Złamana
Compartilhe com seus amigos
Personalizar legibilidade

Złamana

Esta história contém temas de: agressão, tentativa de estupro, depressão, violência extrema gore, agressão sexual abuso, tortura

Todos os Direitos Reservados ©

Resumo

"Złamana" - Opowieść o walce o przetrwanie i odnalezieniu nadziei. Główna bohaterka, Sylwia, od najmłodszych lat doświadczała niewyobrażalnego cierpienia i przemocy. Jej życie naznaczone jest traumą, która zaczęła się już w okresie dojrzewania. Po śmierci matki, Sylwia została pod opieką ojca, który borykał się z problemem alkoholowym. To właśnie jego zaniedbania i nałóg doprowadziły do sytuacji, w której dziewczyna musiała przejąć odpowiedzialność za długi ojca. Zmuszona do desperackiego kroku, Sylwia zostaje sprzedana jako niewolnica gangu motocyklowego. Jej młodość upływa w okowach okrutnych mężczyzn, którzy wykorzystują ją do odrażających i poniżających czynów. Po ukończeniu osiemnastego roku życia, jej cierpienie eskaluje, gdy staje się ofiarą gwałtu ze strony dwóch oprawców. Pomimo wszechobecnego bólu, strachu i poczucia beznadziei, Sylwia żywi tlącą się iskierkę nadziei na ucieczkę i odnalezienie lepszego życia. Książka ukazuje jej wewnętrzną walkę, determinację do przetrwania w ekstremalnych warunkach i pragnienie wolności, które mimo wszystko nie gaśnie. "Złamana" to historia o sile ludzkiego ducha w obliczu największych przeciwności, o poszukiwaniu własnej tożsamości i walce o godność w świecie pozbawionym litości.

Gênero
Drama
Autor
A.R.Kattana
Status
Completo
Capítulos
16
Classificação
n/a
Classificação Etária
18+

Prolog

Pain without love

Pain I can’t get enough

Pain I like it rough

’Cause I’d rather feel pain than nothing at all

Pain, Three Days Grace

Ból był mną. Ja byłam bólem. On był we mnie. Ja byłam w nim. Miałam wrażenie, że każda część mojego ciała jest jego ogniskiem. Bez niego czułam się naga. Obnażona. Słaba. Pragnęłam go, bo stał się moją codziennością. Tylko on był niezmienną częścią mojego życia. Nie oddech, którego niekiedy mi brakowało, nie głód, który czułam, gdy zapominano o mnie w piwnicy, nie pragnienie, które męczyło mnie, kiedy sprawdzano, ile czasu upłynie, zanim zacznę błagać o kropelkę wody. Tylko właśnie on – BÓL.

Bałam się, że w końcu go zabraknie. Wiedziałam, że gdy to nastąpi, będzie to oznaczało tylko jedno – nadszedł czas na moją śmierć. Był to jednak strach połączony z ulgą – wszystko mogłoby się skończyć tak szybko! Wystarczyłby jeden strzał, jedno złe uderzenie czy niefortunny upadek…

Początkowo zastanawiałam się, dlaczego muszę to znosić i dlaczego jedyną ucieczką dla mnie jest śmierć. Nie wiem, jak długo walczyłam ze swoim umysłem i ciałem, ale w końcu mnie złamali. Zrobili coś, do czego obiecałam nigdy nie dopuścić. Była to jednak nierealna obietnica. Jestem tylko człowiekiem. Chociaż nie – kiedyś byłam człowiekiem, teraz jestem nic nieznaczącym elementem.

Nie mam już marzeń, nie pamiętam prawdziwego życia. Nie pamiętam smaku słodyczy, zapachów innych niż pot, seks, fekalia czy stęchlizna – ten cholerny piwniczny zapach, którego chyba nigdy się nie pozbędę z mojego ciała i włosów.

Czasami do moich nozdrzy wracają zapachy z przeszłości. Pamiętam, że w tamtym życiu wąchałam kwiaty, używałam dezodorantów, mydła, pasty i szczoteczki do zębów, jadłam spaghetti i zupy. Kiedyś miałam godność. Byłam człowiekiem, byłam kimś. Dziewczyną, nastolatką, nawet kobietą. Teraz jestem tylko rzeczą, którą można zepsuć. Jak zniszczą mnie zupełnie, znajdą na moje miejsce kogoś innego.

Leżę na zimnej podłodze. Nie mam siły narzucić na siebie tej podartej szmaty, która ma być moim kocem. Nie mam siły podnieść się i wtopić w brudny, śmierdzący, zawszony materac. Leżę bez ruchu, rozgrzanym gorączką i pokrytym siniakami ciałem chłonąc zimno podłogi. Z ran sączy się krew. Dziwię się, że w moim wycieńczonym organizmie jest jej jeszcze wystarczająco dużo, by serce nadal wybijało swój rytm.

Mówią, że największym potworem na świecie jest człowiek. Tak. Moimi oprawcami są ludzie. Jestem ich ofiarą i chyba nie wytrzymam tego dłużej. Tylko moje ciało zdaje się tego nie rozumieć i nie chce ze mną współpracować.

A ja? Ja już nie jestem człowiekiem. Jestem RZECZĄ, naznaczoną własnościąbestii. Gdybym nie myślała i nie mówiła szeptem do siebie, utraciłabym tę resztę człowieczeństwa, która jeszcze we mnie pozostała. Jestem rzeczą z duszą, z rozumem. Kiedyś miałam nawet uczucia, ale musiałam się ich pozbyć, inaczej oszalałabym. Chociaż może i tak jestem już zdrowo popierdolona.

Słyszę czyjeś pośpieszne kroki. Krzyki. Nawoływania. Jęki. Coś na kształt wystrzałów z broni. Burdy są na tu porządku dziennym. Pewnie zaraz po mnie przyjdą. Nawet gdybym chciała się bać, to już nie potrafię. Mam nadzieję, że dziś wydarzy się to, o czym marzę od bardzo dawna. Być może dziś ktoś zakończy koszmar zwany moim życiem.

Skrzypienie nienaoliwionych zawiasów wyrywa mnie z zamyślenia. Leżę w takim miejscu, że trudno mnie zauważyć. Nikt nie wchodzi do środka. Drzwi pozostają uchylone, do środka wpada tylko broń.

Gdybym była na tyle silna, aby to skończyć, zrobiłabym to bez zastanowienia. Podpełzłabym do niej ostatkiem sił, wsadziła sobie lufę do gardła i…

Zapadam w półsen. Słyszę niewyraźne głosy. Krzyki. Broń. To samo, co przed chwilą.

Gdy obraz odzyskuje ostrość, broń leży tam, gdzie leżała, drzwi są nadal niedomknięte . Podejmuję ryzyko i czołgam się, rozkoszując się bólem panoszącym w każdej komórce mojego ciała. Mimo że od pistoletu dzieli mnie niewielka odległość, pod koniec czuję się, jakbym pokonała dwa maratony. Broń wydaje mi się zimna i niezwykle lekka jak na narzędzie zbrodni. Serce bije mi jak oszalałe. Trzęsącymi się dłońmi wkładam lufę pistoletu do ust. Uśmiecham się do siebie. Nie obchodzi mnie teraz, czy śmierć będzie szybka, czy powolna. Chcę to po prostu zakończyć. Mimo to palce, które mają nacisnąć spust, drżą. Zamieram, moje serce na kilka sekund przestaje bić. Broń mnie zawiodła. Nic się nie dzieje.

Nic się, kurwa, nie dzieje! Coś mokrego spływa po policzkach. Kładę się na podłodze z lufą utkwioną w ustach.

Rzeczy nie płaczą.

To co te zimne, słone łzy robią na moich policzkach?

Udaje mi się doczołgać do drzwi. Wychylam się, a za nimi leży martwy biker. Tego akurat nie znam. Patrzę na niego bez żadnych emocji. Widzę tylko krew, która wypływa z dziury po kuli. Nie robi to na mnie żadnego wrażenia, dla mnie to bezużyteczny trup. Miałam nadzieję zgarnąć od niego ciuchy, ale niestety nie będę miała siły, by je z niego ściągnąć, zresztą są zbyt zakrwawione, bym mogła gdzieś się w nichruszyć. Tak jak wspominałam – nie dość, że martwy, to jeszcze na nic mi się po śmierci nie przyda.

Próbuję wstać. Trzymam się ściany, nogi trzęsą mi się jak młodej sarence, ale cudem mi się to udaje. Posuwam się powoli do przodu, opierając się i co chwila przystając. Idę do łazienki – tam są ręczniki i ubrania, tam może wezmę prysznic, o ile dam radę dojść. Może znajdę jakieś plastry i bandaże. Fajnie byłoby zdezynfekować te największe rany.

Droga zdaje się nie mieć końca. Słyszę jakieś kroki, przytłumione głosy. Muszęwziąć się w garść i przyśpieszyć kroku. Nie pomagają mi zawroty głowy, nie pomaga to, że moje pieprzone nogi zaczynają się uginać pod ciężarem mojego ciała. Serce wali mi jak oszalałe. Wiem, że za chwilę ci ludzie – kimkolwiek są – zejdą na dół i mnie znajdą. Tylko strach może zmusić mnie do działania. Jakimś cudem udaje mi się zamknąć w łazience. Pośpiesznie biorę lodowaty prysznic, powstrzymując jęk bólu, gdy mydło dostaje się do najświeższych ran. Wyglądam okropnie, ale staram się nie zaśmiecać głowy takimi myślami. Nie jestem próżna, ale gdyby ktoś zobaczył na ulicy, w jakim jestem stanie, zacząłby krzyczeć z przerażenia. Mimo wszystko tli się we mnie głupia nadzieja, że uda mi się uciec i zacząć życie od nowa, z dala od tego syfu. Mimo wszystko chcę żyć, z dala od tych bestii. Nie chcę już, by mnie krzywdzili. Robili to wiele razy. Zbyt wiele…

Ubieram się w jakieś dresy, włosy związuję w niezdarny kok. Robię to na siedząco, mimo że ból tyłka jest uciążliwy i trudny do zniesienia. Wzięłam już kilka tabletek przeciwbólowych. Palące pragnienie ugasiłam pod prysznicem.

Wychodzę z łazienki na bosaka. Nie słyszę już głosów – tylko ryk silników odjeżdżających motocykli oraz niepokojący syk, jakby ognia. Do moich nozdrzy dociera smród dymu i siarki. Wracam do łazienki, namaczam ręcznik i owijam nim głowę. Mimo że nie mam siły, biegnę. Dla mnie to prawdziwy sprint, chociaż dla obserwatora byłby to zwykły chód. Adrenalina dodaje mi energii, krew szybciej krąży w moich żyłach. Na szczęście drzwi są otwarte i udaje mi się wejść na parter. Sytuacja nie wygląda dobrze, wszędzie widzę języki ognia. Docierają do mnie ciche pojękiwania zmieniające się w przerażające krzyki. Czuję dreszcz obrzydzenia przechodzący mi wzdłuż kręgosłupa. Cała się trzęsę. Wpadam w panikę. Nie chcę spłonąć żywcem! Chcę jak najszybciej znaleźć wyjście!

Udaje mi się zlokalizować najbliższe drzwi, jednak nie mogę ich otworzyć. Albo są zablokowane, albo zamknięte od zewnątrz. Próbuję otworzyć okno. Ogień jest coraz bliżej, moje płuca nie funkcjonują już tak, jak powinny. Jakimś cudem otwieram okno i resztką sił wydostaję się na zewnątrz.

Kaszlę, walcząc o każdy oddech, ale muszę się podnieść i przejść jeszcze kawałeczek. Powieki ze zmęczenia opadają. Słyszę za sobą jakiś wybuch. Coś gorącego i ciężkiego spada na moją nogę. A jednak tu zginę! Już prawie udało mi się uciec, ale zaprzepaściłam swoją szansę. Nic nowego. Cała ja. Jak jest coś do spartolenia, to zgłaszam się na ochotnika! A ja chciałam tylko zacząć żyć jak inni ludzie.

Nagle czuję, że ciężar i gorąc z mojej nogi znikają, a czyjeś silne dłonie odciągają mnie od żaru. Nie mam siły na nic. Ciemność i brak czucia są zbyt kuszące, by się im nie oddać…

Docierają do mnie jakieś urywki rzeczywistości, chociaż nie wiem, czy to nie są wytwory mojego chorego umysłu. Ja przecież nie wierzę w życie po śmierci! Dlaczego nie palę się na piekielnym stosie? Zasłużyłam przecież!

Słyszę czyjeś głosy. Czuję uderzenie w twarz. Próbuję otworzyć oczy, ale powieki są zbyt ciężkie. Znowu jakieś dźwięki. Może to jakieś słowa, ale dla mnie są niezrozumiałym bełkotem. Czuję, jak żołądek podchodzi mi do gardła, udaje mi się przechylić na bok, gdy moim ciałem wstrząsają torsje. Nie mam siły. Ból pali całe moje ciało. Jest mi zimno i gorąco, czuję przejmujące dreszcze. Przez chwilę wydaje mi się, że latam, ale nie... Przecież rzeczy nie latają.

Czuję się bezpiecznie, jak w ramionach ojca, gdy budziłam się z sennych koszmarów. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak się czuję. Nie docierają do mnie żadne znane mi zapachy. Ze zdumieniem zdaję sobie sprawę, że nie czuję zimna. Chyba mam na sobie ubranie. Jednak jestem zbyt zmęczona, by otworzyć oczy czy się poruszyć. Znów spadam w dobrze znaną mi ciemność. Może to właśnie dzięki niej czuję się bezpiecznie? Gdy się jej oddaję, potwory znikają, tak jak wszystko inne.

Pamiętam, miałam dziesięć lat,.ojciec był jeszcze w miarę rozsądnym człowiekiem i w jakimś stopniu udawał, że mu na mnie zależało. Czasami dostawałam nawet od niego prezenty, chociaż o urodzinach zawsze zapominał. A może pamiętał, tylko nie chciał ich świętować? Nie wiedziałam wtedy, nie wiem też teraz, jednak, znałamto spojrzenie pełne smutku i bólu, które rzuca mi coraz częściej. Tak jak coraz częściej pojawia się w domu pijany w trzy dupy – nie potrafi nawet trafić do łóżka, zasypiał w dziwacznych pozycjach, w różnych miejscach.

Już wtedy wiedziałam, że część pieniędzy, które przynosi do domu, musiałam chować, by przeżyć kolejne dni, tygodnie i miesiące.

Wtedy miał dobry dzień, był radosny, jakby dla odmiany coś mu się w końcu udało. Nie był pijany, siedział na schodach przed domem i palił papierosa. Powiedział, że w końcu się odbijemy od dna. Zabrał mnie na zakupy, kupił nowe ciuchy – nie takie z lumpeksu, tylko nowiutkie, prosto ze sklepu, z metką. Byłam za mała, by martwić się, skąd miał pieniądze – cieszyłam się chwilą beztroski. Chwilą, gdyojciec starał się być porządnym i przykładnym tatą. Gdy jego ramiona oznaczały ciepło, bezpieczeństwo i dom. Nie było takich momentów zbyt dużo, ale bardzo je lubiłam i szanowałam.

W tamtym czasie kupił mi łańcuszek i zawieszkę z pierwszą literą mojego imienia. Nosiłam ją dumnie każdego dnia. Chciałam pokazać wszystkim, że mój tata mnie kocha, że się zmienił, że jest dobrym człowiekiem, tylko lekko zagubionym.

Idylla trwała kilka miesięcy. Stary ojciec wrócił, gdy pieniądze się skończyły, a do domu zaczęli przychodzić podejrzani ludzie. Gdy tylko ktoś pukał lub dzwonił do drzwi, chowałam się w swoim pokoju i zamykałam sięna klucz. Nie wychodziłam nawet do łazienki, wolałam wysikać się do miski, niż mieć do czynienia z tymi typami. Przestałam się czuć w swoim domu bezpiecznie. Tak naprawdę nigdy się tam tak nie czułam. Tylko w te nieliczne dni, gdy ojciec nie był pijany i starał się być tatą, wracało dobre wspomnienie o bezpieczeństwie.

Jeśli nie będzie bólu i cierpienia, jeśli nie będzie nękania i doprowadzania do granicy życia i śmierci, to prawdopodobnie będzie dobre życie. Tylko co, jeśli znów, od początku, będę przeżywać po raz kolejny to, co mnie spotkało i o czym próbuję zapomnieć?

Muszę sobie uświadamiać, że przecież jestem tylko rzeczą. Niczym więcej. A rzeczy nie mają takich umiejętności jak zapominanie, rzeczom ciągle przypomina się, jaką pełnią funkcję i gdzie jest ich miejsce.

Nie wiem, czy potrafię wskazać najgorszy moment w moim życiu. Było ich całkiem sporo. Nie potrafiłabym teraz wymienić tego, który odcisnął na moim umyśle największe piętno. Wszystko zaczęło się od dnia, w którym Czacha na moich oczach zabił mojego ojca. Ja miałam być rekompensatą za jego długi, jego własnością. Po pierwszej próbie ucieczki stałam się rzeczą. I tak byłam traktowana.

Długo trwało, zanim mnie złamali. Udało się im to dopiero po mojej pierwszej ucieczce. Pierwszej i niestety jedynej. Nie odważyłabym się uciec od nich nigdy więcej. Te potwory w ludzkiej skórze gotowe były mnie oskalpować i sprawiać żebym cierpiała jak najfdłużej i nabardziej. Te gnoje kochały ból. Szczególnie mój. Bo, jak mawiali, miałam większe jaja niż oni.

Mam wyższy próg bólu i mocniejszy umysł niż niejeden „twardziel”. Do pewnego czasu stanowiłam dla nich rozrywkę i wyzwanie. Przez to chyba sama uznałam, że ja i mój ból to duet nierozłączny. Ból pokazywał mi, że żyję, że może jestem ich rzeczą, ale żyję. Nie, nie mam godności. Nie znam już tego słowa. Zabrano mi ją i nigdy nie zwrócono.

istoria zaczyna się tak naprawdę od momentu, w którym dowiedziałam się o ciąży i o tym, że moje dziecko, nawet jeśli donoszę tę ciążę do końca, urodzi się martwe lub będzie żyło tylko kilka minut. Gdyby dotarło to do Czachy, sprałby mnie na kwaśne jabłko i pewnie w ten sposób pomógłby mi pozbyć się problemu. A jeśli nie mógłby zrobić tego sam, to przekazałby instrukcje Czarnemu.

Czarny. Skurwysyn jakich mało. Gdyby żył w strukturach mafijnych, najpewniej sprawowałby urząd egzekutora. Pojebany świr, najbardziej ze wszystkich. Tortury – był ich mistrzem, a krzyki biedaków, którym sprawiał ból, doprowadzały go do euforii, do nirwany. Pieprzony psychopata, level master. Największy z nich wszystkich: ogrom mięśni,siły, iskurwysyństwa jednocześnie w związkucpantoflarzjakich mało. Dolores rządziła nim, jak chciała, dopóki się nie wkurwiła i nie próbowała go otruć. Potem to on otruł ją. Ale w tym wszystkim maczał paluchy Czacha. Di zginęła nie dlatego, że chciała otruć swojego bikera, tylko dlatego, żeCzacha zapłacił tej klubowej dziwce kupę forsy, by podawała Czarnemu rarytasy z trucizną w środku.

Jasne, był czas, kiedy naiwnie myślałam, że ten pojeb mi uwierzy, i próbowałam wytłumaczyć mu, że Czacha go zmanipulował, ale do niego prawda nie docierała. A może nie chciał, żeby dotarła, bo to, co zrobił – bez powodu zabił swoją ukochaną– mogłoby wstrząsnąć nawet takim skurwysynem. Zniszczyć go. A jego przecież nie mogło to spotkać. To jego zadaniem było niszczyć. Do tego się nadawał, tak samo jak pozostali z tego cholernego klubu.

Gdyby tylko ojciec oddał im pieniądze i nie był winien miliona przysług, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Ale ono było moje, to moje klocki, moja piaskownica. Może przeoczyłam swoją szansę na normalność? Znaleźli się przecieżludzie, którzy chcieli mi pomóc, tylko że ja się bałam. Bałam się tej pomocy, ich zaangażowania i konsekwencji, które mogłyby okazać się dla nich bolesne. Nie chciałam nikogo narażać na jakiekolwiek nieprzyjemności z ich strony. Wystarczy mi przekonanie, że nie potrafiłam pokierować swoim życiem. Nie miałam zamiaru nikogo do tego mieszać, ale nieświadomie prawdopodobnie znów to zrobiłam. Cokolwiek się stało przed moją drugą ucieczką, nie było przypadkiem. Ktoś na nich zapolował. I wtedy upolował mnie.

Nie wiem, co jest gorsze w tym momencie – zamknięcie w samej sobie bez możliwości wyjścia i stawienia czoła rzeczywistości czy wybudzenie się z letargu, w którym się znajduję, i poznanie tego kogoś, kto chyba… uratował mi życie.

Boję się potworów, bo one zawsze kryją się w ludzkiej skórze!


miast

Deixe A.R.Kattana saber o que você pensou sobre este capítulo!

Outras Recomendações

𝐌𝐄𝐔 𝐎𝐁𝐋í𝐐𝐔𝐎 𝐏𝐑𝐀𝐙𝐄𝐑

mariana: maravilhosa, é uma coisa exótica, mas te prende do começo ao fim. eu indiquei para amigos, por ser tão boa

Leia Agora
Imparável Destino

Maria Fernanda: Há um bom tempo que estou à procura de um livro no qual a protagonista tem uma boa personalidade e senso de humor, a forma como ela consegue dizer e pensar coisas engraçadas mesmo em situações BEM complicadas é admirável. Sobre as coisas que não gostei, na verdade, eu não consigo pensar em nada, tal...

Leia Agora
OBSESSIVO - Parte 1

Tamina Dant: Estou adorando esse triângulo amoroso... eu entendo que ninguém tem nada sério com ninguém, mas a Jade respeitou o ethan enquanto eles saíam, o lance com o pai dele foi nos intervalos de quando o próprio ethan fazia merda... o magnus sempre prioriza ela, mesmo que saia com outras para respeitar o re...

Leia Agora
Código alfa

Sandra: D tirar o fôlego,ela deveria dar a volta por cima ser mãos ousda

Leia Agora
Sr. Blackwood

DANIELA MARIA: Gosto dos personagens, embora acho que tema alguns erros de continuidade. A idade dela não bate com a experiência profissional, por exemplo

Leia Agora