ROZDZIAŁ 01
W końcu wreszcie nadeszła dla Park Ji-Sunga upragniona przez niego noc. Noc, kiedy nie będzie musiał następnego dnia zrywać się prawie o świcie, aby tylko przygotować się na durne zajęcia. A co za tym idzie, w końcu będzie mógł się porządnie wyspać, czego ostatnimi czasy mu mocno brakowało.
Po tym wszystkim, co się parę dni temu wydarzyło, co nadal było dla niego kompletną zagadką. Nie ważne, z której strony, by na to biedny spoglądał, co mocno go irytowało. Tym bardziej że jego błogi sen nie trwał zbyt długo z pewnego niedorzecznego powodu. Powodu, którego nie był w jeszcze rozwikłać, co go nie napawało optymizmem.
Zważywszy, że ledwo co — według niego — przyłożył głowę do poduszki. Stąd nie miał ochoty wstać dzisiaj tak wcześnie rano, ale coś zaczynało mu nie pasować. Nie wspominając o tym, że nie mógł przejść obok tego czegoś obojętnie. Bo za bardzo zaczynało go to irytować i denerwować zarazem, tego był w stu procentach, pewny.
Chociaż z początku Ji-sung sądził, że tulił się do czegoś ciepłego oddychającego i twardego zarazem. Co raczej, nie podchodziło pod gatunek jego pluszowego misia, z którym od kiedy pamiętał się, nie rozstawał. Od momentu, kiedy dano, mu było żyć w świecie, które diametralnie różniło się, od którego tego znał.
Tym bardziej że jego własny pluszowy miś raczej, by go nie obejmował, tego był w stu procentach, pewny! A to dlatego, że to było niewykonalne, więc w takim razie musiało być to coś zupełnie innego. Pomijając jego najdroższego współlokatora, z którym aktualnie dzielił pokój.
Bo jego współlokator o imieniu Renjun pojechał na weekend w odwiedziny do swojej rodziny. A co za tym idzie, nie mógł być to on we własnej osobie, chociaż mógł się co do tego jednak mylić. W takim razie, jeśli nie był to Renjun, bo któż inny mógłby to teraz robić?
Na pewno niesłodki magiczny kotek, który od paru dni był jego kompanem. Chociaż i tego nie mógł być na tę chwilę w stu procentach, pewny, z powodu tego, że nadal miał zamknięte oczy. Z drugiej strony, Ji-sung słyszał o takich przypadkach, że zmieniają formę.
Jednak takie przypadki nie trafiały się tak często, bo mało kto o nich słyszał. Więc tym bardziej było mało prawdopodobne, aby ten, którego wtedy uratował, miał taką właśnie zdolność. Bo gdyby go miał, to pewnie już, by o tym wiedział, tego był w stu procentach, pewny.
Stąd Ji-sung sądził, że jego kochany mózg płata mu po prostu figle i nie było to realne. Jednak podczas tego, jak z każdym momentem jego dłoń odkrywał dalszą część tego. Co mu się wydawało, snem coraz bardziej go zaczynało niepokoić. I coraz bardziej miał ochotę otworzyć oczy i sprawdzić co tak naprawdę było grane.
A to dlatego, że w dotyku lekko przypominało futerko kota, ale zarazem nim, jednak nie było. W takim razie, czym to było aktualnie? Jednak nadal nie miał zamiaru otworzyć oczu, bo przypuszczał, że jeśli to zrobi, to widok, który zastanie, wcale mu się nie spodoba. Tym bardziej że z każdym ruchem jego ręki, słyszał coraz głośniejsze pomrukiwania.
Co już w ogóle skonfundowało Ji-Sunga, który z każdą chwilą coraz większy mętlik w głowie miał. Gdyby ktoś, by go wcześniej uprzedził, pewnie teraz, by tego wszystkiego nie przechodził. Tylko to przychodziło mu do głowy na tę chwilę, co i tak nie było idealnym rozwiązaniem.
Zważywszy, że zdawał sobie sprawę z tego, że wcześniej czy później i tak będzie musiał otworzyć ponownie oczy. Bo nie będzie w stanie i tak ponownie zasnąć, nie zdając sobie sprawy z tego, że już nastał kolejny dzień. Jednakże to, co za chwilę miało się wydarzyć, jeszcze mocniej miało go zszokować.
O czym, za chwilę miał dopiero się dowiedzieć i co tylko jeszcze bardziej wprawi w szok. Z rozmyślań w końcu wyciągnął go głos, którego jak najbardziej się nie spodziewał. W sumie, gdyby się spodziewał, to by się tak nie przestraszył, prawda? Tego był w stu procentach, pewny.
── Mmm... Chcę jeszcze, nie przestawaj... ── do czasu, kiedy do jego ucha dotarł męski głos, który niemało go wystraszył, i to wcale nie na żarty.
Tym bardziej że na samym początku miał wrażenie, że jednak mu się przesłyszało. Bo nie było mowy, aby poza nim na tę chwilę znajdował się z nim w pokoju, w tym samym momencie. A co za tym idzie, skąd ten głos dochodził, kiedy był sam? Do czasu, kiedy ponownie usłyszał ten sam głos, który spowodował, że powoli jego zmysły wracały na swoje prawowite miejsce.
A co za tym idzie, chwilę mu zajęło, nim zdał sobie sprawę z tego, że musiał on należeć do jego słodkiego kotka. Bo jeśli nie należał on do człowieka, to musiał należeć do kota, bo innego wytłumaczenia na to nie widział. Co jeszcze mocno go skołowało, bo i tak nieco on mu nie pasował.
A to dlatego, że według niego wydawał się on nieco głębszy w tonie, niż jak zazwyczaj. Tym bardziej że dalej słyszał, jak on mruczał z zadowolenia, co jeszcze bardziej go skonfundowało. Wszystko jeszcze byłoby dobrze, gdyby jego nie zaczął badać jego umięśnione ciało, którego kot normalnie nie posiadał w takim wydaniu.
Gdyby nie zaczął tego robić, zapewne jego dłoń nie wsunęła się pod kołdrę i nie zaczęła dotykać czegoś, czego jak na razie dotykać nie chciał. A tym bardziej jego umysł nie był w stanie przetrawić nazwy tego czegoś, co właśnie dotykał. Chociaż sam to również między nogami posiadał i zaczęło reagować na jego dotyk.
Jednak w porównaniu z jego, było nieco dłuższe, co go trochę zirytowało. Nic dziwnego, że serce zaczynało walić Ji-Sungowi jak oszalałe i zarazem cieszył się w głębi duszy, że jego współlokatora nie było w pokoju. Z drugiej strony, gdyby on był to już dawno, pewnie narobiłby sporego rabanu.
Chcąc nie chcąc, sam dotyk mu nie wystarczał, bo w taki sposób nie mógł stwierdzić, kim ta osoba była. Musiał w końcu otworzyć oczy, aby przekonać się, czy jego zmysły nie płatały mu figla. Nie wiedzieć, czemu, jednak nie chciał ich za żadne skarby otworzyć. Bo był pewny, że wówczas z jego ust wydobędzie się pisk, którego wolał jednak nie wydawać.
Przez jego wewnętrzną walkę ze sobą samym podświadomie jego palce skrupulatnie tę osobę badały. Co powodowało u niego coraz większą konsternację, bo się tego sam po sobie nie spodziewał, co było mocno zrozumiałe. Z czego, jak wiadomo, nie był zbytnio zadowolony.
── Proszę, tylko nie tutaj! To za bardzo jest stymulujące i je będę w stanie się opanować! Nie miałem pojęcia, że jesteś taki niewyżyty, nie spodziewałem się tego po tobie! ── odezwał się ponownie, zarazem mając dość podekscytowany ton głosu, co było bardzo zrozumiałe, że tak, a nie inaczej zareagował.
A Ji-sung poczuł pod jego palcami jak jego penis, tak penis zaczynał być twardy z każdą chwilą coraz bardziej. Co dawało mu do zrozumienia, że jest w paskudnym położeniu, jeśli zaraz czegoś nie zrobi. Nic więc dziwnego, że raptownie z tego właśnie powodu otworzył oczy. Co tylko jeszcze bardziej wprawiło go w popłoch i przerażenie, którego nie był w stanie opanować.
Nic więc dziwnego, że po tym szybko zabrał z tego miejsca swoją dłoń. A to dlatego, że aktualnie obmacywał nagiego chłopaka, o złoto-bursztynowych oczach. Okraszonych długimi rzęsami, o kolorze takim samym jak brwi i nieco dłuższymi włosami, czyli blond. Nie wspominając, jego o jasnej karnacji i kocich uszach i ogonie.
── Ach!!! ── pisnął po chwili niekontrolowanie na ten widok Ji-sung, co było mocno pod tym względem zrozumiałe.
Aby w panice przeturlać się na drugą stronę łóżka, lądując z piskiem na podłodze. Przez sekundę sądził, że musiał porządnie oberwać, bo za żadne skarby nie przypominał sobie. Aby z jakimś chłopakiem szedł do łóżka, tego był w stu procentach, pewny. Nic więc dziwnego, że spojrzał się na siebie, aby ujrzeć, że był w pełni ubrany w swoją różową piżamkę w kotki.
Na ten widok, odetchnął z ulgą, ale zaraz jego wzrok padł na twarz, która mu się dość uporczywie przyglądała. A należała do tego chłopaka, który nie bardzo wiedział, co ma myśleć na temat jego zachowania. Na co wcale mu się nie dziwił, bo tak samo, by pomyślał, gdyby był na jego miejscu.
Nie odezwał się ani jednym słowem, ale po ruchach uszu i ogona mógł wywnioskować, że porządnie go zaskoczyła jego reakcja na jego widok. Tak jakby pierwszy raz go na oczy widział, co aktualnie było najszerszą prawdą. Ale po jego minie mógł jeszcze domyślić się, że nie był to ich pierwszy raz, kiedy się spotkali.
A co za tym idzie, to była jego wina, że go nie poznał. Chociaż dalej siedział na durnej podłodze, nie mając zamiaru, jak na razie się z niej ruszyć.
Tym bardziej że dopiero dotarło do niego, że ów chłopak właśnie siedział na jego łóżku po turecku. Nie zwracając uwagi na to, że takim sposobem jeszcze bardziej świecił tym, czym nie powinien. O czym jak zapewne nie zdawał sobie sprawy, bo gdyby zdawał, to by tak nie siedział.
Przez co, nawet Ji-sung mógł oszacować jego rozmiar penisa, do czasu, gdy zdał sobie sprawę z tego, na czym się skupił. Dlatego też postanowił się odezwać, bo przecież wcześniej czy później i tak musiał to zrobić. Z czego nie był zbytnio zadowolony, ale innego wyboru pod tym względem nie miał.
── K-k-kim, t-ty jesteś i co robisz w moim pokoju, w moim łóżku kompletnie nagi?! ── pisnął po chwili Ji-sung, robiąc się powoli czerwony na twarzy, mając cichą ochotę schować się gdzieś i stamtąd więcej już niewyjść.








