Customize readability
Aa

Przeczucie i łyk herbaty

All Rights Reserved ©

Summary

Ann przez całe życie kieruje się przeczuciem. To właśnie ono każe jej wyjść z domu w środek szalejącej ulewy i ruszyć w głąb mrocznego lasu. Na miejscu odnajduje rannego, niemal umierającego mężczyznę, którego – znów wiedziona wewnętrznym głosem – zabiera do swojego mieszkania. Kim jest potężny nieznajomy? Tego nie wie nawet on sam. Ochrzczony tymczasowym imieniem Jack, powoli dochodzi do siebie pod troskliwym okiem dziewczyny i dzięki jej niezwykłym herbatkom. Między Ann a Jackiem zaczyna rodzić się potężne przyciąganie, ale tajemnice wiszą w powietrzu. Co skrywa jego zablokowana pamięć? Co wydarzyło się w lesie? Jakie zwierzę pozostawia tak głębokie ślady pazurów? Czy jest ktoś kto z utęsknieniem czeka na jego powrót? Jaką rolę w tej układance ma do odegrania dziewczyna i jej przeczucie? I kim tak naprawdę jest Ann dla swoich sąsiadów, których opiekuńczość daleko wykracza poza zwykłe, grzecznościowe relacje?

Genre
Romance
Author
Anna Sea
Status
4d ago
Chapters
28
Rating
n/a
Age Rating
18+

Rozdział 1

## Perspektywa Ann

— Wszechświecie, żebyś miał świadomość... W tej chwili bardzo, ale to bardzo cię nienawidzę! — wykrzyczałam prosto w ołowiane niebo, przedzierając się przez kolejne gęste, kłujące zarośla.

Starłam dłonią wodę z twarzy, ale rękaw mojej kurtki był już tak dramatycznie przemoczony, że tylko rozmazał deszcz po moich policzkach. Klęłam w duchu, ale nie zwolniłam kroku. Moje nogi same prowadziły mnie w głąb lasu, zupełnie jakby miały własny rozum. Dlaczego? Bo miałam przeczucie.

Musiałam przyznać, że to było najgorsze, najbardziej natrętne przeczucie, jakiego doświadczyłam w całym swoim dwudziestoczteroletnim życiu. Nie czułam strachu – moje przeczucia nigdy nie stawiały mnie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Były raczej jak bezczelny, nieznoszący sprzeciwu rozkaz. Jeszcze godzinę temu siedziałam wygodnie na kanapie, owinięta puszystym kocem, czytając książkę i pijąc gorącą czekoladę. I nagle, bum. W ułamku sekundy poczułam to uczucie i nakaz:

„Idź do lasu. Natychmiast. Ubieraj się i gnaj przed siebie.”

Nigdy nie wiedziałam, kiedy to nadejdzie, ale jak się objawia, najczęściej był palącym uciskiem w żołądku, czasem to było tylko uczucie: lodowate, czy ciepłe, ale nauczyłam się jednego: gdy przeczucie się pojawiało, należało je wypełnić bezdyskusyjnie.

Niestety, nauczenie się tego kosztowała mnie zbyt wiele. Moje przeczucia nie działały z wyprzedzeniem. Pojawiały się dokładnie w ułamku sekundy, w którym miałam podjąć decyzję. Gdy miałam pięć lat i jechaliśmy z rodzicami do cioci, nagle poczułam, że musimy skręcić w prawo. Dokładnie w tamtej sekundzie krzyknęłam do taty, ale on tylko się uśmiechnął i zignorował kaprys dziecka. Skręcił w lewo. Prosto pod rozpędzoną ciężarówkę. Rodzice zginęli na miejscu. I choć dorastałam w dobrych domach zastępczych, nic nigdy nie zastąpiło mi prawdziwej rodziny.

Później próbowałam zlekceważyć ten głos jeszcze dwa razy. Raz przeczucie kazało mi wejść prosto w głęboką kałużę. Uznałam to za głupotę, ominęłam ją, poślizgnęłam się na mokrym krawężniku i złamałam nogę. Innym razem szukałam pracy. Miałam przed sobą dwie rozmowy – jedną w małym, biednie wyglądającym studiu, a drugą w prestiżowej korporacji. Głos w głowie szeptał: wybierz biedne studio.

Wybrałam luksusowy wieżowiec. Trzy miesiące później firma splajtowała, a ja o mało nie wylądowałam w więzieniu za współudział w machlojkach podatkowych szefa, o których nie miałam pojęcia.

Od tamtej pory przestałam dyskutować. Głos stał się moim dziwnym, ukrytym sprzymierzeńcem. Na studiach mój kolega bawił się w giełdę. Kompletnie nic z tego nie rozumiałam, ale gdy spojrzałam na wykres jednej ze spółek, mój żołądek aż drgnął. Wrzuciłam tam wszystkie swoje oszczędności. Po dwóch miesiącach byłam „bogatą” panią – kwota może nie była milionowa, ale wystarczyła, by spłacić kredyt studencki i kupić małe, przytulne mieszkanie w przyzwoitej dzielnicy. Jako fotograf-freelancer też żyłam komfortowo. Czasem po prostu gnało mnie w jakieś miejsce, robiłam zdjęcie o idealnej porze i zgarniałam za nie świetne nagrody.

Ale dzisiejsza noc była koszmarem.

Zgodnie z nakazem przeczucia parłam przed siebie, ignorując błoto oblepiające moje buty. Nagle, tuż przed mroczną ścianą jodeł, palący ucisk w moim brzuchu zniknął. Jak ręką odjął.

Dotarłam.

Zatrzymałam się, mrużąc oczy. Ściana deszczu skutecznie utrudniała rozszyfrowanie, co znajduje się na ziemi. Zrobiłam trzy ostrożne kroki naprzód, a moje serce zamarło, by po chwili uderzyć z siłą młota pneumatycznego.

W kałuży błota, liści i gęstej, ciemnej krwi, której deszcz nie nadążał zmywać, leżał człowiek.

Podeszłam na chwiejnych, nagle miękkich nogach i bezradnie przykucnęłam przy nim. Moje dłonie drżały, gdy dotknęłam jego policzka. Był gładki i lodowaty. Chciałam już krzyczeć z przerażenia, ale wtedy zauważyłam słabą, białą mgiełkę wydobywającą się z jego ust. Żył.

— Boże, trzeba cię natychmiast zabrać do szpitala — wymamrotałam do siebie, kompletnie panikując.

Nie miałam pojęcia o pierwszej pomocy. Po tym jak z trudem odwróciłam go na plecy spojrzałam na jego pierś - materiał koszuli był rozszarpany, ukazując głębokie, makabrycznie wyglądające rany, z których sączyła się krew. Musiałam go jakoś zabrać z tego lasu. Sama nie należałam do niskich kobiet, miałam niecałe 1,70 metra, ale ten mężczyzna był ode mnie o dobrą głowę wyższy. Wyglądał na potężnego i cholernie ciężkiego. Nie było mowy, żebym go poniosła.

— Słyszysz mnie?! — krzyknęłam, chwytając go za lodowate ramię i lekko potrząsając. — Musisz wstać! Proszę, pomóż mi!

Mężczyzna wydał z siebie cichy, chrapliwy jęk. Jego gęste rzęsy drgnęły i powoli uniósł powieki. W blasku błyskawicy, która rozświetliła niebo, dostrzegłam tylko, że ma niesamowicie intensywne spojrzenie, choć jego oczy były mętne z bólu. Spojrzał na mnie, jakby widział ducha.

Z ogromnym trudem, sycząc z bólu, uniósł się nieco. Złapałam go pod ramię, pozwalając, by oparł swój ciężar na moim ciele. Kiedy wstał, prawie ugięły się pod nami nogi. Był jak zrobiony z czystego granitu.

— Oprzyj się na mnie. Już dobrze, trzymam cię — sapnęłam, owijając jego wielkie ramię wokół moich barków.

Droga powrotna do samochodu była najgorszą drogą w moim życiu. Każdy krok był walką. Mężczyzna co chwilę tracił przytomność, stając się bezwładnym, potwornym ciężarem, a jego ciało ześlizgiwało się z moich ramion. Płakałam z wysiłku, a deszcz mieszał się z moimi łzami. Krew z jego piersi brudziła moją kurtkę, a ja w głowie miałam tylko jedną myśl: błagam, nie umieraj mi tutaj.

W końcu, po wieczności spędzonej w błocie, z spomiędzy drzew wyłoniły się reflektory mojego małego suv’a.

Gdy tylko zatrzasnęłam drzwi, odcinając nas od szalejącej na zewnątrz nawałnicy, od razu przekręciłam ogrzewanie na maksimum. Jechałam szybko, ale cholernie ostrożnie – widoczność była praktycznie zerowa, a wycieraczki ledwo nadążały ze zbieraniem ścian wody. Mknęłam przed siebie z jedną myślą w głowie: kierunek szpital.

Co chwilę zerkałam w stronę nieznajomego na siedzeniu pasażera. Wyglądał koszmarnie. Ciche jęki raz po raz wyrywały się z jego gardła, na czole lśniły kropelki potu, a wysoka gorączka wyraźnie zaczynała nim trawić. Ta szalona „wycieczka” przez las na pewno mu nie pomogła.

— Trzymaj się, już niedaleko... Zaraz będziemy w szpitalu — powtarzałam cicho, próbując uspokoić samą siebie.

Nangle drgnął. Powoli uniósł powieki, a w żółtym blasku potężnych lamp ulicznych, obok których przejeżdżaliśmy, w końcu mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Miał niesamowite oczy – głębokie, o przepięknym, ciepłym odcieniu gęstej, gorzkiej czekolady. Nad nimi mierzwiły się czarne, mokre włosy, odrobinę dłuższe na górze, które uparcie spadały mu na czoło.

— Gdzie ja... jestem? — wykrztusił chropowatym, głębokim głosem.

Nie bardzo wiedziałam, o które „gdzie” mu chodzi, więc zaczęłam od tego, co najbardziej oczywiste.

— W moim aucie. Znalazłam cię w lesie, byłeś poraniony. Zabrałam cię ze sobą.

— Dziękuję... — powiedział niepewnie, po czym zmrużył lekko swoje czekoladowe oczy. — Kim jesteś?

— Nazywam się Ann. A ty?

— Ja jestem... Ja... — Spojrzał na swoje wielkie, zakrwawione dłonie, a na jego twarzy odmalował się czysty, autentyczny strach. — Nie wiem. Nic nie wiem...

Gwałtownie uniósł dłoń, jakby chciał złapać się za głowę, ale ostry, rwący ból w rozszarpanej klatce piersiowej natychmiast mu to uniemożliwił. Syknął potężnie, opadając z powrotem na fotel.

— Co mi się stało? — wycharczał.

— Sama nie wiem, wygląda to tak, jakby zaatakowało cię jakieś dzikie zwierzę. Ale nie martw się, zaraz będziemy w szpitalu i tam wszystko zbadają. Wszystko będzie dobrze.

— Dobrze... — powtórzył mechanicznie i przymknął oczy.

Nie minęła jednak nawet sekunda, kiedy gwałtownie je otworzył. Nim zdążyłam zareagować, jego wielka dłoń wystrzeliła do przodu i zacisnęła się na moim nadgarstku, którym trzymałam kierownicę. Jak na tak potwornie skatowanego i osłabionego człowieka, miał żelazny, wręcz nieludzki uścisk.

— Żadnego szpitala! — warknął, a w jego głosie, oprócz paniki, usłyszałam dziwną, władczą nutę.

— Ale tam ci pomogą! — argumentowałam, zwalniając bo akurat dojeżdżaliśmy do skrzyżowania.

— Nie! — upierał się, zaciskając palce na mojej skórze jeszcze mocniej, choć nie na tyle, by zrobić mi krzywdę.

— Nie mogę iść do szpitala.

— Czemu?

— Nie wiem! Po prostu... wiem, że nie mogę! Proszę...

Akurat zapaliło się czerwone światło. Zatrzymałam gwałtownie samochód i odwróciłam się do niego. Patrzyłam na jego bladą twarz i na te wielkie, czekoladowe oczy, w których malowało się czyste, błagalne wołanie o pomoc. I wtedy, dokładnie w tamtym ułamku sekundy, poczułam to. To znajome, ciepłe drżenie w żołądku. Moje przeczucie znowu się odezwało, tym razem cichym, spokojnym szeptem: „Zaufaj mu. Zabierz go.”

Westchnęłam ciężko, opierając czoło o kierownicę na ułamek sekundy.

— Dobrze — powiedziałam w końcu, zdejmując delikatnie jego wielką dłoń ze swojego nadgarstka. — Zabiorę cię do siebie. Ale lojalnie ostrzegam: jeśli będziesz sprawiał mi jakiekolwiek problemy albo, nie daj Boże, umrzesz w moim łóżku, osobiście wyrzucę cię przez okno. Jasne?

Na jego wargach ujrzałam coś na kształt bladego, wdzięcznego uśmiechu, nim jego głowa opadła bezwładnie na bok, a on ponownie zapadł w głęboki sen.

Do mojego bloku dotarliśmy po kolejnych piętnastu minutach. Jestem niemal pewna, że po drodze przekroczyłam każdą możliwą prędkość. Mogłam mieć tylko nadzieję, że ulewa i zerowa widoczność uniemożliwią fotoradarom identyfikację moich numerów rejestracyjnych.

Mój tajemniczy pasażer przespał całą resztę drogi, rzucając się tylko niespokojnie na fotelu. W pewnym momencie, gdy mijaliśmy przedmieścia, z jego piersi nagle wyrwał się gardłowy, pełen przerażenia i bólu krzyk:

— Jack!

A potem znowu zapadł w głęboką nieprzytomność.

To jedno słowo mogło oznaczać absolutnie wszystko. Imię brata, przyjaciela, kumpla, a nawet chłopaka. Człowiek w malignie rzadko kiedy krzyczy przecież własne imię – to byłoby po prostu dziwne. Najwyraźniej wzywał kogoś, kto był dla niego cholernie ważny, albo kogoś, kto go w ten stan wpakował. Jednakże, sama nie miałam pomysłu, jak mam się do niego zwracać, a to imię jakoś niezwykle pasowało do jego surowej, wyrazistej twarzy. Postanowiłam więc, że dopóki nie odzyska pamięci, dla mnie będzie po prostu Jackiem.

Let Anna Sea know what you thought about this chapter!
Love this

0

Love this

Funny

0

Funny

Spicy

0

Spicy

Suspenseful

0

Suspenseful

Emotional

0

Emotional

Profound

0

Profound

Heartwarming

0

Heartwarming

Shocking

0

Shocking

Good Writing

0

Good Writing

Compelling Plot

0

Compelling Plot

Great Character

0

Great Character

Strong Dialog

0

Strong Dialog

Further Recommendations

Bloodlines

Ku_Rolet: The novel was good, and I really enjoyed reading it. I love the leads and their bond, but I have one question that confused me. How could Tristan have been dreaming about his mate since he was a child if Omara was already mated to someone else before him? If Kyle had accepted Omara, would Tristan ne...

Read Now
PARIS IN THE DARK

Sasha: Love this kind of romantic stories, very good one.

Read Now
The Orc's Pet

Mary Wilkins: This was an enjoyable short story. Well done! 😄👏🏾👏🏾

Read Now
Beyond the Ice Wall

Dee: I'm enjoying this read immensely. I would recommend this to readers who enjoy suspenseful romance. At this point, I can't find a reason to rate less. Can't wait to see how the story plays out.

Read Now
Crowned in Blood: Fated to the enemy

Happiness Aghogho: I love this.... so thrilling. Looking forward to the end

Read Now
Mystic Wolf

Pav: Well written and enticing, love your style, keep up with good work.

Read Now
My Blacksmith Savior

Farial-Jap-Girl: なんて素敵で、予想もしなかった読書体験なんでしょう! これは間違いなく、ありきたりな恋愛小説ではありません。むしろ、そうじゃないことに感謝したいくらいです。登場人物たちがとてもリアルに感じられるんです。欠点があって、複雑で、情熱的で、人間らしい「白か黒かでは割り切れない」魅力的なグレーの部分に満ちています。怒りや支配、愛、そして怒りの赤い霧に飲み込まれそうになったときに、別の道を選ぶ可能性を描いているところも、とても好きでした。でも正直、一番の驚きは、この本がとにかく楽しく読めたこと! 作者はヒロインの声を見事に描き出していて、私はすっかり別の時代、別の場所へ連れ去られたような気分になりました...

Read Now
Broken Halos MC

MamaJo57: Loved this story. I read it all in one go. Couldn’t put it done. Great characters some twists and turns. Thank you for sharing can’t wait to read your other 📕books .

Read Now
The Easter Bunny

Mia: Really nice story

Read Now