01
Czy wy czasem macie takie momenty w życiu, o których jak najbardziej chcielibyście za wszelką cenę zapomnieć? Pewnie zaraz zapytacie się, czemu was oto sam Kamijo pyta, a to dlatego, że sam ostatnio taki właśnie miał i nic już na to poradzić nie mógł. A najgorsze w tym wszystkim było to, że ten dzień nadal ━━ nie wiedzieć, czemu ━━, jak na złość go na każdym kroku on prześladował.
Tym bardziej że to był pierwszy raz ot, tak bardzo dawna miał taki realistyczny sen. Nic więc dziwnego, że dalej nieco dochodził po tym wszystkim do siebie. W sumie nadal sam się dziwił i zarazem zastanawiał, jakim cudem takowy sen miał. Zważywszy, że do kompletu podczas niego jeszcze lunatykował, a to raczej wampirom się nie zdarza, prawda?
Dlatego też, nie mając innego wyboru, aby niczym jak cień Upiora z Luwru pozostało Kamijo zasuwać, zarazem rozglądając się na boki, czy nikogo znanego nie widział. Nie wspominając o tym, że niczym jak jakiś złodziej, strzygąc uszami, czy nikt przypadkiem się do niego nie zbliżał, kiedy on próbował dostać się do swojej garderoby.
Chociaż zdawał sobie sprawę z tego, jak mogło to wyglądać mocno podejrzanie w oczach innych osób, co było jak najbardziej zrozumiałe. A to dlatego, że otulił się on szczelnie płaszczem, zarazem naciskając kapelusz mocniej na swoją głowę. Nie zapominając również o okularach przeciwsłonecznych i masce, którą miał aktualnie na twarzy.
Chociaż, że dzisiaj było jak na złość bardzo pochmurno i co jakiś czas krople deszczu spadały w monotonnym rytmie z nieba. Chcąc nie chcąc, poniekąd, ciesząc się, że wziął ze sobą parasolkę, bo inaczej byłoby dla niego nie za ciekawie. Tak czy inaczej, i tak natrafiał to tu, to tam na ludzi, którzy spoglądali się na niego z podejrzliwym wzrokiem.
Zarazem zastanawiając się, co go skłoniło do takiego, a nie innego zachowania. Po ich minie Kamijo mógł wywnioskować, że nie mieli bladego pojęcia o tym durnym incydencie. Co jak wiadomo dla niego było poniekąd niemałą ulgą na jego i tak niebijącym sercu. A to dlatego, że za żadne skarby nie miał zamiaru, tego im wyjawiać tego był w stu procentach, pewny.
Międzyczasie, wszedł do środka budynku i również, zamykając parasolkę, którą miał w rękach. Ostrożnie, zamykając za sobą drzwi, aby nimi z nerwów nie trzasnąć i zwrócić uwagę na siebie niepowołaną uwagę. Tak bardzo się zamyślił, że mało nie wylądował na suficie, kiedy nagle usłyszał znajome mu głosy.
Głosy, przez które automatycznie schował się w najbliższej wnęce, aby przypadkiem go nie zauważyli. A głosy należały nie, do kogo innego jak nie, do kogo innego, jak do Yuki'ego, Masashi'ego, Teru i co najgorsze do samego Hizaki'ego. Hizaki'ego, którego ton głosu wskazywał nadal, że był na niego okropnie wściekły.
Nic więc dziwnego, że z wrażenia, aż spowolnił oddech, zarazem mając cichą nadzieję, że jak najszybciej się z tego paskudnego miejsca ulotnią. Bo jeśli to nie nastąpi, to będzie zmuszony, spędzić, w tym miejscu więcej czasu niż powinien. A nie miał zamiaru teraz o nich podchodzić, tego był w stu procentach Kamijo pewny.
Tym bardziej że nie miał na tyle odwagi, aby to zrobić, i to, w tym było najgorsze. Nie wspominając o tym, że nie był pewny, czy Hizaki nie miał nadal przy sobie ukrytej pod ubraniem tej cholernej patelni, którą tamtego pamiętnego dnia oberwał. Stąd tak bardzo bał się konfrontacji z samym Hizaki'm, co według innych mogło wydawać się idiotyzmem.
Nic na to poradzić już nie mógł i, w tym tak naprawdę był pies pogrzebany. Dlatego tak trudno mu było tego dokonać i nikt nie był w stanie mu pod tym względem pomóc. Musiał sam sobie z tym, jak na złość poradzić, a to nie było takie proste, jak mu się wydawało. A co za tym idzie, musiał się z tym faktem pogodzić, czy tego chciał, czy też, czy nie.
── Wolę jednak nie ryzykować... ── pomyślał po chwili Kamijo, zarazem przysłuchując się ich dalszej wymianie zdań między sobą.
Wyłączając przy tym głos w telefonie, aby on przypadkiem nie zdradził jego obecności. Nawet nie chciał wiedzieć, co by powiedzieli na, to jeśli, by go odkryli, że ich tak bezwstydnie podsłuchuje. Co jak wiadomo nie było celowe, bo suma sumarów każdy mógł im się przysłuchiwać, więc nie musiał, prawdę mówiąc, to być on sam.
Z drugiej jednak strony, nadal nie mógł pojąć, czemu jeszcze oni o tym tak rozprawiali. Tak jakby ich zdaniem, nie mieli innych tematów do rozmowy, co nieco go irytowało. A tylko o tym, jak się przez przypadek dobrał do Teru, a potem oberwał patelnią od samego Hizaki'ego.
Hizaki'ego, który jak teraz sobie przypomniał był bardzo, ale to bardzo z tego powodu wściekły. Westchnął tylko cicho, mając nadzieję, że w końcu dadzą mu ten uprawniony spokój. Bo inaczej, nie miał zielonego pojęcia czy uda mu się z nimi wytrzymać podczas dzisiejszego koncertu.
A tym bardziej, jak się będą oni dzisiaj na nim zachowywali, to teraz było dla niego najważniejsze. Tak czy inaczej, powrócił Kamijo do podsłuchiwania ich durnej rozmowy. Do czasu, kiedy nie postanowią w końcu zniknąć mu z pola widzenia, aby mógł opuścić swoją kryjówkę i pójść dalej.
Co było jedynym rozsądnym rozwiązaniem, jakie mu na tę chwilę wpadło do jego głowy. Tym bardziej że tak naprawdę nie chciał słuchać tego, co oni o nim mówili. Ale nie miał innego wyboru, nie ważne, z której strony, by na to spoglądał, co nie było mu na rękę, co mocno go dobijało.
── Niech oni w końcu skończą, bo zaraz wypuszczę w tym miejscu korzenie! ── mruknął pod nosem, nieco poirytowany Kamijo.
Zarazem wyobrażając sobie, jak wypuszcza korzenie, a potem gałęzie, a na końcu liście i może do kompletu kwiaty. Na samo tego wyobrażenie, aż westchnął cicho i skupił swój wzrok i słuch na nich. A z każdą chwilą, coraz bardziej miał ochotę ulotnić się z tego miejsca na dobre.
Z innej strony, jednak nie mógł bez końca ich unikać i kiedyś w końcu będzie zmuszony się z nimi spotkać. Dlatego też westchnął ciężko i pozostało mu tylko zacisnąć zęby i jakoś to przetrwać. A to dlatego, że nie mógł przecież ot, tak wyskoczyć im zza winkla i powiedzieć im, co on o tym wszystkim myśli!
Bo gdyby tak właśnie zrobił, tylko, by się w ich oczach jedynie pogrążył, a tego, jak wiadomo, chciał jak najbardziej ominąć. Nic więc dziwnego, że buzowały w nim sprzeczne myśli, co miał tak naprawdę zrobić. Co długo nie potrwało, bo z rozmyślań wyciągnęły go słowa wypowiedziane przez samego Masashi'ego. Chociaż tak naprawdę, wcale się ich nie spodziewał, ale gdyby się spodziewał, pewnie i tak nic, by z tego nie miał.
── Nigdy bym nie przypuszczał, że Kamijo taki numer wykręci! ── oznajmił po chwili Masashi, kiedy kierował się prosto do ich garderoby, ale został zatrzymany przez samego Yuki'ego.
── Masz co do tego zupełną rację, tylko szkoda, że mnie tam nie było ── odparł nieco niezadowolony Yuki, nim dodał zaraz: ── Jak nic, bym to uwiecznił w postaci filmiku!
By po chwili również wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem Yuki z tego powodu. Co było poniekąd zrozumiałe, ale dla samego Kamijo, już wcale śmieszne to nie było. A to dlatego, że gdyby udało mu się takowy filmik nagrać, wtedy nie byłoby mu do śmiechu. Tym bardziej że takowy filmik mógłby wpaść w niepowołane ręce, wówczas byłoby po nim i po jego karierze.
── Wcale bym ci się pod tym względem nie dziwił, gdybyś tak zrobił, bo nie byłoby mowy, abyś takie coś przepuścił koło nosa ── zauważył po chwili Masashi, podczas tego jak z jego twarzy nie schodził debilny uśmiech, nim, jednak zdołał Yuki, cokolwiek więcej powiedzieć, usłyszeli najpierw szybkie kroki, a potem zirytowany głos, który należał nie, do kogo innego jak do samego Teru.
── Ta, jeszcze czego! ── ryknął po chwili Teru, tuż po tym jak do nich dołączył, zarazem słysząc ich rozmowę, dodając: ── Wiem, że jest wam z tego powodu do śmiechu, ale mnie wtedy wcale do śmiechu nie było! Gdyby nie Hizaki, to ja nawet nie chcę wiedzieć, co by ze mną Kamijo dalej zrobił!
W tym momencie, spojrzenie Masashi'ego i Yuki'ego padło na właściciela owego tonu głosu, którym był Teru. Chwilę im zajęło, bo pierwszy raz widzieli go tak mocno wkurzonego. Co było mocno zrozumiałe, zważywszy na to, czego doświadczył i wolał już tego dalej nie rozdrapywać. Co, jak widać, nie było takie proste jak mu się wydawało.
── W sumie masz co do tego zupełną rację, ale żeby Hizaki do tego użyć patelni, tego dalej nie pojmuję ── oznajmił po chwili Masashi, nadal nie mogąc uwierzyć, że Hizaki był do czegoś takiego zdolny.
Nim, jednak Teru, cokolwiek odpowiedział na słowa wypowiedziane przez Masashi'ego ujrzeli jak Hizaki się do nich zbliża. Co znaczyło, że za chwilę jak mniemali, dołączy do ich obecnej dyskusji i wcale się pod tym względem nie mylili! Hizaki od samego dotarcia na miejsce, próbował znaleźć Kamijo, ale jak dotąd nie mógł tego zrobić. Tak jakby zapadł się pod ziemię, co było niepodobne do niego.
── Nie miałem innego wyboru, jak jej użyć! Tym bardziej że to była wina samego Kamijo, że miał w domu patelnię, która według mnie nie była kompletnie mu do niczego potrzebna. Chyba że robiła za wystrój wnętrza w kuchni ── powiedział po chwili Hizaki, zaraz też, dołączając do ich rozmowy, zaraz też, dodając: ── A tak zmieniając temat, to nie widzieliście może gdzieś Kamijo? Muszę z nim pogadać na osobności.