Customize readability
Aa

Fałszywa Luna

All Rights Reserved ©

Summary

Any jest wyrzutkiem. Aby zapewnić bezpieczeństwo swojej nietypowej rodzinie, od lat pracuje jako bezwzględnie skuteczny szpieg na usługach okrutnego Dravena. Kiedy jednak potwór zaczyna ostrzyć pazury na jej młodszą siostrę, Any wie, że czas uciekać. Podczas pełnej niebezpieczeństw wędrówki, Any i jej bliscy trafiają w lesie na umierającego mężczyznę. Choć rozsądek nakazuje uciekać, ratują go i zanoszą przed oblicze lokalnej watahy. Przyparci do muru i szukający schronienia, potrzebują genialnego kłamstwa na poczekaniu. Any bez wahania wypala prosto w oczy podejrzliwych wilków: „Ten mężczyzna przed utratą przytomności wyznał, że jestem jego przeznaczoną partnerką!”. Sęk w tym, że uratowany nieznajomy to Mateo – potężny, bezwzględny Alfa tej watahy, a bezczelne kłamstwo Any z miejsca czyni z niej... jego nową Lunę. Jak przyjmie ich najbliższa, niezwykle lojalna rodzina Mateo? Czy Any i jej bliskim uda się utrzymać tę niebezpieczną mistyfikację w tajemnicy, zanim zorganizują kolejną ucieczkę? I najważniejsze: dlaczego, odkąd Mateo pojawił się w jej życiu, Any niemal każdej nocy nawiedzają piekielnie gorące, zmysłowe sny, w których on odgrywa główną rolę?

Genre
Romance
Author
Anna Sea
Status
1d ago
Chapters
29
Rating
n/a
Age Rating
18+

Rozdział 1

## Perspektywa Any

Stałam przy oknie, opierając czoło o chłodną szybę. Rozglądałam się po terytorium watahy, która tętniła życiem pomimo tak późnej godziny. To miejsce było zupełnie inne, wręcz nierealne w porównaniu do nory, do której przywykłam przez ostatnie czternaście lat – o ile to piekło, w którym żyłam, w ogóle można było nazwać watahą. Tutaj było radośnie, czysto i bezpiecznie. To był dom, o jakim tacy jak ja mogli tylko pomarzyć.

Słońce powoli chowało się za horyzontem, malując niebo na purpurowo.

Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się. Moje dwa czarne, dobierane warkocze, teraz pewnie dość rozczochrane po ucieczce, kiwały się z tyłu głowy przy każdym moim ruchu. Spojrzałam na wielkie łóżko na środku pokoju, na którym leżał on. Mój wybawiciel z trudnej opresji, ale i powód moich wielkich kłopotów.

Wyglądał potężnie nawet teraz, gdy był całkowicie bezbronny. Choć jego ciało skrywała pościel, spod cienkiej kołdry wyraźnie odznaczała się szeroka linia ramion i zarys umięśnionej, atletycznej klatki piersiowej, którą dodatkowo opinały białe bandaże. Jego ciemnoczekoladowe włosy, nie dłuższe niż moje, były rozsypane się na poduszce.

Ciekawe, jak je nosi na co dzień? Przemknęło mi przez głowę. Moją uwagę przykuła też jego twarde, męskie rysy twarzy z mocno zarysowaną szczęką, pokrytą cieniem ciemnego zarostu. Wzrok mimowolnie uciekł ku jego prawemu ramieniu, gdzie spod bandaża wyłaniał się zarys skomplikowanego tatuażu.

„Ja też jestem ciekawa, jak wygląda cały i jak daleko sięga.” Odezwała się nagle w mojej głowie Isa, moja wilczyca. „Podnieś kołdrę!”

Byłam zaskoczona jej prośbą. Isa była dla mnie jak matka – mądra, silna, zawsze troskliwa. Opiekowała się mną, odkąd straciłam rodziców. Dostałam ją, gdy miałam trzynaście lat, choć w naszym świecie wilki budzą się zwykle dopiero około piętnastego roku życia. Pomimo upływu lat, nigdy się nie przemieniłam. Jak to ujęła Isa „Jest jej dobrze tam, gdzie jest, i póki co nie ma ochoty się ujawniać.” W pełni to akceptowałam. Fakt, że wszyscy wokół uważali mnie za bezwilczą omegę sprawiał, że całkowicie mnie olewali i nie doceniali. A to dawało mi idealną możliwość wtapiania się w tło i podsłuchiwania, co w moim fachu bywa bezcenne.

Gdy byłam młodsza, jeden starszy, wielki chłopak z obozu wyrzutków próbował mnie tknąć. Zbiłam go na kwaśne jabłko, wykorzystując zwinność i techniki walki, które podglądałam u dorosłych wojowników. Ćwiczyłam nocami, w tajemnicy uprawiając gimnastykę (pozostałość z czasów gdy byłam częścią watahy i miałam rodzinę) i rozciągając. Od tamtej bójki stałam się odludkiem, ale nikt już do mnie nie podskakiwał. Byłam nietykalna. Udawało mi się też bez problemu wykradać dla mnie jedzenie – moja szybkość czyniła ze mnie ducha tamtego obozu.

Ale teraz Isa naprawdę mnie zadziwiła. Pierwszy raz to ja musiałam przemówić jej do rozsądku.

„Nie ma mowy!” Odpowiedziałam jej w myślach. ”Po pierwsze, to naruszenie jego prywatności, a po drugie, i tak byś nic nie zobaczyła, bo facet jest cały w bandażach!”

Podeszłam cicho, starając się nie stukać butami o lśniącą podłogę. Usiadłam ostrożnie na brzegu materaca, tuż obok rurek z kroplówkami.

– Podobno jak się mówi do osoby w śpiączce, to szybciej się budzi – zaczęłam mówić bezpośrednio do niego. – Wątpię, żebyś otworzył oczy natychmiast. Twoja pani doktor powiedziała, że przy takich obrażeniach to cud, że w ogóle jeszcze oddychasz. Ale jestem twoją dłużniczką. Znalezienie ciebie w tamtym lesie dało mi bilet wstępu do twojej watahy. Więc chociaż tyle mogę zrobić: posiedzieć przy tobie i pogadać. A że nawet nie wiem, co lubisz czytać, opowiem ci trochę o sobie. Nazywam się Ana. I jestem złodziejką.

Odpowiedzią była głęboka cisza. To było jednocześnie pocieszające i smutne.

– Ale nie martw się, nie okradam dobrych watah – dodałam szybko z lekkim, smutnym uśmiechem. – Tylko te zepsute do szpiku kości. Takie jak ta, z której uciekłam.

Przeczesałam palcami swoje krótkie, czarne włosy i spojrzałam na dłonie pokryte drobnymi bliznami.

– Miałam jedenaście lat, kiedy wyrzutki zabili moją watahę i moich rodziców. Wtedy nosiłam jeszcze inne imię: Anais. Zabrali mnie do swojej bazy jako żywy łup wojenny. Przez lata wszyscy myśleli, że jestem nikim. Bezsilną, bezwilczą dziewczynką. Było cholernie ciężko.

Niespodziewanie na dłoń mężczyzny spadła pojedyncza kropla. Moja łza. Choć minęło tyle lat, wspomnienie tamtych dni zawsze bolało tak samo. Szybko otarłam policzek i wzięłam głęboki oddech.

– Kiedy miałam siedemnaście lat, wszystko się zmieniło. Przyprowadzili Eryka. Miał wtedy ledwo siedem lat. Mały, przerażony chudzielec z jasnobrązowymi włosami i wielkimi, zielonymi oczami ukrytymi za zadużymi okularami. Bili go, bo nie chciał walczyć. Rozpraszał się, gapił na robaczki na ziemi, na drzewa, na kamienie... Wszyscy uznali go za głupca. Ale on był wyjątkowy. Dotknięty przez Księżyc. Poszłam wtedy na układ z Dravenem, przywódcą. Przyniosę mu tajne plany sąsiedniej watahy, jeśli dostanę małego na własność i wszyscy zostawią go w świętym spokoju.

Przerwałam na chwilę, a przed oczami, jakby to było wczoraj, stanął mi obraz tamtej nocy. To była misja samobójcza. Tamto stado było świetnie strzeżone, a każdy, kto próbował się do nich wkraść, kończył jako trup porzucony na granicy. Wtedy, jak zwykle, z pomocą przyszła Isa. Szeptała mi do ucha „Skup się, Anais. Czuj wiatr, bądź cieniem. Nie pędź, zauważ schemat.” Wróciłam dopiero po sześciu godzinach, ale z dokumentami w ręku.

Odchrząknęłam wracając myślami do sterylnej sali medycznej.

– Wykonałam zadanie. I moje samotne życie w końcu przestało być samotne – uśmiechnęłam się łagodnie. – Okazało się, że ten mały potrafi zapamiętać każdą rzecz, którą przeczyta choćby raz. Od tamtej pory załatwiałam mu wszystkie możliwe książki, żeby jego niezwykły mózg się nie marnował.

„I nie zapominajmy o zapamiętywaniu tych wszystkich tajnych dokumentów, które wykradałaś” Wtrąciła z rozbawieniem Isa. „Dawałaś je Erykowi do przeczytania, zanim trafiały do Dravena. Mały nic z tego nie rozumiał, ale jego umysł działał jak aparat fotograficzny. Zapamiętywał każdą mapę, każdy plan, każdy podpis.” Mówiła z dumą.

„Obie o tym wiemy, ale nie muszę mu mówić wszystkiego” Syknęłam w myślach do wilczycy, wskazując wzrokiem na mężczyznę. „A teraz mnie nie rozpraszaj, bo tracę wątek.”

Wróciłam do monologu:

– Za każdą kolejną misję żądałam od Dravena pieniędzy i kolejnych tomów dla młodego. Stworzyłam dla nas mały azyl. Miałam w końcu po co żyć i jasny cel: uzbierać kasę i uwolnić nas od nich wszystkich. Ale trzy lata później dołączyła do nas Sandy.

Mam nadzieję, że cię nie nudzę? – przerwałam mój monolg i zapytałam retorycznie, patrząc na jego profil. Jak można było się spodziewać odpowiedziała mi cisza. – Mówię ci to wszystko, bo bez tego nie zrozumiesz, skąd całe to zamieszanie! – wytłumaczyłam się, i odchrząkując kontynuowałam dalej - Kiedy Sandy do nas trafiła, miała trzynaście lat. Była tylko w połowie wilkiem, przez co jej własne stado bezdusznie ją wyrzuciło. Śliczna blondynka o oczach w kolorze niezapominajek. Wyrzutki od razu chciały zrobić jej krzywdę, więc stanęłam między nimi, a nią z nożem w ręku. Od tamtej pory ukrywałam jej urodę pod za dużymi, brzydkimi łachmanami. A dwa lata po niej... pojawiła się Beany. Moja mała fasolka. Jej mama umierała na moich rękach po brutalnym ataku na ich wioskę. Beany ma teraz trzy latka i jest absolutnym oczkiem naszej małej rodzinki. Te dzieciaki stały się moim wszystkim.

Mój głos nagle stwardniał, a w oczach błysnęły niebezpieczne iskry.

– Chciałam uzbierać więcej pieniędzy na ucieczkę, ale Draven zaczął obleśnie patrzeć na Sandy. Ona zaraz kończy osiemnaście lat... Musiałyśmy uciekać natychmiast. Eryk znał mapy terenu z jednej z książek, które mu przyniosłam. Postanowiliśmy uciekać na zachód. Wiedziałam, że macki Dravena tam nie sięgają i będziemy bezpieczni. I właśnie wtedy znaleźliśmy ciebie w lesie. Przyniosłam cię na plecach do najbliższej watahy, z nadzieją że do niej należysz. Ale Beta, Alex... Bogini, ale ten facet jest nieufny! Nie chciał nas wpuścić. Myślał, że jesteśmy szpiegami wyrzutków. Warczał na mnie, żądał wyjaśnień i groził, że zamknie nas w lochach. Nawet sugerował, że my cię tak załatwiliśmy. Nie miałam wyjścia. Musiałam coś wymyślić, żeby nas chronić, więc palnęłam pierwsze, co przyszło mi do głowy. Powiedziałam, że zanim zemdlałeś, wyszeptałeś do mnie słowo „partnerka”. Naprawdę nie miałam pojęcia, jak wysoką pozycję zajmujesz w tej watasze...

Nagle ciszę rozrywał cichy klik. Drzwi do skrzydła medycznego otworzyły się płynnie, a do pokoju weszła lekarka z plikiem dokumentów w dłoniach. Stanęła w progu, wyraźnie zaskoczona moim widokiem.

– O, ty tutaj? – spytała ciepłym, łagodnym głosem. – Sądziłam, że po tak długiej podróży i wszystkich trudach z nią związanych, wolisz odpocząć w swoich własnych pokojach.

Wstałam gwałtownie z łóżka, odruchowo wygładzając ubranie. Starałam się, by mój głos nie drżał, choć serce biło mi teraz aż w gardle.

– Jeszcze posiedzę chwilę przy moim partnerze – odpowiedziałam z idealnie zamaskowanym spokojem.

Lekarka uśmiechnęła się z aprobatą i zebrała swoje rzeczy z biurka.

– W takim razie już nie będę wam przeszkadzać, Luno.

Drzwi zamknęły się z cichym sykiem, zostawiając nas w absolutnej ciszy. Słowo „Luna” wciąż dźwięczało mi w uszach, ciężkie i przerażające. Odwróciłam się powoli do nieprzytomnego mężczyzny, czując, jak moje policzki płoną żywym ogniem.

- No... – Szepnęłam, kręcąc z niedowierzaniem głową. – Już teraz wiesz wszystko. Gratulacje, Alfo... Właśnie zdobyłeś Lunę.

Let Anna Sea know what you thought about this chapter!
Love this

0

Love this

Funny

0

Funny

Spicy

0

Spicy

Suspenseful

0

Suspenseful

Emotional

0

Emotional

Profound

0

Profound

Heartwarming

0

Heartwarming

Shocking

0

Shocking

Good Writing

0

Good Writing

Compelling Plot

0

Compelling Plot

Great Character

0

Great Character

Strong Dialog

0

Strong Dialog

Further Recommendations

Bloodlines

Ku_Rolet: The novel was good, and I really enjoyed reading it. I love the leads and their bond, but I have one question that confused me. How could Tristan have been dreaming about his mate since he was a child if Omara was already mated to someone else before him? If Kyle had accepted Omara, would Tristan ne...

Read Now
The Alpha's Exiled Mate

Mokatoka: Say what????? God! Is it over???

Read Now
PARIS IN THE DARK

Sasha: Love this kind of romantic stories, very good one.

Read Now
The Orc's Pet

Mary Wilkins: This was an enjoyable short story. Well done! 😄👏🏾👏🏾

Read Now
The Full Moon Breeding Club

Dracyy: I really enjoyed this entire book and I am definitely looking forward to seeing more from this very talented author! The buildup of emotions was phenomenal. We went along for the ride as they went from strangers to partners. Recommended reading for young adults on up.

Read Now
Crowned in Blood: Fated to the enemy

Happiness Aghogho: I love this.... so thrilling. Looking forward to the end

Read Now
THE WOMAN HE BOUGHT

blair: THIS IS SO GOOD I LOVE IT IM GONNA READ IT LATER BC IM TIRED BC I JUST FINISHED WRITING 10 CHAPTERS IN 1 DAY!

Read Now
The zatorian

jo987_123: This is a good story, but it needs a good editor to go through this iteration and fix the mistakes. The pov changes from 1st person to 3rd person, often, and sometimes within one sentence. It needs a liberal sprinkling of punctuation marks throughout, and a decision needs to be made about the char...

Read Now