01
Dzień dla Boogiego zapowiadał się jak każdy inny i nic nie zapowiadało tego, czego dzisiaj miał on doświadczyć na własnej skórze. Może gdyby się spodziewał, zapewne inaczej, by zareagował jak obecnie zareagował. Jednak nic na to już poradzić nie mógł I pozostało mu jakoś ten fakt przetrawić.
Boogie stał kompletnie skonfundowany, zastanawiając się, czy to, co właśnie rozegrało się przed jego oczami. Było prawdą, czy jednak wytworem jego chorej, zmęczonej wyobraźni. Nie był w stanie wykrzesać z siebie ani jednego odpowiedniego słowa. A które, by pasowało do obecnego jego stanu, w jakim się teraz znajdował.
Nawet stracił kompletnie rachubę, ile razy zdążył zamrugać powiekami, mając nadzieję, że to nie jest prawda. A jednak rzeczywistość, z którą obecnie się zderzył, była tak nieprawdopodobna, że aż zastanawiał się, czy wszystko, co do tej pory przeżył, nie było stekiem bzdur.
Jednak jego umysł, nie był w stanie od tak tego wszystkiego na szybko przetrawić. Więc co się dziwić, że stracił przytomność w momencie, kiedy Sena przeobraził się w lisa na jego oczach. Ostatnie to, co pamiętał Boogie, nim odpłynął do zupełnej ciemności, było to jak tylko dotarli do garderoby.
Kazał mu natychmiast zamknąć na klucz drzwi, aby nikt poza nimi nie mógł tutaj być. Za nic w świecie wówczas nie przypuszczał, co się za chwilę potem wydarzy. Chociaż, gdyby wiedział, pewnie inaczej, by potem zareagował, niż zareagował. Tak czy inaczej, zrobił tak jak prosił, kompletnie skołowany, po jakie licho, chciał, aby te drzwi zamykał na klucz.
Zważywszy, że się źle czuł, to tym bardziej, nie powinienem ich zamykać, a wręcz przeciwnie zostawić je otwarte i pobiec po pomoc. Jednak on nalegał, aby tego nie robił, że nie chce, aby nikt więcej, poza nim, nie widział go w takim stanie, w jakim obecnie się znajdował. Wyglądał tak, jakby zaraz miał co najmniej umrzeć na jego oczach.
── Może jednak lepiej, jak powiadomię naszego menadżera, aby wezwał karetkę? ── zapytał Boogie po chwili, kiedy w ostatnim momencie, udało mu się posadzić go na pobliskim fotelu.
── Nie, proszę, tylko nie to! Oni nic nie znajdą, to tylko strata czasu... A tym bardziej, nie chcę stać się ich obiektem doświadczalnym, tego jestem pewny w stu procentach... ── odparł słabo na jego pytanie Sena, spoglądając na niego takim wzrokiem, jakby walczył w środku ze sobą, aby się na niego nie rzucić.
── Czyś ty na głowę upadł?! Niby dlaczego, chcieliby robić na tobie doświadczenia, kiedy to zapewne przeziębienie, czy coś w tym rodzaju? Nie ma opcji, zapewne to z powodu gorączki, że zacząłeś majaczyć, idę po resztę i po menadżera! ── warknął Boogie, niekontrolowanie, porządnie już zirytowany jego zachowaniem, które jak dla niego było nienormalne.
── Błagam, nie rób tego! Nie chcę ich narażać, wystarczy, że ciebie w to wplątałem, chociaż tego nie chciałem! ── pisnął Sena, zaczynając bardziej brzmieć, jak skomlenie psa albo coś w tym deseniu.
Teraz to ja już zaczynał Boogie mieć wątpliwości, czy aby na pewno, wszystko z nim również jest w porządku, bo zaczynał to kwestionować. A to dlatego, że z każdą chwilą, wydawało mu się, że z jego wzrokiem jest coraz gorzej. A przecież ostatnio go sprawdzał i okulista stwierdził, że jest wszystko w porządku.
To w takim razie, padło mu tym razem na mózg, czy jak?! Miał nadzieję, że jednak nie oszalał, bo wtedy wcale reszcie do śmiechu im nie będzie. A nie chciał tak szybko kończyć kariery muzycznej, tym bardziej zaczął się zastanawiać. Czy przypadkiem czegoś mu ktoś nie dosypał do jedzenia lub picia.
Bo to było bardziej prawdopodobne, niż puszyste lisie uszy i ogon u Seny, który spoglądał się na niego tym słodkim spojrzeniem proszącym, aby nikomu o tym nie mówił i jak tu nie zwariować?! Te i inne pytania przemykały przez umysł Boogiego, kiedy widział ten wyraz pyszczka u Seny.
── Ta... Jasne?! Mogłeś pomyśleć wcześniej, nim mnie w to wplątałeś! ── podniósł bardziej głos Boogie, nadal nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.
A to dlatego, że jego kumpel z każdą chwilą zmieniał się w coś, co przypominało puszystego lisa. I nadal miał wrażenie, że to głupi wybryk Seny, bo nie było mowy, aby to było prawdą. Dlatego musiał odkryć, kto stał za tym debilnym dowcipem i jak go realizowali.
── Ja im dam robić mnie w balona...! ── pomyślał po chwili Boogie, powoli, zbliżając się w kierunku Seny, bo jeszcze chwilę temu był przy drzwiach, aby opuścić garderobę.
Na szczęście reszta już się ogarnęła, Bo inaczej byłaby niezła chryja, gdyby go w takiej formie znaleźli. A co za tym idzie, nie byłoby mowy, aby mu uwierzyli, że ten słodki lisek, to tak naprawdę Sena. Co było mało prawdopodobne,, by mu uwierzyli i jeszcze, by go policja zwinęła za kradzież z Zoo jakiegoś lisa. Do czasu, kiedy, by się okazało, że z żadnego Zoo żaden nie uciekł.
Więc, by go podejrzewali za próbę przetrzymywania dzikiego lisa w niewoli, co też byłoby błędem, bo to nie był dziki lis. W takim razie, kim naprawdę był Sena? Pomyślał po chwili Boogie, ale nic nie przychodziło mu do głowy, kim mógłby być. Westchnął ciężko i nie odrywając wzroku od niego, znalazł się już przy nim.
── Zdaję sobie sprawę, jak to wygląda, ale musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz, dobrze?! ── wy piszczał Sena, totalnie zdesperowany, nie mając innego wyboru, jak prosić o pomoc właśnie jego.
Gdyby Sena wiedział, że do tego dojdzie, mógłby bardziej uważać. A teraz odwrotu już nie było i mógł mieć tylko nadzieję, że Boogie nikomu nie powie, co ujrzał. A to dlatego, że nie tylko bał się o swoje bezpieczeństwo, ale i jego. Jednak przemiany nie mógł zatrzymać i w końcu Sena w pełni zamienił się w uroczego lisa, o tym samym kolorze futra, co jego włosy w ludzkiej formie. Spoglądał na niego z miną małego psiaka, lekko trącając go pyszczkiem, aby wrócił do rzeczywistości. Co nie było takie proste, jak mu się na samym początku wydawało.
── Co do...?! ── wymruczał skołowany Boogie, powoli, wracając do rzeczywistości i tego, że nie miał wcale zwidów.
A co za tym idzie, to co się przed jego oczami rozegrało, było stuprocentową prawdą. Jeszcze chwilę mu zajęło, nim dotarło do niego, że był trącany pyszczkiem przez Senę, który próbował już nie tylko pyszczkiem, ale też i łapkami, aby w końcu zwrócił na niego uwagę. Zdawał sobie sprawę z tego Sena, jak to wyglądało, ale nie miał innego wyboru, tylko tak to zrobić. Tym bardziej że w tej formie nie mógł się z nim słownie porozumieć, nieważne, jakby tego chciał.
── No i masz ci los... ── mruknął Sena totalnie niezadowolony z obrotu sprawy i w jakiej sytuacji się aktualnie znajdował.
Bo tak naprawdę od tego momentu, był zupełnie zdany na łaskę Boogi'ego, który pewnie dalej sądził, że na coś z głową. Co wcale mu się nie dziwił, bo ja jego miejscu, też, by tak myślał, gdyby coś takiego zobaczył. Nie wspominając, że nigdy nie miał problemów psychicznych pod tym względem. A co za tym idzie, to co teraz doświadczał, było najprawdziwszą prawdą!
── Chyba potrafisz wrócić do oryginalnej formy, prawda? ── spytał po chwili Boogie, biorąc na kolana w lisiej formie Senę, aby bardziej mu się przyjrzeć.








