Prolog
Ten dzień jest wspaniały i chyba nie mógłby być lepszy. W końcu miałam za sobą pierwszy rok tych okropnych studiów. Pewnie bym tak o nich nie mówiła, gdybym studiowała to, co chcę ja, a nie mój ojciec. Jednak jeśli Drake Trainor coś sobie postanowi, to żadne kłótnie nie wchodzą w grę. Poza tym wiem, że nie dałby mi spokoju gdybym nie poszła na to głupie zarządzanie, by w przyszłości przejąć jego imperium.
Mam jednak siłę, aby przez to przebrnąć, bo chociaż w jednej sprawie postawiłam na swoim. Nie pozwoliłam ojcu zniszczyć relacji jaka łączy mnie z Harveyem. Przy nim zawsze się uśmiecham i choć zdarzają nam się drobne kłótnie, to nasz związek i tak jest niemalże idealny. Chociaż ostatnio Harvey wydaje się trochę zdystansowany, ale to pewnie przez naukę.
Nie jestem już taka pewna czy poszedł na prawo bo to lubi, czy najzwyczajniej w świecie chce zdobyć w końcu aprobatę mojego ojca, który nie marnuje żadnej okazji, aby mu dogryźć. Często mogę usłyszeć jak mówi: “No Harvey musisz się bardzo postarać, aby dosięgnąć do szczebla na jakim znajduje się Louis. Jednak nie wiem czy praca na dwa etaty Ci w tym pomoże.” I tak w kółko. Ja osobiście jestem z niego bardzo dumna. Dumna z tego, że tak ciężko pracuje na swoje studia i utrzymanie, bo nie chce zbytnio obciążać rodziców.
Postanowiłam odpuścić sobie kolację z moją rodzinką i przygotować coś specjalnego, tylko dla mnie i dla mojego misiaczka. Dlatego właśnie kończę szykować pyszny posiłek jakim jest kurczak w sosie Alfredo, ulubione danie Loczka.
Gdy układałam sztućce na stole usłyszałam przekręcanie klucza w zamku. Harvey jest jedyną osobą, która posiada drugi komplet kluczy, więc nawet nie musiałam się zastanawiać, kto przyszedł.
- Cholercia - mruknęłam, spoglądając na zegarek. - Wrócił wcześniej.
- Louis! - Usłyszałam wołanie.
- W jadalni!
Już po chwili Harvey wszedł do środka, jednak zamiast uśmiechu lub chociażby zmęczenia, na jego twarzy zobaczyłam całą gamę przeróżnych emocji. To sprawiło, że i mój uśmiech znikł.
- Coś się stało, wyglądasz na spiętego? - Spytałam, chcąc do niego podejść, jednak zatrzymał mnie gestem dłoni.
- Musimy porozmawiać Louis, to bardzo ważne - powiedział, a mnie aż przeszły ciarki.
- Nie strasz mnie. O co chodzi?
- Wiem, że to co teraz powiem z pewnością bardzo cię zaboli, mnie samego to boli jak diabli, ale nie odkręcę już tego co się stało - przejechał dłonią po włosach. - Jakiś czas temu popełniłem koszmarny błąd, a teraz muszę ponieść jego konsekwencje.
- Co takiego zrobiłeś? - zapytałam, ale już po chwili pożałowałam tego pytania.
- Lou ja.. Zdradziłem cię, co prawda byłem pijany, ale.. - Nie zdążył dokończyć, bo nawet nie wiem kiedy moja dłoń zderzyła się z jego policzkiem.
Zaraz po tym zakryłam usta dłonią, aby nie wybuchnąć płaczem, ale słabo mi to wychodziło, bo już po chwili z moich oczu poleciały pierwsze, słone łzy.
Harvey milczał, widziałam w jego oczach żal, ale co mi po jego żalu.
- Dlaczego? - Było jedynym co opuściło moje usta.
- Nie wiem Lou, może z głupoty, przez alkohol, naprawdę nie wiem dlaczego to zrobiłem, ale stało się. Spieprzyłem i nic mnie nie usprawiedliwia. Uwierz mi nie chciałem cię skrzywdzić.
- Nie? Więc po co mi to w ogóle powiedziałeś?! - Krzyknęłam.
- Nie chciałem Ci mówić, chociaż wiesz jak bardzo nienawidzę kłamać. Strach przed utratą ciebie paraliżował mi język, za każdym razem, gdy chciałem się przyznać. Jednak kilka dni temu stało się coś, przez co nie mogę trzymać tego dłużej w sekrecie. Kobieta, z którą cię zdradziłem, Sandra powiedziała, że.... Że jest w ciąży - dokończył, także pozwalając swoim łzom wypłynąć.. - Tak bardzo przepraszam, ale muszę ponieść odpowiedzialność za swoje czyny, muszę zaopiekować się tym dzieckiem.
To był już ostateczny cios. Podeszłam do Harveya, a moja dłoń, tym razem w pełni świadomie, ponownie zderzyła się z jego policzkiem, znacznie mocniej, niż poprzednio.
- A więc to tak się to skończy, co? Tyle dla ciebie poświęciłam, a ty najzwyczajniej w świecie postanowiłeś wbić mi nóż prosto w serce?
- Lou, to nie...
- Wiesz co? Mój ojciec miał absolutną rację mówiąc, że jeszcze się na tobie przyjadę i zobaczę, że nie jesteś mnie wart. Prawie mnie wydziedziczył, gdy stanęłam murem broniąc naszego związku i to wszystko na nic! Boże jaką ja jestem idiotką! Wynoś się! Masz kwadrans żeby się stąd wynieść! - wykrzyczałam, czując jakby powoli zaczynało brakować mi tlenu.
- Louis, proszę.
- O co prosisz, Harvey? No, o co?! - Spytałam, jednak nie odpowiedział. - Masz kwadrans - powtórzyłam, a Loczek pokiwał głową zrezygnowany.
Wbił wzrok w podłogę. Zawsze tak robił, gdy było mu za coś wstyd. Uchylił usta, jakby jednak chciał coś powiedzieć, ale szybko je zamknął i znowu tylko pokiwał delikatnie głową. Odwrócił się i poszedł do naszej, a raczej już tylko mojej sypialni, a ja stałam w miejscu, nie ruszając się nawet o krok, przez okrągły kwadrans, aż w końcu Harvey stanął w drzwiach z walizkami.
- Połóż klucze na szafce. Nie chcę żebyś tu wracał. Wyślij mi adres, na który mam wysłać resztę twoich rzeczy - powiedziałam nawet na niego nie spoglądając, starając się zachować resztki opanowania.
- Louis..
- Żegnaj Harvey.
Powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Jednak, gdy chwilę później usłyszałam kroki i dźwięk otwieranych drzwi moje serce mnie zdradziło i odwróciłam się w jego stronę. To co zobaczyłam nie było jednak jego skruszoną miną, spoglądającą przez ramię, a zamykające się za nim drzwi. Ten jeden, niczego nieświadomy ‘klik’ zamykanego drewna był, jak zatyczka trzymająca moje buzujące uczucia na wodzy. Zatyczka, która wyskoczyła niczym korek od szampana, z hukiem.
- Kurwa! - krzyknęłam, zrzucając z pobliskiej szafki na podłogę wszystkie nasze wspólne zdjęcia.
Osunęłam się po ścianie zanosząc się głośnym płaczem, a wręcz lamentem. Nic mnie nie obchodziło. Nawet zapach spalonego kurczaka i dym dobiegające z kuchni. Nagle poczułam wodę ze zraszaczy, która zaczęła zalewać mieszkanie, ale się tym nie przejęłam. Nic mnie nie obchodziło. Moje życie właśnie wyszło przez drzwi wejściowe, nie oglądając się za sobą ani razu.
Później w mojej głowie zrodziło się tylko jedno pytanie : “Kim do cholery jest Sandra i co ma takiego, czego nie mam ja?”