Create New List
Share with your friends
Customize readability

Koszmarny Dzień . chenji

Summary

Gdzie Jisung przechodził swój najgorszy dzień. I marzył o tym, aby jak najszybciej się skończył. A Chenle próbuje pozbyć się ojca Jisung'a, który żyć mu nie daje i na ochotę zniknąć. Ale czy to wszystko...

Status
Complete
Chapters
5
Rating
n/a
Age Rating
18+

ROZDZIAŁ 01

Jisung spał sobie w najlepsze do czasu, gdy nie został perfidnie obudzony przez tego sierściucha zwanego Nero. Nadal nie mógł się przyzwyczaić do jego nagłych przemian, ale co mógł na to on poradzić? Zabronić mu zmieniać, postać, czy jak? Tak czy inaczej, na oślep przywalił mu z prawego sierpowego.

Tym razem jednak trafił go perfekcyjnie w twarz. Jisung po chwili usłyszał, jak zawył z bólu. Więc otworzył powoli oczy i zsunął z siebie kołdrę. W końcu dostał to na, co tak naprawdę zasłużył. Od czasu, gdy poznał prawdę, zmienił swoje nastawienie, co do niego, jak i sposób traktowania go.

── Ile razy mam powtarzać Ci, abyś mnie w ten bezczelny sposób nie budził? Czy ty nigdy się już niczego nie nauczysz?! Nie patrz się na mnie jak kot w butach, bo to nic ci nie da! ── warknął ostro Jisung, zbliżając się do niego z zaciśniętą pięścią gotową do następnego uderzenia, wcale pod tym względem nie żartując.

── Ale przecież... ── nie dokończył Nero, bo Jisung spojrzał się na niego tak, jakby miał zamiar przerobić go na kawałki.

Więc zrezygnował i opuścił jego pokój z podkulonym ogonem między nogami. Ostatni raz spojrzał się na niego, przez ramię. Ze smutnym wyrazem twarzy, nim go w końcu opuścił. Przecież jeszcze jakiś czas temu, odpowiadało mu, że go budził. A teraz tylko go wygania i jeszcze nie wiedzieć czemu, obrywa za każdym razem za niewinność.

Nie powinien go wsadzać z tymi niewyżytymi patałachami do jednej szuflady. Jednak nic, na to poradzić nie mógł, nieważne jakby próbował mu przemówić do rozsądku. Kiedy w końcu wyszedł, Jisung przeciągnął się radośnie i spojrzał w swoje odbicie w lustrze.

Wcale nie wyglądał na swój wiek, ale przywykł już do tego. Odechciało mu się wracać do łóżka, więc pościelił je. A potem wziął rzeczy do łazienki, aby się ogarnąć. Cieszył się, że ma łazienkę tak blisko swojego pokoju. Miał nadzieję, że to już koniec niespodzianek jak na dzisiejszy poranek.

Niestety mylił się co do tego, a tylko dlatego, że jedna z pokojówek nie raczyła powiedzieć, że umyła podłogę w łazience. Praktycznie był w samych gaciach, gdy się wyrąbał na kafelki. Robiąc tyle rabanu, że z pewnością pół Gildii to usłyszało, tego był pewien. Nie mówiąc, że był w pozycji dość specyficznej.

── A niech to szlag trafi! ── zaklął Jisung paskudnie pod nosem, lecz nim zdołał stanąć na nogi, do łazienki z łomotem wpadł, otwierając drzwi na oścież, nie zważając zupełnie na nic.

── Jisung, nic ci nie... jest? ── wydukał Taeil, bo jego wzrok zatrzymał się ewidentnie na tym, co miał między nogami, po tym, jak go otaksował, od dołu do góry co Jisung’a wnerwiło i to bardzo.

── A jak myślisz, młotku? A tak poza tym, to zabieraj ten wstrętny wzrok ze mnie, bo czuję, co ci chodzi po głowie i o czym myślisz! A teraz won mi stąd! ── syknął Jisung, zbierając się z podłogi, nieco obolały, spoglądając na niego z mordem wypisanym w oczach.

Jak nic nabawił się sińca, a on mu wcale nie pomagał. Jeszcze jakiś czas temu, robił się czerwony na twarzy. Z zażenowania tą sytuacją, ale to się zmieniło. Od kiedy zrozumiał, że ma z tymi debilami mieszkać pod jednym dachem. Co z początku, wcale mu, prawdę mówiąc, nie odpowiadało.

Bo nie należał do tych facetów, którzy daliby wszystko, aby teraz być na jego miejscu. W sumie mógł się z nimi bez problemu wymienić. Jeśli tylko by mógł jednak to zrobić, ale niestety nie było mu to jednak dane. A co za tym idzie, musiał Jisung to jakoś przeboleć. Wiedział, że to jedyna opcja, jaką obecnie miała. Co mu wcale nie odpowiadało, to było pewne, ale innego wyboru nie miał.

Jednak marzyć o tym, jak to jest na ich miejscu, tylko podnosiło go na duchu. Westchnął tylko, spoglądając się na niego, dalej z mordem wypisanym na twarzy. Gdyby nie to, to porządnie by mu przywalił, a teraz nie mógł tego zrobić, co było porządnie frustrujące. A jego kolejne słowa, jeszcze bardziej doprowadzały do wrzenia jego krwi w żyłach. Nic więc dziwnego, że mało brakowało, aby mu przywalił z prawego sierpowego.

── Na pewno nic ci nie jest? ── zapytał Taeil ponownie, kiedy okrył go szlafrokiem, nadal mu się przyglądając, chociaż kazał mu zabierać mu wzrok z niego.

── Tak, na pewno, możesz być pewny, że nic mi nie jest. Gdyby coś mi było, to bym się nie ruszał, prawda? ── syknął Jisung jadowicie.

Patrząc na niego jak na zło wcielone, które lepiej byłoby, gdyby mu zeszło z oczu. Zaraz też wyrzucił go z łazienki, przy okazji naprawiając drzwi. A ręce trzęsły mu się ze złości, gdy je naprawiał. Nie wiem jakim cudem ogarnął się, ale jakoś to zrobił. Prawdę mówiąc, wytrzymałby, gdyby to był Chenle, albo jego ojciec, ale nie ten pieprzony transwestyta, czy jak go tam zwał!

Kiedy dotarł do swojego pokoju, z hukiem zamknął za sobą drzwi, wybierając z szafy ubrania na dzisiaj. Ledwo co założył koszulkę, drzwi od jego pokoju otworzyły się na oścież i wpadł do środka Kun. Jego pojawienie się jeszcze bardziej go rozzłościło, niż był zły wcześniej.

A co za tym idzie, wcale nie panował nad sobą, ani tym bardziej nad słownictwem, jakiego teraz Jisung używał. Prawdę mówiąc, każdy na jego miejscu tak samo by się zachował. Jakby był uczestnikiem tego, co się teraz rozgrywało. Miał już tego powyżej uszu, ale widać oni tego za żadne skarby nie rozumieli. Albo udawali, że nie rozumieją, bo myśleli, że tak będzie najlepiej. Jednak jego pojawienie się tutaj było już szczytem wszystkiego.

── Słyszałem, że się wywaliłeś! Nic ci nie jest? ── mając Kun na twarzy wypisaną troskę, kiedy wypowiadał te właśnie słowa.

Pojawienie się Kun’a przeważyło już szalę złości, jaka w nim kipiała od momentu incydentu w łazience z Taeil’em. Nim Kun zdołał cokolwiek więcej powiedzieć, a nawet ruszyć się z miejsca. Jak wściekły królik skoczył w jego kierunku, nie zważając na to, jak był ubrany.

Przyszpilił go do ściany z miną, która mówiła zupełnie za niego. Lewą ręką złapał go za koszulę, a drugą zaciśniętą wbił nią tuż obok głowy ciemnoczerwono włosego w ścianę. Zdał sobie sprawę, że jego zachowanie mogło kompletnie go zszokować, ale nic na to poradzić już nie mógł.

── Ile razy mam powtarzać, żebyś zapukał, nim wejdziesz do środka? Kto ci kazał rozwalać barierę, którą tak pieczołowicie stworzyłem, bez żadnego pretekstu? Jeszcze raz taki numer odwalisz, a pożałujesz i uwierz mi, ubieranie damskich ubrań ci w tym nie pomoże! ── syknął Jisung mu jadowicie do ucha.

Nim puścił jego ubranie, chociaż z początku miał ochotę jeszcze mocniej go przydusić, aby zrozumiał swój durny błąd, jaki teraz popełnił. Chłopak osunął się na podłogę, głośno przełykając ślinę. Nie przewidział, że potrafi się tak zachować, ale cóż poradzić? W końcu szala goryczy się przelała i miał dość udawania kogoś, kim nie był.

Odsunął się, patrząc na niego z boku, kiedy na chwiejnych nogach kompletnie skołowany Kun opuszczał jego pokój, zamykając za sobą drzwi. Westchnął Jisung cicho i wrócił do dalszego się ubierania. Kiedy ogarnął fryzurę, spojrzał na zegarek i pisnął cicho z trwogą.

A to dlatego, że miał przynieść raport z ostatniej misji Lucasowi. A co za tym idzie, zrobiło mu się niedobrze już na samą jego myśl, że musi iść do jego właśnie gabinetu. Jeszcze jakiś czas temu był do zniesienia, lecz od czasu, gdy objął stanowisko Lidera, zmienił się nie do poznania.

Chciał jak najszybciej zanieść mu raport i ulotnić się, jeszcze przed śniadaniem. Inaczej nic by nie zjadł, tego był w 100 procentach, pewny. Po opuszczeniu pokoju i zamknięciu za sobą od niego drzwi. A po tym, jak upewnił się, czy wszystko ze sobą zabrał. Korytarz dla Jisung’a dłużył mu się i dłużył jak na złość.

W końcu dotarł na miejsce, przystając przed drzwiami jego gabinetu. Wściekłość wraz ze złością zastąpił strach i przerażenie. Po kilku minutach w końcu odważył się i zapukał ostrożnie, a potem przystanął, biorąc głęboki wdech. Nic się nie stało, głucha cisza. Ponownie zapukał, myśląc, że go on nie usłyszał.

A może nie było go w środku? W końcu stwierdził „raz kozie śmierć!” i nacisnął klamkę, która jakby nigdy nic puściła i drzwi ze zgrzytem się otworzyły. Gdyby wiedział, co za chwilę zobaczy, pewnie by wcale ich nie otworzył. Ale jak wiadomo, przecież nie był alfą i omegą, aby wszystko wiedzieć. Trochę mu zajęło nim, zdążył się odezwać, tak go ten widok skołował.

Przez głowę Jisung’a, zaczęły już zasuwać niestworzone myśli, pod względem tego, co widział na swoje własne oczy. Aż musiał mrugać, czy przypadkiem nie miał zwidów. Bo jakby nie patrzeć, to miejsce roi się od samych dziwadeł, jakby nie patrzeć w sumie. A co za tym idzie, od samego początku powinien przygotować się na to, że wszystko jest możliwe, to co wcale nie było możliwe. Zważywszy, że nie miał bladego pojęcia, jakich ma użyć słów, aby się odezwać.

── Przepraszam za najście o tak wczesnej... ── zamarł Jisung w pół zdania.

Będąc w zupełnym szoku, na to, co właśnie ujrzały jego oczy, czego wcale się nie spodziewały. Otóż przed nim rozgrywała się iście dziwna scenka. Wyglądało to dość dwuznacznie, jakby wpadł zupełnie w nieodpowiednim momencie. Półnagi Lucas z rozpiętymi spodniami sterczał nad Yutą, który miał tylko bieliznę na sobie.

Na jego widok, nic dziwnego, że Yuta się zaczął wyrywać. A Lucas wyglądał, jakby go spetryfikowało. Zapewne sądził, że nie pojawi się u niego tak wcześnie. Niż sam sobie zaplanował, ale żeby coś takiego odprawiać w swoim własnym gabinecie, tego już zrozumieć niestety nie mógł. Nie ważne jakby na to patrzył i tak to dość dziwnie wyglądało. Nie ważne, z której strony na to spoglądał.

A oni chyba, a raczej Lucas, zdawał sobie sprawę z tego, że musiało to dość nieodpowiednio wyglądać, ale widać nic na to poradzić już nie mógł, nieważne jakby próbował. Pewnie nie zdawał sobie sprawy, że ktoś go odwiedzi o tak wczesnej porze. Więc pewnie nie miał sensu zamykać od środka drzwi, co widać było jego błędem. Gdyby je zamknął, nie wparowałby do środka i nie zobaczył tego, czego nie powinien.

Let † ៣០៣០ ⛓ know what you thought about this chapter!
Love this

0

Love this

Funny

0

Funny

Spicy

0

Spicy

Suspenseful

0

Suspenseful

Emotional

0

Emotional

Profound

0

Profound

Heartwarming

0

Heartwarming

Shocking

0

Shocking

Good Writing

0

Good Writing

Compelling Plot

0

Compelling Plot

Great Character

0

Great Character

Strong Dialog

0

Strong Dialog

Further Recommendations

Married by Fate

Bargara4670: This is a real feel-good love story. I enjoyed it very much. I'll certainly read more by this author.

Read Now
Mystic Wolf

Teresa: The book is well done, brilliant in fact! Z

Read Now
The Full Moon Breeding Club

Gallandro7: I originally added this because it looked interesting and I was curious how the mate process would go. I almost removed it due to several other books ahead of it, but I took an afternoon and read the entire thing in one go.I was pleasantly surprised at how well the book was crafted and that the mate...

Read Now
Silver's Second Chance

Ashley: I enjoyed the story. It was a short one so the fast pace fit. I think something should be put in to show a time jump between paragraphs like a "****" just to make it easier to follow when we skip to the next day week or month. Over all a good read.

Read Now
The Contract Wife

barb7604: Very good story, but glad you are writing a longer version. The end came way to quick without any of the previous drama

Read Now
Alpha’s Claim

ChiChi_Smiles: This is a very interesting Story ☺️there was no dull moment from the beginning to the end 💯 Good story line,Good Writing ❤️❤️❤️

Read Now
SECRET BILLIONAIRE

Veekay186: I really like the storyline and will recommend it for a relaxing read. It shows love is a sweet light.

Read Now
Half-Claimed

Agatha: I am enjoying the book. The plot is not cliche and the writing is good. Looking to the next part in anticipation

Read Now
The Heir's Shadow

lfayenrock: Great love sto. Enjoyed it very much and can’t wait to read more of your books

Read Now