Chapter 1: Obóz
Urodziłam się w czerwcu, więc jak każdy bliźniak uwielbiam lato, ale teraz jest zimowo (luty bez śniegu, szczerze wiosenny), a ja jestem na wyjeździe. Mam obóz sportowy, W ferie zimowe wyjeżdżamy na obozy treningowe hokeiści i baletnice. Nie lubię wyjazdów, a szczególnie tych treningowych do Łodzi, gdyż mój brat nie mógł z nami przyjechać na doczepkę. Jest 7:30 za pół godziny mam trening, znaczy balet. Muszę jeszcze znaleźć baletki! Cholera! Gdzie one? Madame mnie zabije! 7:55 Już je mam!
Na treningu był Michał, Łukasz i Patryk nasi koledzy, którzy też z nami przyjechali, tylko, że Patryk, Łukasz i Michał jak i jeszcze paru chłopaków są hokeistami. Ja jestem najmłodsza z dziewczyn, a jest nas osiem najlepszych, reszta ma treningi o innej porze. Jesteśmy podzielone na takie grupki zaawansowania, a jak już mówiłam jestem w mojej najmłodsza, bo mam 14 lat. W grupie jest jeszcze Paulina, Asia, Karolina, Sandra one mają po 15 lat, są jednak te starsze: Olka, Weronika mają 16, Martyna ma 17 lat. Kiedyś mówili na mnie Gapcia, teraz już Gabi, a naprawdę na imię mam Sara. Chłopacy Michał, Łukasz i Patryk mają po 17-cie lat, jest jeszcze Szymek, Julek, Grzesiek, Krzysiek po 16-cie jak i brat Patryka Daniel i Rafał (15-cie). Jest ich jeszcze wielu. A więc wpadam na salę z baletkami w ręce, z roztrzepanymi włosami, Madame Rose jeszcze nie było:
- O Gabi! Fajnie, że przyszłaś- powiedziała śmiejąc się Paulina.
- Cześć Pola! - poczułam ulgę, że dziś nie jestem spóźniona.
- Cze Gabi!- Powiedział Michał z uśmiechem.
- Hejka!- Odwzajemniłam uśmiech.
- Saaaaro! Co ty wyprawiasz, raz dwa! Ubieraj baletki!- Krzyknęła Madame Rose stojąc za mną, no i tyle z mojego szczęścia na byciu nie przyłapaną.
- Przepraszam Madame- Zrobiłam się czerwona jak burak, czemu ja zawsze musiałam sobie narobić wstydu?
Po ćwiczeniach, w których wyjątkowo świadkami byli chłopacy, miałyśmy rozrywkę, pojeździć sobie na lodzie oczywiście z chłopakami. Jednak ja nie mogłam miałam wtedy za zadanie ćwiczyć jeszcze przez godzinę za moją roztrzepaną naturę. Musiałam ćwiczyć, Madame Rose na szczęście w takich wypadkach mnie nie pilnuje (a są one często) włączam wtedy moją ulubioną płytę z muzyką filmową (save the last dance) i ćwiczę. Po 40-stu minutach miałam dosyć. Usiadłam na ziemi w szpagacie.
- Gabi daj sobie spokój, Madame wyjechała z ośrodka, możesz z nami pojeździć.- Powiedział Michał stojąc w drzwiach, podszedł do mnie i podał mi rękę, żebym mogła wstać:
- Fajnie!- szczerze się ucieszyłam.
Poszłam zmienić ciuchy na dres i bluzę, pod spód ubrałam bluzkę na ramiączkach, bo i tak jest ciepło, jak się jest w ruchu.
Stanęłam w łyżwach opierając się o bandę i patrząc nad nią na lód:
- Gabi chodź- powiedział cicho głos przy moim uchu, spojrzałam to znowu był Michał, patrzył się na mnie śmiejąc się. Nagle złapał mnie za rękę i wciągnął na lodowisko.
„Boże chyba głupia jestem, jeśli chcę wejść na to lodowisko, przecież ja nie jeździłam już trzy lata”- Pomyślałam, czułam się dziwnie nie pamiętałam nic, a przecież mama mnie zapisała do szkółki, gdy miałam 4-ry latka, bardzo mi się to podobało, ale bardziej... Balet, z czego mama była zawiedziona, bo jako młoda dziewczyna jeździła na łyżwach, tylko miała paskudną kontuzję.
Jeździliśmy z Michałem trzymając się za rękę, w jednym momencie wszystko sobie przypomniałam i jeździliśmy po całym lodowisku wywijając piruety i różne wygibasy. Po godzinie wszyscy poszli na obiad, ja nie byłam głodna, zostałam i jeździłam chyba jeszcze z półtorej godziny. Akurat, gdy kręciłam piruet i zatrzymałam się wbijając koniec łyżwy w lód, poczułam jak ktoś dotyka mojej talii. Poczułam dziwne gorąco, więc odwróciłam się gwałtownie i zatopiłam się w ślicznych niebieskich oczach Michała:
- Idziesz z nami?- Zapytał świdrując mnie na wylot swoim ślicznym wzorkiem.
- A gdzie? - czułam się trochę nieswojo pod jego spojrzeniem znaliśmy się tyle lat.
- Jest tu niedaleko klub o nazwie Metro i właśnie do niego idziemy.
Spojrzałam się znad jego ramienia, zobaczyłam Łukasza, Szymka, Grześka, Krzyśka i Rafała:
- A dziewczyny? - zapytałam patrząc znów na Michała
- A tak, idą- Powiedział z kwaśną miną, gdy na hale wpadły wypacykowane Martyna, Olka, Paulina, Weronika- O już są – Dodał posępnie.
- A reszta?
- Niedługo przyjdzie.
- Dobrze, no to idę. - Poszłam do swojego pokoju (miałyśmy dwuosobowe pokoje z łazienką, ale ja byłam sama, gdyż wyjechała nieparzysta ilość dziewczyn). Szybko się umyłam, upięłam włosy w śmieszne ogonki, wskoczyłam w swoje za długie jeansy (bo mam 1,55m). Założyłam bluzkę na ramiączkach, do ręki wzięłam kurtkę, na nogi ubrałam moje ukochane superstary z grubymi sznurówkami (w każdym bucie inny kolor). Poleciałam do reszty, miałam różowe policzki od biegu, zobaczyłam przybyłą Asię i Sonię stały z boku rozmawiając, kątem oka zobaczyłam przytulającą się do Michała Martynę, na szczęście z zamyślenia wyrwało mnie parę słów wypowiedzianych przez jednego z moich bliższych przyjaciół:
- Elo Gabi! I co wbijamy?- To był Krzysiek.
- Spoko, a gdzie reszta ziomków?
- Chłopaki poszli po procenty- Nie skończył mówić, gdy usłyszałam głos Grześka:
- E ziomki jest wbitka!- Grzesiek machnął ręką i wszyscy poszli za nim w stronę klubu. Krzychu wziął mnie za rękę. Miał za długie i za szerokie rękawy u bluzy (wychodziły mu z pod kurtki), przez co moja ręka znalazła się u niego w rękawie. Szłam po środku, z tyłu i po bokach szli chłopcy. Jakoś się nie interesowali resztą dziewczyn, oprócz Oli i Pauliny, bo one też były “z naszych” w sensie chodziły z chłopakami z naszej ekipy. Spojrzałam tylko raz do tyłu i zobaczyłam wściekłe i patrzące na mnie z nienawiścią oczy Martyny. Od dawna miała chrapkę na Michała, ale on jej nie chciał, wiedziałam to, bo przyjaźniliśmy się już parę lat... I wydawało mi się, że to przyjaźń, bo przecież nie mogło to być nic innego, prawda?








