dwóch dorosłych, którzy wyglądali jakby się kłócili. Zauważyłem smutnego, brudnego misia, którego trzymało to dziecko. Zauważyłem pełen napis. „DOŚWIADCZASZ PRZEMOCY?” – przeczytałem litera po literze.

Czy doświadczam przemocy?

Czy to na obrazku to przemoc?

„POTRZEBUJESZ POMOCY?”

Poczułem jak łzy napływają mi do oczu.

Czy to wystarczyło jako odpowiedź?

Pod spodem były trzy trójki cyfr, które rozpoznałem jako numer telefonu, mały obrazek bardzo przestarzałego telefonu, i napis, który odczytałem jako „zadzwoń”.

Spojrzałem jeszcze raz na rysunek smutnego dziecka, wahając się.

Czy ja wyglądałem jak to dziecko?

Jeszcze więcej łez napłynęło mi do oczu, które dzielnie zdusiłem.

Zacząłem rozglądać się, szukając telefonu. Nie miałem swojego, ale w przedszkolu nauczono mnie, że jeśli się zgubię, mam wejść do sklepu, poprosić dorosłego o zadzwonienie na policję i czekać.

Spojrzałem przez szybę do wnętrza mięsnego, obok którego przywieszony był plakat. Zobaczyłem dorosłego mężczyznę za ladą i straciłem odwagę. Po tym jednak zobaczyłem też młodą, uśmiechniętą panią przy drugiej ladzie i podjąłem decyzję. Przełknąłem ślinę i zmusiłem się do wejścia do sklepu. Ustawiłem się z boku przy ścianie, jakbym nie chciał by ktokolwiek mnie widział i krok po kroku oddalałem się od strasznego mężczyzny, a zbliżałem do młodej pani. Cały czas sprawdzałem czy nadal się uśmiecha, gotowy wybiec, gdyby tylko spojrzała na mnie krzywo.

– Dzień dobry, co mogę podać? – zapytała uprzejmie i z uśmiechem.

Odebrało mi mowę.

Uświadomiłem sobie, że nie wiem, jak jej to powiedzieć. Bałem się, że zaraz się zdenerwuje, a jednak nie potrafiłem nic powiedzieć. Moje serce waliło. Myślałem, że zaraz mi wyskoczy. Świat jakby przestał istnieć.

Kobieta musiała zauważyć mój chaotyczny oddech, bo wyszła zza lady i uklęknęła przede mną.

– Coś się stało? Zgubiłeś się? – jej głos brzmiał tak miło.

Moja ręka podniosła się w stronę plakatu.

– Chcesz mi coś pokazać?

Zrobiłem krok w stronę wyjścia. Kobieta poszła za mną, aż nie wyszliśmy ze sklepu i nie stanąłem przed plakatem, wskazując numer telefonu.

Niezbyt pamiętam co wydarzyło się dalej. Pamiętam, że bardzo się bałem i że wielokrotnie chciałem się wycofać, wahałem się, myśląc, że popełniłem błąd. Na każdym jednak kroku był obok jakiś miły dorosły, były ekrany z bajkami, kolorowe książki i kolorowe kredki.

Pamiętam, że po jakimś czasie pewna pani przyszła i poprosiła, bym uważnie jej wysłuchał.

Powiedziała, że moja mama nie może się mną zająć, bo jest chora i musi być w szpitalu, i że będę mógł ją odwiedzać, ale póki co ktoś inny będzie musiał się mną zająć.

Zadomowiłem się więc w takim jakby przedszkolu dla dzieci, gdzie kilka pani opiekowało się nami wszystkimi.

Wraz z upływem lat dowiedziałem się, że cały czas szuka się dla mnie rodziny zastępczej, ale jest bardzo dużo dzieci, które też szukają domu. Powiedziałem, że rozumiem, bo choć Dom Dziecka nie był wymarzonym miejscem, był dużo lepszy niż mój dawny dom i byłem niesamowicie wdzięczny za każdy akt dobroci wobec mnie.

Wreszcie, gdy miałem około dwanaście lat dowiedziałem się, że znaleziono dla mnie dom.

Dom państwa Ochockich był całkiem przestronny i mieścił już w sobie siedmiu mieszkańców. Oprócz pani i pana Ochockiego mieszkały tam dwie dziewczyny w jednym pokoju i w drugim końcu domu w jednym pokoju z dwoma piętrowymi łóżkami trzech chłopaków. Ja zająłem ostatnie wolne łóżko w pokoju – na dole przy lewej ścianie.

Państwo Ochoccy byli bardzo surowi, ale też bardzo uprzejmi. Ich zasady miały dużo sensu i zawsze pozwalali nam rozmawiać ze sobą na ich temat. Poza tymi zasadami jednak mieliśmy dużo swobody. Ochoccy nauczyli nas, że w lodówce zawsze są świeże produkty i że możemy z nich korzystać, że jeśli czegoś brakuje możemy to zgłosić i postarają się to dokupić przy najbliższej okazji, a oprócz tego w piwnicy mamy zapasy produktów o długiej dacie ważności, z których możemy korzystać – wszystko, żebyśmy nie przejmować się, że jedzenia zabraknie i że będziemy głodni.

Każdy z miał też swój telefon, metalowe pudełko zamykane na kod na cenne rzeczy i sto złotych kieszonkowego miesięcznie na bieżące wydatki. Dodatkowo od czasu do czasu można było zarobić dodatkowe pieniądze za wykonanie jakiegoś prostego zadania w domu.

Dla przykładu któregoś dnia pan Ochocki przyszedł do naszego pokoju i oznajmił, że da dwieście złotych temu, kto umyje mu samochód.

Podniosłem się na łóżku i rozejrzałem się po pokoju.

Tymon i Eryk unieśli wzrok, po czym wrócili do czytania.

– Ja mogę pomóc… – powiedziałem nieśmiałym głosem.

Pan Ochocki z uśmiechem rzucił mi kluczyki.

– Byle na dziewiętnastą był gotowy.

– Tak jest.

Pan Ochocki zamknął za sobą drzwi.

– Cwel – usłyszałem głos Eryka, gdy podnosiłem się z łóżka.

W ostatnim czasie to określenie weszło do jego słownika i używał go prawie cały czas, choć właściwie byłem prawie pewien, że żadne z nas nie wiedziało, co dokładnie oznaczało.

– Eryk, zamknij się – powiedział Tymon z górnego łóżka przy prawej ścianie.

Tymon był już dorosły, ale Ochoccy pozwalali mu zostać, by mógł skupić się na studiach, póki nie znajdzie sobie dobrej pracy. Tymon był za to bardzo wdzięczny. Zawsze wykonywał bez słowa swoje obowiązki, nigdy nie sprawiał problemów, wszystkie własne wydatki pokrywał z własnych pieniędzy, które zarabiał ucząc prywatnie matematyki i fizyki. Dlatego też nie zgłaszał się, gdy pan Ochocki dawał nam zadania. Mi umycie samochodu zajmowało zwykle całe popołudnie. On dwieście złoty brał zwykle za dwie godziny.

Do tego prawdopodobnie chciał zostawić te zadania dla nas młodszych, którzy nie mogli jeszcze legalnie pracować.

Osobiście na początku mojego pobytu tutaj nie miałem potrzeby zarabiać. Państwo Ochoccy mieli zasadę, że wszystkie wydatki związane ze szkołą, jak na przykład zbiórka po pięć złotych na kwiaty dla nauczycieli, pokrywali oni dodatkowo i nie były one nam odliczane z kieszonkowych. Wszystkie wydatki takie jak podręczniki, ubrania, jedzenie były wydatkami rodzinnymi, za które oni płacili. Jeśli tylko byliśmy w stanie uzasadnić czemu dany wydatek jest nam potrzebny, a nie jest naszą zachcianką, byli gotowi za niego zapłacić. Gdy szliśmy na zakupy często obserwowałem jak pani Ochocka i Beata negocjowały, które ubrania są potrzebne, a za które Beata będzie musiała sama zapłacić, jeśli je chce.

W ten sposób Kevin, nasz najmłodszy członek rodziny miał najwięcej oszczędności, które trzymał w kopercie w swoim pojemniku.

Dla ośmioletniego dziecka sto złotych miesięcznie było kwotą zdecydowanie przewyższającą jego wydatki. Jeśli już na coś wydawał pieniądze, były to pierdoły takie jak wafelek za pięć złotych lub soczek. A i tak większość słodyczy zdobywał nie z własnych pieniędzy, ale podczas wspólnych zakupów, gdy ładnie uśmiechał się do pani Ochockiej, a ta zawsze zgadzała się, skoro to był taki drobny wydatek. W ten sposób w jego własnym pudełku obok zaskakujących oszczędności leżało dużo słodyczy, które chował sobie na później. Gdy jego szkoła organizowała wyjście do kina, biegł do Ochockich a oni dawali mu dodatkowe pieniądze na wydatek szkolny. Gdy chciał jakąś zabawkę najczęściej czekał do świąt lub urodzin.

Odkąd go poznałem zazdrościłem mu z jaką przebiegłością używał swojej wrodzonej słodkości.

Ale nie w taki zły sposób.

Czasami słuchałem jak Eryk zaglądał Kevinowi przez ramię do skrzynki i narzekał, że Ochoccy dają wszystkim tyle samo kieszonkowego, że dla ośmiolatka to było zdecydowanie za dużo, ale mi się podobało, że wszyscy byliśmy traktowani tak samo bez względu na wiek.

Państwo Ochoccy mieli bardzo praktyczne podejście do pieniędzy, które chcieli wpoić nam. Chcieli, żebyśmy byli dobrzy i uczynni, ale też byśmy nie bali się brać za naszą ciężką pracę i byśmy mądrze dysponowali naszymi zarobkami.

Dlatego każdy z nas miał określony zakres obowiązków, które państwo Ochoccy razem z nami podzielili możliwie sprawiedliwie w zależności od kompetencji, z których wywiązanie się każdy dostawał należne kieszonkowe. Gdy ktoś się obijał, Ochoccy odejmowali to od kieszonkowych tej osoby.

Mnie przez dłuższy czas pieniądze nie obchodziły jakoś wybitnie. Bardziej zależało mi na spokoju w domu i zadowoleniu Ochockich. Czułem się nieswojo, gdy pan Ochocki denerwował się na Eryka, gdy ten znów czegoś nie zrobił, więc w którymś momencie, gdy widziałem na przykład nierozpakowaną zmywarkę, a wiedziałem, że dzisiaj miał zająć się tym Eryk, robiłem to za niego i cieszyłem się spokojem podczas obiadu.

Gdy jednak pan Ochocki przyłapał mnie na wyręczaniu Eryka strasznie się zdenerwował. Zwiesiłem głowę i nie mówiłem nic. Wiem, że nie chciał mnie karać za pomoc w domu, ale i tak poczułem się, jakbym zrobił coś źle. Widząc mój niepokój, zaprosił mnie do stołu i zachęcił do rozmowy. Wytłumaczył mi, że nie jest na mnie zły, ale że nie chce by Eryk nauczył się, że może wykorzystywać innych. Po rozmowie z Erykiem i panią Ochocką ustalili, że jeśli Eryk nie będzie wywiązywał się z obowiązków i to zgłoszę, mogę wykonać je za niego i dostać tyle pieniędzy z jego kieszonkowego, ile mu odejmą.

W ten sposób atmosfera między mną a Erykiem stała się jeszcze bardziej napięta.

Mi osobiście sto złotych miesięcznie zupełnie mi wystarczało. Z chęcią umyłbym panu Ochockiemu samochód za darmo, by wyrazić moją wdzięczność. Zgłaszałem się przede wszystkim wtedy, gdy nikt inny nie chciał, bo czułem się w obowiązku mu pomagać. Pan Ochocki jednak upierał się, bym pilnował swojego interesu i nie dawał się wykorzystywać.

Let Aleksandra Rittler know what you thought about this chapter!
Love this

0

Love this

Funny

0

Funny

Spicy

0

Spicy

Suspenseful

0

Suspenseful

Emotional

0

Emotional

Profound

0

Profound

Heartwarming

0

Heartwarming

Shocking

0

Shocking

Good Writing

0

Good Writing

Compelling Plot

0

Compelling Plot

Great Character

0

Great Character

Strong Dialog

0

Strong Dialog

Further Recommendations

A Blessing in Disguise

Miriam0011: Hi there! I really enjoyed reading your story, it was both interesting and well written. Your style feels very natural and easy to connect with. Do you usually write in this genre, or do you explore others as well?

Read Now
Buried Alive

Irene: Its the story revolves in the same kind of situation I was hoping abit more like the story of Jane's family, life of mx and Jane, like how is the relationship between Lynn and Caleb more. Probably first readers who are starting to have reading hobby, I feel it could be higher rating but honestly I w...

Read Now
Bloodlines

Janet Gagg: Enjoyed the plot and looking forward to finding out where the story is headed, are there more like her ?

Read Now
Ruthless Lord

AlyKeller: I love this story about a girl hated by her father and sister because her mother died given birth to her. She is sent away to a farm from her life in a castle, where she learns how to survive, hunt, and fight. She is forced into an arranged marriage by her dad and king. Her life takes a change for t...

Read Now
Our third chance

VD: Quick read. Cute story. Good writing. Smooth flow.

Read Now
Marked By His Touch

Ho: Fun entertaining read. Pleasantly delivered. Crisp momentum.

Read Now
Bear Roberts

ennistanga23: I love it. The plot, the charcters. Rverything.

Read Now
Death's Shadow MC Book 1

Walker of the Dark: Short but definitely intense and amazing. Rage and Aspen were amazing together and I am glad to see a woman who is strong, determined on what she wants and well connected as a bonus. Also enjoyed seeing how even the Mafias is not all "stable" and how a bad bean can spread like wildfire if not contro...

Read Now
The Grumpy Next Door

D: I loved reading every second of this book! I couldn't stop once I started!

Read Now