01
Mieszane uczucia Sakury co do misji, którą powierzył jej Szósty Hokage. Obawa. Gdyby Sakura wiedziała, że coś takiego wyniknie. Zapewne, za żadne skarby nie poszłaby pomagać tej całej durnej Karin, której się ubzdurało, że jest jej potrzebna do pomocy. Przy zbzikowanym, nie wiedzieć, czemu Suigetsu.
Tak jakby Orochimaru nie mógł sam się tym zająć, a zamiast tego ją o to poproszono. Zważywszy, że miała zupełnie inne problemy na głowie, niż pomaganie, takiej jak ona osobie. Na samą myśl, robiło jej się niedobrze i miała zamiar dać tej dwójce porządną ruską narkozę i wrócić do domu.
── Czemu akurat mnie to spotyka?! ── warknęła Sakura pod nosem, wstając, skoro świt, aby spakować do końca rzeczy i po śniadaniu opuścić mieszkanie.
Rodzice spoglądali się na nią, jakby widzieli jej wkurzoną minę pierwszy raz w życiu. Normalnie potrafiła kontrolować swoje emocje, ale nie tym razem. Tym razem nie była w stanie tego zrobić. Nie ważne, jakby próbowała to ukryć i tak okazywała to na swojej twarzy, chcąc czy nie chcąc.
Westchnęła, ciężko siadając przy kuchennym stole, nie spoglądając wcale ani na mamę, ani na ojca. Tak bardzo, nie chciała się tam udawać, ale wyboru żadnego nie miała. Bez słowa sięgnęła po kanapki i talerz z jajecznicą i w zupełnej ciszy, pochłonęła, co było na talerzu.
── Coś nie tak, Sakuro? ── spytała po chwili mama, nie mogąc dłużej znieść tej koszmarnej ciszy, jaka tutaj zapanowała.
── Nie, nic, po prostu, mam misję, na którą za żadne skarby nie chciałabym się udać, ale nie mam innego wyboru! ── mruknęła Sakura dość niewyraźnie, nie podnosząc wzroku na mamę.
── Aż taka zła jest? ── spytała ponownie mama, mocno się dziwiąc jej zachowaniu.
── Bywały gorsze od tej, ale ta przebija wszystko, co do tej pory miałam! ── stwierdziła Sakura po chwili, a na samą myśl, że będzie musiała spotkać się tą wredotą, to jeszcze bardziej jej się nie chciało ruszyć kupra z domu.
── Tak czy inaczej, siedząc w domu, sama się nie wykona! A nuż zmienisz zdanie i nie będzie taka zła jak zakładałaś na samym początku? Głowa do góry! ── odparła po chwili mama, a na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
── W sumie, może i masz rację, że też tak od razu nie pomyślałam! Dziękuję za jedzenie, będę się już zbierała! ── stwierdziła Sakura po chwili, wstając od stołu i zanosząc brudne naczynia do zlewu.
── Bezpiecznej drogi, w takim razie! ── rzekła mama mi na odchodnym, gdy kierowałam się w stronę drzwi wyjściowych, kiedy naciskała klamkę od nich.
── Oczywiście! ── odparła Sakura do niej, mając duszę na ramieniu i po raz ostatni, spoglądając się na nią, nim jej nogi przekroczyły próg domu i zamknęła za sobą drzwi.
Nie czuła się Sakura za specjalnie, ale gorzej bywało. Może dlatego, że nie chciała widzieć na oczy Karin? To było bardzo możliwe, dlatego tak mocno była przeciwna tej misji, ale jak wiadomo, nie miała nic do gadania. A teraz słońce raziło ją w oczy, a minuty jak ogłupiałe biegły przed siebie, jakby je ktoś gonił.
Westchnęła znowu, mając cichą nadzieję, że jej długo wyczekiwane spotkanie z Sasuke przebędzie bez zakłóceń. Tylko dlatego zgodziła się na tę misję, tylko z jego powodu, z niczyjego innego. Gdyby nie on, pewnie, by teraz nie kierowała się w stronę wyjścia z Konohy.
── Oby tylko było jak mama powiedziała! ── ryknęła pod nosem Sakura, raz po raz, witając się z mijanymi osobami, które znała.
Nie wiedzieć, czemu, ale od samego początku, miała dziwne wrażenie, że coś złego się wydarzy, ale nie miała pojęcia, czego on mógłby dotyczyć. Pokręciła tylko głową, aby odegnać od siebie te mroczne myśli. Zatopiona we własnych myślach nie zwracała kompletnie na nic uwagi.
Cały czas błądziła wokół spotkania z Sasuke, które było dla niej priorytetem. Aniżeli pomaganie zbzikowanemu Suigetsu. Wtedy jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ta misja może pomieszać jej plany. Co było bardzo możliwe, dlatego tak bardzo się jej obawiała.
── Hey, Sakura! Co tam u ciebie? ~ datebayo ── z rozmyślań na tle egzystencjalnych, wyciągnął ją dopiero głos samego Naruto Uzumaki'ego, którego najbardziej ze wszystkich nie chciała obecnie widzieć.
Powoli jej wzrok niechętnie skupił się na blondynie. Tuż po tym, jak zlustrowała swoje otoczenie w poszukiwaniu Hinaty, ale jej nie znalazła. Więc pozostało jej jedynie skupienie wzroku na niebieskookim. Westchnęła bezceremonialnie, nim ugryzła się w język, aby nie palnąć mu rannego kazania. Tym bardziej że z tego, co wiedziała, nie miał żadnej misji. Więc czemu on znajdował się poza domem tak wcześnie rano?
── Ach, witaj Naruto! Nic specjalnego, Szósty zlecił mi ważną misję, więc nie mam zbytnio czasu na pogadanki! A ciebie co skłoniło do wcześniejszego wstania i wyjścia z domu? ── odparła zaraz na jego słowa Sakura, chcąc jak najszybciej zakończyć tę durną i nic niewnoszącą rozmowę.
Aby, tylko nie zdradzić tego, że miała spotkać się z Sasuke. Bo doskonale zdawała sobie sprawę, że Naruto ochoczo, by się do niej dołączył. Gdyby tylko o tym się dowiedział, czego jak wiadomo, nie chciała mu zdradzać. Bo tym razem, nie chciała mieć kuli u nogi i piątego koła u wozu, który mógłby bezsensownie zniszczyć jej upragnione pięć lub więcej minut sam na sam z Sasuke.
Tego była w stu procentach pewna, dlatego nie była zadowolona, że akurat na niego wpadła. Kiedy oczekiwała rychłej odpowiedzi ze strony Naruto. Sakura nerwowo tupała prawą nogą, dając mu do zrozumienia, że nie ma za dużo czasu. Na zwykłą gadkę-szmatkę, na którą zebrało się blondynowi.
Co w jego przypadku było dość niecodziennie, ale sądziła, że był to wpływ samej Hinaty, która od czasu wojny mocno się rozgadała. Jeszcze raz sprawdziła, czy wszystko ze sobą zabrała. Nim usłyszała odpowiedź ze strony Naruto, a o którym na chwilę tak naprawdę zapomniała.
── Rozumiem, u mnie nic specjalnego, zjadłem ramen, a teraz szukam idealnego prezentu dla Hinaty! W takim razie nie będę ci już zawracał głowy i mogę tylko życzyć ci udanej misji! ~ datebayo ── odrzekł po chwili Naruto, nieco niezadowolony.
Bo akurat wybierał się do domu Sakury, aby poprosić ją o pomoc w doborze prezentu dla Hinaty. A to dlatego, że tylko do niej miał największe zaufanie pod tym względem. Dlatego, kiedy Naruto ujrzał Sakurę kierującą się w stronę bramy, nie miał innego wyboru, jak do niej zagadać.
A kiedy usłyszał, że Szósty zlecił jej misję, nie był w stanie ukryć swojego niezadowolenia. Nieważne, jakby próbował go ukryć i tak było go słychać w tonie jego głosu i ruchach ciała. Na całe jego szczęście Sakura, kompletnie nie zwróciła uwagi na jego niezadowolenie, co było mu na rękę.
── A jakby było inaczej! W takim razie nie będę ci już zabierała twojego cennego czasu, bo wiem, jak trudno dobrać prezent! Do zobaczenia niedługo! ── skwitowała Sakura i zaraz, ruszając w wybranym przez nią kierunku, machając na pożegnanie skołowanemu Naruto, nim kompletnie zniknął jej z oczu.
── Co to u diabła ma być?! To chyba jakiś żart?! ── mruknęła pod nosem Sakura na wspomnienie przeprowadzonej przed chwilą rozmowy z Naruto.
Przez jakiś czas Sakura upewniała się, czy Naruto przypadkiem za nią nie podąża, ale tak wcale nie było. Dopiero w połowie drogi odetchnęła z ulgą i mogła skupić się wykonaniu zadania. Zadania, którego sama nie była pewna, bo tak naprawdę nic o nim nie wiedziała. Poza tym, że Suigetsu zwariował, a Karin sama nie jest w stanie sobie z nim poradzić. Co jeszcze bardziej było według niej podejrzanej.
── Oby tylko wszystko było jak trzeba?! ── mruknęła Sakura pod nosem, biegnąc, ile sił w nogach.
Aby dotrzeć do jednej z kryjówek Orochimaru, ale nie była pewna, czy w niej znajdował się sam Orochimaru. Pod tym względem miała się dowiedzieć dopiero na miejscu. Kiedy ujrzy Kapitana Yamato, który miał za zadanie pilnowanie Orochimaru. Westchnęła cicho, na myśl, co tam zastanie i czy w ogóle będzie mogła jej pomóc.
Przysiadła na jednym ze zwalonych pniów, aby nieco odpocząć i napić się wody. Spoglądała na otoczenie pustym wzrokiem, jakby kompletnie nie widziała tego, co się rozpościerało. Zamknęła na chwilę oczy, nim postanowiła zaraz ruszyć dalej. Tuż po tym, jak na nowo otworzyła oczy, wstała z pnia i otrzepała się z mchu.








