Halloween #02: Parada śmierci by † ៣០៣០ ⛓ at Inkitt
Customize readability
Aa

Halloween #02: Parada Śmierci

Summary

Gdzie [ T/I ] rozpoczyna swoją nową drogę życia w noc pełnych strachów. Od której powrotu już nie ma i pozostaje jej tylko brnąć do przodu prowadzona przez tego, od którego to wszystko się zaczęło. A nuż uda się jej to wszystko odkręcić i wrócić do poprzedniego życia?

Status
Complete
Chapters
5
Rating
n/a
Age Rating
16+

01

„𝕆𝕗 𝕔𝕠𝕦𝕣𝕤𝕖 𝕚𝕥’𝕤 𝕠𝕓𝕧𝕚𝕠𝕦𝕤 𝕥𝕙𝕒𝕥 𝕀’𝕞 𝕕𝕖𝕒𝕕”

Gdyby [T/I] przypuszczała, że to tak się wszystko potoczy, pewnie, by nosa z domu nie wystawiła. Jednakże już było za późno i nic na to poradzić już nie mogła. Tak naprawdę ten dzień zapowiadał się dla niej jak każdy inny. Chociaż zwykle nie lubiła tego całego „Halloween”, ale dała się namówić swojej przyjaciółce, aby poszły na tę jedną i jedyną imprezę.

— Jakaż ja byłam głupia… — mówiła do siebie [T/I], przysiadając na jednym z cmentarnych nagrobków.

Nadal tak naprawdę, nie mogąc zrozumieć, co tak właściwie się stało. Jej wspomnienia były pogmatwane, ale ból w jej całym ciele był jak najbardziej prawdziwy. W takim razie, jakim cudem „żyła”, kiedy słyszała, że jest odwrotnie? Chociaż i tego w stu procentach nie mogła być pewna.

Czy jednak żyła, czy jednak było odwrotnie, niż myślała. Niczego już [T/I] pewna już być nie mogła, i to ją najbardziej dobijało. Chciała płakać, ale żadne łzy nie spływały po jej policzkach. Poza bólem nie czuła żadnej innej zmiany w swoim ciele. Co nie oznaczało, że mogła teraz być po prostu duchem.

Nic więc dziwnego, że aż musiała dotknąć palcami prawej ręki, czy może dotknąć nagrobka, przy którym przysiadła. Jej drobne palce dotknęły kamienia, odczuwając jego chropowatą powierzchnię. Jednak czy był on zimny, czy ciepły tego jednak określić nie była w stanie. Jej dłoń nie przeleciała na wylot przez niego, co znaczyło, że jednak duchem nie była. A co za tym idzie, mogła z tego powodu odetchnąć z ulgą, że nim nie była.

— Jeśli nie jestem duchem, to w takim razie, czym jestem? — mruknęła pod nosem [T/I], zastanawiając się dalej, na tym, czym mogła być.

Nic, jednak do głowy jej nie przychodziło, bo dalej miała poniekąd jakąś w niej pustkę. Część wspomnień w niej była, a część, jakby wyparowała. To było dość dziwne wrażenie, ale wiedziała, że niebawem wszystko wróci do normy. Powoli zaczynało docierać do niej, że mogła stać się wampirem albo zombie. Tylko to przychodziło jej do głowy, co jeszcze bardziej potęgowało mętlik w jej głowie.

— Zombie mogę skreślić z listy, bo gdybym nim była to teraz bym się nad tym nie zastanawiała! — zauważyła po chwili [T/I], zdając sprawę z tego, że teraz na ten temat, by nie rozmyślała.

Westchnęła ciężko i zaczęła zastanawiać się, co ma dalej robić. Na pewno nie mogła wrócić do domu, tego była w stu procentach pewna! Dla rodziny była już martwa i nie chciała zawracać im głowy. Jeszcze, by ściągnęli policję, egzorcystów i tak dalej, gdyby ją ujrzeli na ich progu. Nie była z tego [T/I] zadowolona, bo z powodu wyglądu nie mogła spokojnie wędrować po ulicy. Jeszcze, by jej brakowało, aby policja ją zwinęła i kazała podać namiary na rodzinę.

— I co ja mam teraz dalej robić? — mruknęła pod nosem [T/I], bo na pewno nie mogła tutaj bez celu siedzieć.

Przecież wcześniej czy później i tak ktoś ją tutaj zauważy, a tego chciała jak najbardziej uniknąć. Znowu westchnęła ciężko, nim zwróciła swój wzrok w kierunku ciemnego nieba. Księżyc od dłuższej chwili figurował na niebie, oświetlając jej samotną figurę. Mętlik w głowie powoli ustępował, a wspomnienia powoli do niej powracały. Co było [T/I] na rękę, ale zarazem na nic one jej się będzie, nie zdawały. Przypomniała sobie jak się nazywała i jak się w tym miejscu znalazła.

— I tak, nikt mi nie uwierzy, bo sama w to nadal nie wierzę… — powiedziała pod nosem [T/I], bo taka jednak była prawda i nic na to poradzić nie mogła.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzyłby jej, że ją uratował wampir przed śmiercią. Bo jak by nie patrzeć, wampiry nie istnieją, więc w takim razie, kto jej pomógł? Z każdą chwilą coraz większy miała [T/I] mętlik w głowie i jak na razie nie widziała nikogo, kto, by mógł rozwiać jej wątpliwości. Westchnęła po raz kolejny, powoli, tracąc poczucie czasu pod tym względem.

Powoli przetrawiała to, co powróciło do jej głowy, bo za dużo tego naraz było. Wychodziło na to, że to miała być impreza jak każda. A bardziej, była to impreza z okazji jej urodzin. Nikt wówczas nie spodziewał się tego, co się jakiś czas później wydarzy. Mętnym wzrokiem, spojrzała się w kierunku nagrobka, na którym widniało jej imię i nazwisko. Doskonale wiedziała, że dzisiaj jest Halloween, na który tak bardzo wyczekiwała.

— A tak na marginesie, jakim cudem znalazłam się na cmentarzu i kto w takim razie znajdował się na moim miejscu w trumnie? — zauważyła po chwili [T/I], zdając sobie sprawę z tego, że jeśli ona teraz tu była to nie mogła być tam tego była w stu procentach pewna.

Albo trumna po prostu była pusta, a co gorsza, spopielili ciało, które nie należało do niej. Tak czy inaczej, nie mogła ot, tak wstać i skierować się w stronę jej rodzinnego domu. Tym bardziej że nie wiedziała, na jakim cmentarzu się znajdowała. Więc nie było mowy, aby mogła ot, tak wrócić. A co za tym idzie, gdzie się miała obecnie podziać?

To było dobre pytanie, bo [T/I] nie miała bladego pojęcia. Kiedy właśnie to do niej dotarło, z ciemności zaczęły się wyłaniać pięć czarnych istot. Na tę chwilę nie była w stanie, dociec, kim owe istoty były. Z powodu tego, że księżyc, jak na złość zasnuł się ciemnymi chmurami, które znikąd się pojawiły. A które uniemożliwiały jej spoglądanie na to, co ją aktualnie otaczało, z powodu ciemności.

„𝕀𝕥’𝕤 𝕒 𝕡𝕒𝕣𝕒𝕕𝕖 𝕗𝕚𝕝𝕝𝕖𝕕 𝕨𝕚𝕥𝕙 𝕓𝕖𝕒𝕤𝕥”.

Tak jakby, księżyc nie chciał za wszelką cenę ujawnić, tego, kim oni są. Jednak [T/I] mogła stwierdzić, że jedna z nich miała na sobie spódnice lub sukienkę. A co za tym idzie, nie mogła stwierdzić, w co ta osoba była ubrana. Chociaż reszta nich, ubrana była nie lepiej, pod tym względem, bo również dociec nie była w stanie, w co byli ubrani.

— Chyba coraz gorzej ze mną… — mruknęła pod nosem [T/I], mając nadzieję, że to jednak sen i się ona z niego obudzi.

Bo w jej umyśle zaczęły przemykać słowa i zdania, których za grosz nie rozumiała. A, tym bardziej że one wcale nie należały do niej! Tak, czy, spoglądała skołowanym wzrokiem [T/I] owe istoty, wyłoniły się z ogarniającej ich ciemności. Ten widok był, aż za bardzo niesamowity, aby, cokolwiek mogła zrobić.

To działo się za szybko, aby jej mózg mógł to zarejestrować. Normalnie powinna się bać, ale nie wiedzieć, czemu tak wcale nie było. Czuła się tak, jakby te istoty znała i wiedziała, że nie musiała się ich obawiać. Dlatego nie ruszyła się z tego miejsca, tylko czekała, aż się oni zbliżą. Nie wiedzieć, czemu, ale wiedziała, że tylko oni będą mogli odpowiedzieć na męczące ją pytania.

„𝔼𝕧𝕖𝕟 𝕚𝕗 𝕀 𝕒𝕨𝕒𝕜𝕖𝕟 𝕗𝕣𝕠𝕞 𝕞𝕪 𝕕𝕣𝕖𝕒𝕞𝕤, 𝕥𝕙𝕖𝕪 𝕟𝕖𝕧𝕖𝕣 𝕖𝕟𝕕”.

— Gorzej już być nie mogło, prawda? — pomyślała po chwili [T/I], bo i tak poniekąd pogodziła się z jej obecną egzystencją.

Nim na nowo księżyc wyłonił się zza chmur, oświetlając nie tylko ją, ale i tych, którzy się do niej zbliżali. Początkowo [T/I] nie bardzo ich widziała, jakby coś jej, w tym przeszkadzało. Przez co zaledwie widziała czarne sylwetki, z każdą chwilą coraz bardziej się powiększające.

Zamrugała ze dwa razy, aby upewnić się, czy dobrze widzi. Bo co do tego nie była w stu procentach pewna, i to ją mocno zdenerwowało. Czuła się niekomfortowo, bo nie wiedziała, co będzie z nią dalej. Na pewno wrócić do domu już nie mogła, więc w takim razie, gdzie miała się podziać?

Patrzyła, jak te czarne istoty stworzone z cienia zbliżały się do niej z każdą chwilą. A im bardziej się zbliżały, tym bardziej ciemność je opuszczała. Co jak wiadomo było niedorzeczne, ale taka właśnie była prawda! [T/I] nie miała zielonego pojęcia, czego chciały te istoty od niej. Co nie napawało ją optymizmem, ale nic na to poradzić już nie mogła. Teraz tylko pozostało jej jedynie czekać, aż się do niej zbliżą.

— Może uda mi się czegoś od nich dowiedzieć? — pomyślała po chwili [T/I], mając nadzieję, że uda się do nich zagadać.

Księżyc raz po raz to chował się i wyłaniał zza chmur. Przez co nadawał jeszcze mroczniejszego znaczenia, niż się jej wydawało. W kompletnej ciszy przyglądała się, co się dalej wydarzy. Bo tak naprawdę nie znała [T/I] ich intencji. Więc musiała trzymać się na baczności, co nie było takie proste, jak się jej wydawało.

A to dlatego, że zaczęła mieć wrażenie, że gdzieś już te osoby widziała. Jednak na tę chwilę nie była w stanie przypomnieć sobie skąd. Co jeszcze bardziej ją irytowało, ale nic na to poradzić nie mogła. Początkowo zachowywali się tak, jakby jej nie zauważali, bo byli zajęci rozmową między sobą.

O czymś ostro dyskutowali, ale o czym tego już nie wiedziała. Chociaż miała wrażenie, że poniekąd zdawała sobie sprawę z tego, o czym lub o kim rozmawiali. Aż się z tego powodu nie wiadomo, dlaczego wzdrygnęła. A i zimno przeszło po całym jej ciele, którego zatrzymać nie była w stanie.

Powoli miała ochotę podnieść się z miejsca i wziąć nogi za pas i uciec z tego miejsca. Chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli to zrobi, to jeszcze bardziej zwróci na siebie ich uwagę. A co za tym idzie, lepiej było, jak została w miejscu, w którym była. Z każdą chwilą coraz bardziej miała mętlik w głowie i potrzebowała kogoś, kto, by odpowiedział na jej pytania.

Let † ៣០៣០ ⛓ know what you thought about this chapter!
Love this

0

Love this

Funny

0

Funny

Spicy

0

Spicy

Suspenseful

0

Suspenseful

Emotional

0

Emotional

Profound

0

Profound

Heartwarming

0

Heartwarming

Shocking

0

Shocking

Good Writing

0

Good Writing

Compelling Plot

0

Compelling Plot

Great Character

0

Great Character

Strong Dialog

0

Strong Dialog

Further Recommendations

Die Wölfe von Welby

Silvia: Sehr gut geschrieben. Spannend von Anfang an. Lustig und doch fesselnd zugleich. Hoffe es geht gut aus für sie.

Read Now
A Blessing in Disguise

Miriam0011: Hi there! I really enjoyed reading your story, it was both interesting and well written. Your style feels very natural and easy to connect with. Do you usually write in this genre, or do you explore others as well?

Read Now
Stripped Shadows

Daydreamerin: Ziemlich zum Anfang meiner Anmeldung, hatte ich diese Geschichte auf dem Schirm und dann irgendwie aus den Augen verloren. Glücklicherweise gibt es genügend öffentliche Leselisten, wo man solche Schätze wiederfinden kann.Es hat mich nicht nur einen ganzen Sonntag gekostet zu lesen und mitzufiebern u...

Read Now
Exile in Flames

Star Enterprises: i really liked the story the plot was good butthe fight between eros and the orien was too small cnsidering the build up of their powers they were defeated very easily... other than that the love story plot was very nice and so is the story but in between the narration was a bit confusing but overal...

Read Now
Les fondations du Désir - Tome 1

fanny: Super histoire, quelques coquilles à revoir

Read Now
Bloodlines

Saraa: Your story has become one of my favorites. I love how you developed the characters over time. Are you already working on another story, or do you have any ideas for future projects?

Read Now
Bear Roberts

aniya: I read your story its litreally amazingi couldn't stop reading

Read Now
An Irish Match

Saraa: Your story has become one of my favorites. I love how you developed the characters over time. Are you already working on another story, or do you have any ideas for future projects?

Read Now
Graves Lost Daughter

Gillian: Truly loved this story. It had me smiling, crying and smiling again. I love how each of the characters grew stronger, emotionally. And I definitely fell in love with Gabe.

Read Now