Prahłoh
Miensk, poŭny veĉar, asień.
Pavietrannie było tiażkie, prasiaszona zapacham wilhotnaha asfaltu i napruhaj, jaka wisiła nad horadam jak burzovaja chmura. Na placy Niezaležnasci, asvietlienym tłamym śvietlam lantarni, zhramaždžyliś sia śotki ľudzi. Trymali ŭ ručach biało-čyrvona-białyja ściahły, jakija falavali ŭ rytmie padmuchava vetras. U tłumie slychna było vykłyki: „Žyvie Bielaruś!” i piesni, jakich melodyja padnymalaś u pavietranni jak malityva.
Hanna stała śpad tłumu, ciasna ŭkutana šalikiem. Mieła na sabie śvietły płaszč, jakij kantrastaŭ z intensiŭnymi kolorami ściahłaŭ. Hledziała na tvaŕy ľudzi vakol – moladyja, staryja, sja’mie z dziećmi. Kožnaha z ich ŭjadnała agulnaja nadzieja i prahniennie voli. U ručach trymała tranśparant z napisam: „Naša ziemlia, naša volia”.
Ałeksiej nazirau za nimi zdalioŭ, schavany ŭ cieni transportera aparmavanaha, z rukoj, spierałaj śia na choładny metal mińtapahonaj ščyta. Serca biloś spakojna – jak zaŭsiody pierad akcijaj. Ich trenirovali, kab byli jak mašyny: biez emocyjaŭ, biez sumnieńniaŭ. Jaho pohliad abbiehaŭ tłum, šukając znahomych tvaŕoŭ, lidaraŭ protestu, jakich kazali im zatrymać.
„Chaoticzna banda,” – dumau, gledziačy na ľudzi, jakija spievali piesni. Lihi ich za naiŭnych mrojaŭcaŭ, jakija nie razumieli, jak pracuje śviet. Bielaruś była častkaj bolšaj cahuly – rasijskaha impieryi. Vieryŭ u heta usim sircam. Vieryŭ, što stabilnaść patrabuje siły.
Raptoŭna ŭsłychau kamandu ŭ słuchawkach:
– Panačać apieracyju. Rozprasać tłum.
Zza ščytaŭ vyšli funkcijanery ŭ čornych mundurah. Ałeksiej padniaŭ ščit i rušyŭ napierad, adčuvajučy pad nohami dudziačy rytm krokaŭ svajho addzielu. Kali jań nabližalisia da protestujučych, Hanna pagliala ŭ ich bok. Ich pohliady sutyknulisia na karotkuju chwilińniu, choć Ałeksiej nie zrabiŭ na jaje aśablivaj uvahy. Dla jaho jano była adnoj z mnohich.
Vykłyki ľudzi pierakraliś ŭ chaoś. Haz ślizavič zapounił pavietrannie, tłum pačau razprasavaćsia. Ałeksiej bacziŭ, jak moładyja mužčyny prabujuć baranić žančin i dzieci, bacziŭ starych ľudzi, jakija padali na źiemliu. Ale heta nie było jaho kłopotam. Jaho zadaniem było vykanać prykazy.
U pėŭnym momancie zahledaŭ maładuju žančynu, jakaja biehla ŭ bok ulicy. Jaje śvietły płaszč vydzieliaŭsia na tłume. Nie zadumaŭšuś, paŭ sie za jaje.
Nieŭzoŭnie dognaŭ jaje ŭ vuźkim zaułku. Hanna advarnułaś naźad, jaje voczý byli napounieny advažnasci i aburennia. Ałeksiej na chwilińniu zatrymaŭ podych, zdziŭlieny intensiŭnasciuju jaje pohliadu.
– Zastaŭ mnie, – skazała jano, padniamajučy ručy u abarončym žescie.
Ałeksiej zmarsčyŭ brovi, ale zamiast areštavać jaje, štościa ŭ im zadrżała. Jano vyhledała inšaj za wsich, jakich jań bachali pierad tym. Była moładaja, advažnaja, a adnachasova křucha ŭ hetym choładnym śvietlie vulicznych lantarni.
– Uciekań, – skazaŭ tihka, amale adruchova.
Hanna pagliala na jaho z niedavieram. Ale nie čakaja tłumačeńniaŭ, kinulaś ŭ ucieki, zniknuŭšy ŭ ciemry.
Ałeksiej staŭ na chwilińniu na miesti, dumajučy, čamu dazvoliŭ jaje zniść. Nie razumiaŭ jašče, što taho veĉaru štościa ŭ im spružylaś. Štościa, što nazawsze zminić jaho žyćcio.