Prolog
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak mocnymi uczuciami darzę bliskie mi osoby. Zawsze miałam wrażenie, że to po prostu dziwnie mocna więź. Lecz tak nie było. Z siostrą i ojcem łączyła mnie nierozrywalna nic rodzinnej miłości, a on.... On po prostu był powodem dla którego nadal żyłam, jeśli to tak w ogóle można było nazwać. Właściwie bardziej egzystowałam na tym świecie...
Moje miłosne doznania z nikim nie były tak dobre jak z nim. Kiedy nasze usta się stykały czułam jakby cały świat wirował w około nas. Nic tak nie poprawiało mi humoru jak jego uśmiech.
- Jesteś całym moim światem – wszeptałam mu do ucha, podczas któregoś pocałunku. – Niczego więcej prócz ciebie, nie chcę i nie potrzebuję.
Wtedy wiedziałam, że tak smakuje miłość. Ta miłość jest jak ogień, który powoli spala od środka. Po tym co się wydarzyło w moim życiu, myślałam, że nie mam szans na szczęście i miłość, a jednak w moim życiu ponownie pojawił się on i zmienił to. I chyba teraz już wiem jak wygląda najszczersza i najprawdziwsza miłość. Dzięki niemu to wiem. Żadne uczucie we mnie nie jest silniejsze niż to.
- Mam nadzieję, że już teraz nic nie zasoli nam naszej słodkiej bajki – mówiąc to mężczyzna uśmiechnął się delikatnie. Ja oddałam uśmiech, wkładając rudego loka za ucho i wpatrując się w jego nowe złote oczy. Teraz był taki jak ja, przynajmniej w jakiejś części. Był nowy, piękny i przede wszystkim odporny na różnego rodzaju ataki.
Jednakże żadne z nas nie przewidziało tego, co wkrótce miało się wydarzyć.