Aksamitny Cień #04: Urodzinowa Niespodzianka by † ៣០៣០ ⛓ at Inkitt
Customize readability
Aa

Aksamitny Cień #04: Urodzinowa Niespodzianka

Summary

Gdzie Sakura miała w gdzieś docinków jej znajomych i wyjawia prawdę o tym z kim się związała... Tym bardziej, że jej ukochany kompletnie zapomniał o jej urodzinach, ale czy na pewno?

Status
Complete
Chapters
8
Rating
n/a
Age Rating
16+

ROZDZIAŁ 01

Pogoda, od samego ranka nie napawała Sakurę optymizmem. Chociaż jeszcze wieczorna pogoda w telewizji mówiła co innego. Miała nadzieję, że chociaż w jej urodziny, które miały miejsce dwudziestego ósmego marca, będą pełne słońca. Nie przeszkadzał jej ziąb ani śnieg, nie mówiąc o deszczu. Byleby tylko świeciło słońce i była ładna pogoda, co jak wiadomo, nie mogła być co do niej pewna.

Tym bardziej że w końcu od prawie pół roku mieszkała na swoim, a nie z rodzicami. Może dlatego, że po kryjomu spotykała się z Madarą Uchihą i nie chciała, aby nikt z jej znajomych. A tym bardziej ten skurwiel o imieniu Sasuke, który ją wystawił do wiatru, się o tym dowiedział. Kiedy tylko o nim wspominała, dostawała ataku szału i niszczyła, co miała pod ręką.

── Jakaż ja byłam głupia... ── mruknęła pod nosem Sakura, kiedy w końcu udało się jej wstać z łóżka.

── Obym nie popełniła tego samego błędu... ── mruczała pod nosem Sakura, podczas poszukiwania kapci, które gdzieś się jej na złość zagubiły w akcji.

Pamiętała, że je ustawiała przy łóżku, a teraz jak się potem okazało, znajdowały się pod nim. Nie mogąc ich nogą wyciągnąć spod łóżka, nieważne jakby próbowała. Nieco poirytowana, wstała z łóżka, odwróciła się i przykucnęła przy nim, aby sięgnąć pod niego. Zimna podłoga tylko jeszcze bardziej ją rozbudziła, nim jej stopy zanurzyły się w ciepłych kapciach.

Wzdrygnęła się z zimna i szybko sięgnęła po różowy szlafrok, który leżał na poręczy łóżka. Szlafrok zachowywał się tak, jakby miał jej za złe, że go tak od niechcenia rzuciła. Pokręciła głową, by po chwili, niesforne różowe kosmyki włosów zarzucić za ucho. Wtenczas jej wzrok padł na okno, za którym monotonnie o szyby uderzał deszcz.

Już wtedy wiedziała, że nie było mowy, aby na chwilę wyjrzało słońce. Z nastrojem minorowym, skierowała się w stronę kuchni, nie znajdując ani jednego śladu po jej ukochanym. Powoli zaczynała mieć wrażenie, że to wszystko było tylko ułudą i tak naprawdę wcale Madara nie wyznał jej, że ją kocha i wcale nie zaczęła się z nim spotykać.

A sam pocałunek był tylko mirażem złudzeń, aż się jej serce ścisnęło w środku, a po policzkach jedna po drugiej spływały łzy. Łzy, których nikt nie mógł wytrzeć, bo tak naprawdę nie miała nikogo, kto mógłby je wytrzeć. Ciche tykanie zegara, jeszcze bardziej utrzymywało ją w przekonaniu, że tylko samotność jej dana.

── Ładny mi początek urodzinowego dnia! ── syknęła do siebie Sakura, kiedy dotarła do zimnej jak lód kuchni, aby zrobić sobie kawę i coś do jedzenia.

Myśl, że później miała się spotkać z tej zwanymi przyjaciółmi, nie napawało ją radością. Chciała ten dzień spędzić tak naprawdę w domu, oglądając filmy, chrupiąc popcorn w objęciach ukochanego, nie wspominając o bardziej sprośnych sprawach. Na, których wyobrażenie na twarzy Sakury pojawiał się rumieniec.

Rumieniec, którego teraz była rada, że nikt go o nie widział, tego była w stu procentach pewna. Ostatnimi czasy, Sakura łapała się na tym, że rozbierała Madarę wzrokiem. Wyobrażając sobie, jak wygląda bez ubrania, nawet parę razy złapała się na tym, że jej dzikie żądze zaczynały brać nad nią kontrolę.

Wspomnienie ostatniej randki, tylko jeszcze bardziej pogarszały sprawę. Nie chciała wyjść na jakąś niewyżytą seksualnie, co wcale tak nie było. Sądziła, że to była wina rozmów z dziewczynami, które mówiły, o tym, jak to ich był pierwszy raz. Pokręciła zaraz głową, aby odrzucić od siebie te sprośne myśli.

Sama, aż się zdziwiła, że mogła o czymś takim jak one pomyśleć. Miała przecież tyle pracy, w której nie wiedziała, w co na ręce włożyć. Westchnęła ciężko, nim dotarło do niej, że przysiadła na krześle przy stole kuchennym i pustym wzrokiem spoglądała przed siebie. Zamiast zrobić sobie śniadanie i kawę, niczym robot nalała wody do czajnika i postawiła na kuchence i zapaliła pod nim gaz.

── Sto lat, sto lat niech żyje nam...! ── śpiewała sobie pod nosem Sakura, podczas robienia sobie śniadania, po której twarzy na nowo popłynęły łzy, które jedna po drugiej spadały na drewnianą deskę.

A cichy szloch, który nią targał, nie pozwalał jej zrobić spokojnie śniadania. Nie ważne jakby próbowała go powstrzymać, to on powracał, ze zdwojoną siłą. W końcu zrezygnowana, przysiadła na nowo przy stole kuchennym, zakrywając dłońmi twarz. Gdyby wiedziała, że tak rozpocznie swoje urodziny, to zapewne zostałaby na nocną zmianę w szpitalu, tego była w stu procentach pewna.

Tylko skupienie się na pracy, mogłoby pomóc jej zapomnieć, o jej własnych urodzinach. Bo na tę chwilę, nie mogła o nich zapomnieć, co tylko ją dobijało. Westchnęła ponownie i mało Sakura nie podskoczyła do góry, kiedy usłyszała niezidentyfikowany dźwięk, który postawił ją do pionu.

── A niech go cholera weźmie! ── syknęła po chwili Sakura, kiedy dotarło do niej, że to dziwne gwizdanie dochodziło z czajnika, który dawał jej do zrozumienia, że woda się zagotowała.

Sakura niechętnie podniosła swoje cztery litery, aby wyłączyć ten piekielny czajnik. Zaraz też wyciągnęła czysty kubek i nałożyła sobie do niego parę łyżeczek ulubionej kawy rozpuszczalnej. Międzyczasie zajrzała do lodówki po mleko do kawy, bo bez niego jej nie piła.

Kiedy już wszystkie składniki miała już gotowe i kawa była gotowa. Powróciła do robienia sobie śniadania, na który składały się jajka sadzone i kanapki z sałatą, szynką i serem żółtym. Kiedy skończyła robić śniadanie, przeniosła gotowe jedzenie i kawę na stół kuchenny, aby przy nim na nowo zasiąść. Nie myśląc już o niczym, skupiła się na pochłanianiu jedzenia.

── Co będzie, to będzie... Nie powinnam się nad tym dalej użalać... ── mruknęła między kęsami kanapki Sakura, próbując podnieść się na duchu, żeby się więcej tym nie zamartwiała.

Miała jednak Sakura wrażenie, że coś było na rzeczy, ale wolała się w to nie zagłębiać, bo i tak go niczego by nie doszła. Kiedy skończyła jeść śniadanie i wypiła kawę, odstawiła pusty talerz z pałeczkami i kubkiem do zlewu. Aby po chwili umyć je i odstawić na swoje prawowite miejsce, zamiast zostawiać je w zalewie.

Chociaż tego dnia, chciała, aby wszystko było idealne, aby o niczym nie musiała myśleć, jak na przykład „muszę pozmywać”. Wówczas na jej twarzy pojawił się nikły uśmiech, który jak się pojawił, tak też i szybko zniknął. Z ciężkim sercem wróciła do swojego pokoju, aby wziąć przygotowane na dzisiaj ubrania i bieliznę.

Nie planowała niczego ekstrawaganckiego, bo i tak pewnie wkurzy się na dziewczyny i szybciej wróci do domu. A tym bardziej że musiała kontrolować swoje emocje, aby nikomu krzywdy nie zrobiła. Tym bardziej że miała ochotę obić mordę pewnemu Uchiha, który jak widać miał gdzieś, że to dzisiaj są jej urodziny i przez niego miała taki parszywy humor.

Miała nadzieję, że miał dość dobrą wymówkę, że tak ją wystawił do wiatru. Już sobie wyobrażała, jak będzie się tłumaczył, czemu nie świętował z nią jej urodzin. Westchnęła ponownie i skierowała się wolnym krokiem do łazienki, aby się ogarnąć. Wszystko jednak nie szło po jej myśli, tej jakby nie chciało, aby Sakura opuszczała swoją bezpieczną przystań, zwaną domem.

── Jeśli się nie pojawię, to tylko pogorszę sprawę... Ugh... Czemu akurat dzisiaj nic nie idzie po myśli? ── stwierdziła poirytowana Sakura, podczas zdejmowania ubrań, aby się umyć.

Dopiero uczucie kropel wody na swoim ciele, powoli zaczynała zapominać o świecie rzeczywistym. Jedna po drugiej spływały po jej nagim ciele, zaznaczając swoją bytność na nim. Nawet nie miała pojęcia, ile czasu spędziła pod prysznicem, gdyby nie zegar wiszący na ścianie łazienki.

Musiała go tam ustawić, aby nie traciła jej najcenniejszego czasu. W każdym momencie mogli do niej zadzwonić ze szpitala, że potrzebna jest jej pomoc. Zamknęła wodę i otworzyła drzwi od kabiny, aby go opuścić. Międzyczasie poszukiwała ręcznika, aby się nim okryć i wytrzeć.

A potem po kolejny, aby wytrzeć sobie mokre włosy na głowie. Nie musiała się zbytnio zakrywać, bo i tak była sama w domu, a nawet jeśli to nie miałaby nic przeciwko pod tym względem. Jednak tak nie było i musiała się z tym faktem pogodzić. Stanęła przed umywalką i spojrzała się na swoje odbicie w lustrze, którego się wystraszyła. Przez co zrzuciła pastę wraz ze szczoteczką do zębów na podłogę.

W ostatnim momencie złapała kubek ze szczoteczką i pastą do zębów, nim spadły, nieco nimi przy tym żonglując. Z tego powodu nieco się zaśmiała, ciesząc się, że nikt tego nie widział. Bez pośpiechu umyła zęby i wypluła nadmiar pasty i wypłukała resztę za pomocą wody z kubka. Wzięła suszarkę i wysuszyła swoje mokre włosy i tu zaczęły się nie mąkę schody. Bo jej włosy za grosz nie chciały się ułożyć, tuż po tym, jak je wysuszyła.

── Co jeszcze ?! ── rzekła zirytowana Sakura, której jeden kosmyk włosów postanowił z nią nie współpracować, nieważne jakby próbowała go ogarnąć.

Dopiero za dziesiątym razem udało się jej je ogarnąć i wzięła przygotowaną bieliznę i ubranie. A kiedy ubrała się, stwierdziła, że jej one nie pasują i postanowiła je zmienić. Skierowała się w kierunku swojego pokoju, aby poszukać innych ciuchów. Zajęło jej kolejne pół godziny, nim zdecydowała, co ma na siebie założyć. A i tak sądziła, że żadne ubrania jej nie pasują, ale innych na tę chwilę nie miała i musiała to jakiś przeżyć.

Zrezygnowana przysiadła na łóżku, mając ochotę do niego wrócić i obudzić się kolejnego dnia. Tylko tak mogłaby ominąć ten dzień, a nie się bezsensownie denerwować. Jednak wiedziała, że tak nie będzie mogła zrobić, co ją tylko dobiło. Bez namysłu przysiadła, aby zrobić sobie makijaż, pasujący do ubrania co miała na sobie.

── Raz kozie śmierć... ── mruknęła pod nosem Sakura, której było już wszystko jedno, jak tak naprawdę wyglądała, bo i tak miała znowu wysłuchiwać epitetów pod swoim adresem.

Nie ważne czy to były jej urodziny, czy też i inny dzień tygodnia. Westchnęła ciężko i odłożyła maskarę na swoje miejsce, biorąc się za jedną ze szminek. Minęło około pół godziny, nim Sakura stwierdziła, że odpowiada jej obecny makijaż. Podniosła się ze stołka, aby wziąć swoją torebkę, bo chciała sprawdzić, czy niczego nie zapomniała.

Kiedy upewniła się, że ma zapasowe cienie do powiek, maskarę, puder i tak dalej mogła odetchnąć z ulgą. Nigdy tak naprawdę nie było wiadomo, kiedy będzie musiała poprawić sobie makijaż. Dlatego wolała chuchać na zimne, niż potem ludzi straszyć swoim wyglądem. Dołożyła do tego chusteczki do poprawiania makijażu i kunai, który służył jej do obrony.

── Eeeeehhh... ── po raz kolejny spojrzała w kierunku okna, gdy z jej ust wydobyło się kolejne niekontrolowane westchnienie, już dawno tracąc, które już to było.

Pokręciła znowu Sakura głową i powróciła do poprawiania swoich niesfornych kosmyków, które na nowo próbowały robić, jak im się podoba.

Let † ៣០៣០ ⛓ know what you thought about this chapter!
Love this

0

Love this

Funny

0

Funny

Spicy

0

Spicy

Suspenseful

0

Suspenseful

Emotional

0

Emotional

Profound

0

Profound

Heartwarming

0

Heartwarming

Shocking

0

Shocking

Good Writing

0

Good Writing

Compelling Plot

0

Compelling Plot

Great Character

0

Great Character

Strong Dialog

0

Strong Dialog

Further Recommendations

Die Wölfe von Welby

Silvia: Sehr gut geschrieben. Spannend von Anfang an. Lustig und doch fesselnd zugleich. Hoffe es geht gut aus für sie.

Read Now
Ein Kuss für den CEO

Linda: Ein sehr einfühlsamen Buch, mit einer Spur drama. Zwischendurch musste ich schmunzeln.

Read Now
My Blacksmith Savior

Evanna: A absolute gem! I thoroughly enjoyed this book. It's so refreshing, and it feels so good to immerse yourself in such a happy, heartwarming little story. The ultimate feel-good read to lift your spirits and enjoy a cozy moment. Highly recommended!

Read Now
Stripped Shadows

Daydreamerin: Ziemlich zum Anfang meiner Anmeldung, hatte ich diese Geschichte auf dem Schirm und dann irgendwie aus den Augen verloren. Glücklicherweise gibt es genügend öffentliche Leselisten, wo man solche Schätze wiederfinden kann.Es hat mich nicht nur einen ganzen Sonntag gekostet zu lesen und mitzufiebern u...

Read Now
Half-Claimed

TopazHorizon: Okay, no sex here at all - I know all you werewolf romance fans love a good sex scene 😉 But it's still a good love story. Love for your own self, love for your skills, love for your community and beyond, and love for family, even when it's complicated. And I feel like I became smarter, too. All tho...

Read Now
Fated to My Ex- Best Friend

MartinaOliver__: Thanks for this Great Stroy

Read Now
Les fondations du Désir - Tome 1

fanny: Super histoire, quelques coquilles à revoir

Read Now
Bear Roberts

aniya: I read your story its litreally amazingi couldn't stop reading

Read Now
An Irish Match

Saraa: Your story has become one of my favorites. I love how you developed the characters over time. Are you already working on another story, or do you have any ideas for future projects?

Read Now