"Druga Strona Księgi."

All Rights Reserved ©

Summary

Dwójka czarodziei szuka sposobu, by po incydencie, który przeniósł ich do świata w klimatach fantasy, wrócić do siebie.

Status
Ongoing
Chapters
2
Rating
n/a
Age Rating
16+

Incydent

- Niesamowite. - Jej oczy wskazywały jak bardzo jest zaskoczona, że jej przyjaciel jednak wczoraj wiedział co mówił. - Strasznie wysoki strop. Raczej nie ułatwia w korzystaniu z książek. - Zrobiła krok przez próg.

Przestronna sala mogłaby równie dobrze być lokacją dla kina, z powodu gabarytów i półmroku, który w niej panował. Źródłem światła była kula umiejscowiona na marmurowym bloku. Żółtozielone światło, które się z niej wydobywało musiało być magiczne. Blondynka była pewna, że gdyby w nie spojrzeć, doświadczyło by się czegoś niezwykłego.

- Chodź. Wczoraj staruszek odwiedził "Borgin i Burkes" i po powrocie zaszył się z nowym nabytkiem na parę godzin. Nie mogę się doczekać by go sprawdzić. W powietrzu unosił się zapach pergaminu i tajemnicy, gdy tak deptali w głąb alejki. Po paru minutach skręcili w prawo skąd wydobywała się granatowa poświata. Jedna ze ścian zapełniona była wąskimi oknami, pięć w poziomie i trzy w pionie, jednak na tyle wysokimi, że sięgały sufitu.

- Już jest tak ciemno?

- Okna są zaczarowane. Ojciec wie jak stworzyć klimat. - Draco poczochrał burzę swoich blond włosów.

Gdy znaleźli się bliżej, okna zamieniły się w witraże, a u ich stóp znajdowały się trzy cokoły na których spoczywały księgi. Środkowa zajęta była ogniem. A te po jej bokach zdecydowanie były oblepione,jeszcze nie do końca zaschniętą, smołą. Davis czuła głęboko w ciele miłe podekscytowanie. Przystanęła zastanawiając się, która z nich to ta "właściwa", ale Malfoy się ku nim nie zbliżył. Przesunął sobie drabinę, tak by opierała się o regał, a drobna dziewczyna zajęła się tym, by się nie chybotała.

- Twój tata chyba nie chciał by ktokolwiek ją ruszał. - Rzuciła w jego stronę widząc jak wysoko musi się po nią wspinać.

- No to mu się nie udało.

Dało się słyszeć stąpnięcie kiedy zeskoczył na podłogę wyłożoną drewnianym parkietem. W reku miał futrzastą księgę o brązowym odcieniu. Pomiędzy materiałem widać było żółte ślepia, które spoglądały z zainteresowaniem na dwójkę Ślizgonów, przeskakując wzrokiem to z jednego, na drugiego. Nagle ślepia zniknęły, a na frontowej stronie pojawił się napis: "Oczy wskażą Ci drogę". Otworzył lekturę i... zrobiło się ciemno.


Było słychać śpiew ptaków, których sylwetki można było dostrzec na bezchmurnym niebie. Chwilowa ciemność ustąpiła miejsca wschodzącemu słońcu. Angie wciągnęła do płuc pachnące Niezapominajkami powietrze i rozejrzała się nerwowo, ruszając wyłącznie gałkami ocznymi. Jej ciało chyba znieruchomiało. O! Jednak nie. Zauważył jak przy Draco, Spojrzała na niego wymownie, będąc pewną że "mr Smok" to wszystko ukartował. Szybko wyzbyła się tego błędnego odczucia, gdyż jego dezorientacja wręcz kuła w oczy.

- Nie mam księgi. - Wypalił. - Wyparowała. Znajdowali się na polu, które porośnięte było bardzo żywo-zieloną trawką. Tuż obok płynął strumyk, a nad nim rozpościerała się drewniana kładka łącząca przeciwległe brzegi. Obok mostku rosło drzewo, którego gałęzie usiane były różowymi kwiatuszkami.

- Może to był świstoklik? - To było niebywale błyskotliwe podejście do tematu. W większym gronie niewątpliwie by zabłysnęła.

- Myślisz? - Zrobił pauzę - Może faktycznie stary to przewidział i podłożył nam świnie... - Ta myśl pozwoliła mu się odprężyć.

- Ładnie tutaj, ciekawe gdzie jesteśmy. - Upewniła się, że nadal ma różdżkę w tylnej kieszeni w swoich czarnych, poprzecieranych jeansów.

- Nie mogę się teleportować. Spróbuj ty. Nastąpił nawrot nerwowości. Ona też nie mogła. Coś ewidentnie było nie tak, ale przynajmniej miejsce, w którym się znaleźli wydawało się nieinwazyjne.

- Ale nas urządziłeś, nie wierzę. Oby to było czasowe. - Dreptali na drugą stronę kładki.

- Nie zwalaj na mnie, sama chciałaś...

- Mówiłam, że twój stary specjalnie ją schował - przerwała mu.

- Gdyby nie ja, to pewnie już byś miała skamieniałe ręce. Byłaś bliska by dotknąć tych książek obok palącej się księgi.

- To świetnie, że teraz mi to mówisz. Przekomarzanie przerwał im stukot, który wydawał dzięcioł przytwierdzający dziobem plakat do pnia drzewa. "What?" Cofnij. Rudawy ptak uderzał rytmicznie w korę. Spłoszyli go podchodząc ale, ale okazało się, że kartka z ogłoszeniem wisi na gwoździu. Dzięcioł musiał po prostu wyczuć korniki.

Ogłoszenia

Pannom i kawalerom za drobną opłatą zdradzę, gdzie uzbierać Aclandis uzdrawiający.

Szukać mnie można w gospodzie "W Samym Sercu Drzewa."

Pytać o Stergena.

- Mamy punkt zaczepienia. Musimy znaleźć tę gospodę, tylko pytanie, w którą stronę iść... Słyszysz tą muzykę? - Nadstawiła ucho i automatycznie zdecydowała się na kierunek, w którym zaczęli podążać. - Głuchy jesteś, i tyle. Pamiętasz jak na lekcji u Hagrida powstrzymałam rabunek na twój plecak? Nie zwracasz uwagi na tło. Zresztą nie tylko ty, a ten Niuchacz wcale nie był taki cichy. Kroczyli wzdłuż strumienia, i faktycznie melodia staławała się nieco bardziej słyszalna, jednak wyglądało na to, że albo sprzęt był wadliwy, albo zasięg urywany, gdyż odgłos był przerywany momentami ciszy. Na brzegu strumyka zaczęły pokazywać się sporej wielkości kamienie, które w dalszym punkcie zamieniły się w murek, który odgradzał od teraz już dużo większego strumienia. Widocznie zamieniał się w rzekę. W tym miejscu było już słychać brzdękolenie. Na tamie, którą był murek, po przeciwnej stronie widać było postać, średniego wzrostu mężczyznę o zielonym kolorze skóry i kręconych, kasztanowych włosach. Trzymał w ręku lutnię. Tyle mogli dostrzec z tej odległości. Szczupły osobnik też ich zauważył. Zniknął za murkiem, a gdy się za niego wyłonił w ręku miał długą deskę, z której wyczarował dla siebie kładkę. Cyk, cyk. Nóżka za nóżką, przeszedł po niej by dostać się do parki.

- Bravissimo! - Kapłanka Leyla wysłuchała moich modlitw! – Wystawił rękę w ich kierunku, by jednak ją schować. – Nazywam się Cidore Aldariel, czołowy leśnoelfski bard. – Ukłonił się nisko.

– Leśnoelfski, co? Dlaczego jesteś zielony?

– A więc przygłupki. – Uznał pod nosem. – Przeznaczenie mi Was zesłało. Modliłem się do kapłanki Leyly o inspirację do ballady. Zbliżają się moje sto dwudzieste ósme urodziny i muszę stworzyć jakiś piękny utwór na tą okazję. – Jego ton głosu sprawiał, że nie chciało mu się przerywać. Był cudowny. – A co do reszty, bard, dziewuszko. Śpiewak, grajek, kompozytor... – Do tych słów przygrywał sobie na lutni, a jego głos zmienił się na bardziej melodyjny.

"Panienka mnie pyta, dlaczegom zielony,

wszak kolor ten przecież dla traw przeznaczony.

Opowiem wam przeto śpiewając piosenkę,

ah macie dziś szczęście, biorę lutnie w rękę.

Jam elfem jest leśnym, co mieszka w gęstwinie,

las dał mi te barwę, tam w nim mam rodzinę.

Musicie zaprawdę przybywać z daleka,

bo to są podstawy miejscowego człowieka,

Lecz nic się nie martwcie, ach, macie to szczęście,

bo ja wam je skrócę, farciarze jesteście."

Wesoła melodia ustąpiła miejsca tajemniczej, A bard faktycznie dobrze sobie radził jako artysta.

"Kraina ta zwie się Mitrillo,

Tu nic nie jest tak jak powinno.

Musicie uważać na każdym kroku,

bo magię spotkacie nie tylko po zmroku.

Krasnale, gobliny, kapłanki, upiory,

i inne niewyobrażalnie pradawne stwory.

Lecz można się nieźle obłowić,

gdy dla kogoś trzeba coś zrobić.

Bo skarbów wokoło jest mnóstwo ukrytych,

gdzieniegdzie zapewne przyda wam się wytrych.

Swą podróż zacznijcie od wioski,

poproście o wino, odejdą wam troski..."

Wyglądało na to, że Aldariel zaczynał się rozkojarzać i nagle urwał śpiew, złoszcząc się, że mu nie wychodzi. "Brakuje mi weny!" – popatrzył na nich z rozdrażnieniem. Wiedział, że mógłby ich poinstruować o wiele lepiej.

- Może zainspiruje cię to, w jaki sposób się tutaj znaleźliśmy. Po prostu otworzyliśmy magiczną księgę i pyk. Ciemność, a następnie te kraina... Mitryllo, tak?

Draco się nie bzdryngolił, co zdecydowanie zdziwiło Angie. Czy dobrze robi dzieląc się tym co ich spotkało? Całe szczęście, że nie napomknął nic o różdżkach.

– Księga wciągnęła was do tego świata? Hmm...

Było widać, że się głęboko zastanawia. Żadnych niedowierzań, chichotów ani besztania pod tytułem "Czy ja wyglądam wam na idiotę?". Może już kiedyś taka sytuacja miała miejsce?

- Słyszałem o księgach, które umieszczają Cię w środku wydarzeń, które mają w nich miejsce, ale przecież ja nie jestem wymyśloną postacią... – podrapał się po czole. - W sumie pasowałbym idealnie na bohatera powieści. A te wszystkie przygody, w których brałam udział... – Malfoy odchrząknął znacząco, a Aldariel natychmiast wrócił do rzeczy. – Jak się możecie domyślać często bywam w różnorakich karczmach, czy to na festynach. Gdy inni już ledwo stoją na nogach, po wlaniu w siebie paru litrów alkoholu, ja jako, że swoje występy traktuje jako pracę, umysł mam trzeźwy. To jest, nie piję dużo. – Po ich minach wyczytał, że wstęp zrobił przydługi. – No więc, słyszałem jak popijająca grzany miód grupka trolli, radowała się, że w końcu mają spokój z naprzykrzającymi się im orkami. Zwróciłem na nich uwagę, bo roztłukli kufel i karczmarz zdzielił jednego brudną ścierą w ucho... ale co ja to miałem... A no tak, no więc według tych trolli, ich napastnicy wyruszyli do Rozdroża Skał, to miejsce położone nad urwiskiem, bo ktoś im dał cynka, że w jednej z jaskiń widziano trupa Ygnaarora. – W tym miejscu każda inna osoba od słuchającej go dwójki, miałaby na twarzy wymalowane uczucie zaskoczenia bądź strachu, ale nie oni.

– Kim był ten Ygnaaror? – Angie przypomniała mu, że nic nie wiedzą o tym świecie.

– Ygnaaror to nekromanta. Budzi postrach w tych stronach, i nie był, a jest, w tym rzecz. Te ogry wiedziały, że był on w posiadaniu magicznych zwojów, które mogłyby zmiesć całą wioskę w ułamku sekundy i jako, że umarł, miały na nie chętkę. Postanowili się tam wybrać, ale jak już się możecie domyślać Ygnaaror wcale nie był martwy. Gdy dotarli na miejsce nie odnaleźli trupa, ale wpadli w posiadanie starego almanachu. To była pułapka... gdyby Ygnaaror nie chciał by ją przejęli, na pewno by się z nimi rozprawił, ale pozwolił mi się oddalić. Byli uradowani, ale ich radość nie trwała długo. Gdzieś w okolicach siedliska trolli otworzyli zapiski i wyparowali. Tak mówiły trolle. Może są teraz w miejscu, z którego przybywacie? -Zastanowił się.

– Sugerujesz, że powinniśmy udać się na rozdroże w poszukiwaniu Ygnaarora?

– Ależ skądże! Prawdopodobnie to byłby koniec waszej historii... Ale jest możliwość, że on mógłby coś wiedzieć na ten temat.

Urwał nagle, zostawiając nowo poznanych z czymś, co nie do końca można było nazwać pomocą. Zresztą kto wie czy faktycznie to almanach był powodem wyparowania ogrów?Pan Cidore Aldariel ręką nawołał ich by poszli zanim. Postanowił być ich przewodnikiem do wioski. Czuł podniecenie na samą myśl, że ich los powiązany jest z nekromantow. Czy to on sprowadził na nich ten los? A może jednak to on sam, modląc się by zesłano mu inspirację?