[1]
Czy znacie to uczucie, kiedy jesteście w życiowym dołku?
Ja mam taki dołek od siódmego roku życia, bo to wtedy społeczeństwo przestało mnie akceptować. Od zawsze było coś ze mną nie tak.
To chyba nie jest normalne, że od urodzenia ma się tatuaż, prawda? Ja niestety mam tą przyjemność, co spotykało się z nieprzyjemnymi uwagami nauczycieli oraz uczniów.
Zapytacie, "Hej! Co z tym tatuażem jest nie tak?".
No cóż. Odpowiedź jest prosta.
Nie dość, że jest to czarny wąż który widnieje na moim palcu, to jeszcze jego zielone oczy świecą jadowicie, gdy ktoś w moim pobliżu kłamie.
Tak.
Można powiedzieć, że jestem uczulona na kłamstwa.
Poza tym, co rok, w dzień moich urodzin, śni mi się ten sam sen. W tym roku było tak samo jak od ostatnich dwudziestu jeden lat. Może opowiem w skrócie jak to wygląda.
Zaraz po zaśnięciu, pojawiam się na przepięknej łące otoczonej drzewami. Nad ich rozłożystymi koronami, majaczy sylwetka złotego pałacu, a na ogromnym głazie, siedzi ubrany w zielono - czarne szaty mężczyzna. Po jego ramionach rozlewają się czarne loki, a sama twarz nieznajomego jest skryta w ramionach. Obrócony jest do mnie tyłem, a gdy do niego podchodzę, świat zaczyna mi wirować. W momencie kiedy tajemniczy jegomość jest już na wyciągnięcie ręki, obraz rozpływa się, a ja słyszę aksamitny, kobiecy głos:
"Piękna i mądra jest wybranka kłamcy. Lecz czy Lecz, czy przypieczętuje jego los?"
Zaraz po tej przepowiedni budzę się z krzykiem, bo czarny wąż widniejący na moim palcu, zaczyna palić moją skórę.
Rodzice byli z tym wszędzie. Od egzorcystów po jakichś szamanów. Wszyscy albo odsyłali nas nie wiedząc co to, albo kręcili głowami i z przerażeniem trzaskali za nami drzwiami. Po jakimś czasie, chcąc nie chcąc, musiałam się do tego przyzwyczaić, więc aby ukryć przeklętą skazę nosiłam rękawiczki.
Pewnego razu, moją siostra Maria zaproponowała mi badania w organizacji w której pracowała. Nie mogła jednak podać szczegółów przez co rodzice się nie zgodzili. Nikt mi nigdy nie powiedział czym zajmuje się Maria. Zawsze albo zmieniali temat, albo rzucali zdaniem w stylu "Nie interesuj się".
Á propos rodziców... Zawsze się niby zarzekali, że mnie kochają, jednak mimo wszystko przez tą odmienność, była między nami swego rodzaju bariera. Przez nią właśnie, w najważniejszych momentach mojego życia, nie miałam przy sobie nikogo kogo bym mogła się chociaż przytulić. W liceum z kolei zawsze zazdrościłam dziewczynom z klasy, że mają kochających chłopaków i wspierających rodziców. Nauczyłam sobie jednak radzić sama.
Obecnie mam dwadzieścia dwa lata i tak jak moja siostra, pracuję dla T.A.R.C.Z.Y. Zawsze marzyłam o ciekawej pracy, a propozycja złożona przez moją siostrę była nad wyraz kusząca.
Po pierwszym treningu, jak się okazało, radziłam sobie naprawdę dobrze. Trenerzy byli pod wrażeniem moich wrodzonych zdolności. No cóż. Nazwisko Hill do czegoś zobowiązuje.
Pracuję już w agencji dwa lata i ani ja, ani moja siostra nikomu jeszcze nie powiedziałyśmy o mojej tajemnicy. Nie jest ta wiedza nikomu do niczego potrzebna. Jedynym plusem mojej przypadłości jest to, że na przesłuchaniach nikt nie może mnie okłamać.
W ostatnim czasie moje życie było normalne, jak na agentkę oczywiście. Rano treningi, czasem misję na kilka dni, po czym powrót do mieszkania. Od czasu do czasu w grafik się wdzierało krótkie spotkanie z siostrą na kawie, ale to naprawdę rzadkość.
Wkrótce jednak wszystko to miało ulec zmianie...