01
Ostatnie co pamiętała to zupełna ciemność, akompaniamencie wszechogarniającego bólu. Bólem, którego nie była w stanie określić, a co dopiero opisać własnymi słowami. Bolesność, przez którą nie była w stanie poruszyć żadną kończyną. Chociaż nie była w stu procentach pewna, czy jakiekolwiek je posiadała.
Do tego dochodził okropny ucisk głowy, który nie pozwalał jej na jasne myślenie. A co za tym idzie, pozostało jej tylko mieć nadzieję, że to dziwne odrętwienie minie. Nawet jeśliby nie rwała ją głowa, to i tak miała okropny mętlik w głowie. Za wszelką cenę próbowała pozbierać myśli, aby zrozumieć, gdzie się aktualnie znajdowała.
Po kilkunastu próbach, w końcu udało się jej otworzyć ociężałe powieki. Co nie było takie proste, jak się jej wydawało, a potęgowało to to, że trochę jej zajęło. Nim jej wzrok przyzwyczaił się do panującej wokół niej ciemności. Wówczas wtedy zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, gdzie się tak właściwie znajdowała.
Nic więc dziwnego, że serce podskoczyło jej do gardła, a krew w żyłach zaczęła szybciej jej płynąć. Dlatego chciała krzyczeć, ale nie mogła wydusić z siebie ani jednego dźwięku, i to zaczęło doprowadzać ją do obłędu. Próbowała się uwolnić, ale zamiast tego usłyszała jedynie szczęk metalu.
A to dlatego, że była przytwierdzona do jakiegoś stołu, który później okazał się być z metalu. Nic więc dziwnego, że stąd odczuwała to nieposkromione odrętwienie, bo ów metal był niesamowicie zimny. Z każdą chwilą, coraz bardziej zdawała sobie sprawę z tego, że znajdowała się w jakimś opustoszałym gabinecie lekarskim niczym jak z horroru.
Za żadne skarby, nie pamiętała tego, w jaki sposób się w nim znalazła. A co dopiero, kto ją w tym upiornym miejscu umieścił, tego była w stu procentach. Wszędzie roznosił się smród stęchlizny, który nie pozwalał jej zaczerpnąć powietrza. Jeśli nie zginie z rąk psychopaty, to zapewne zginie z powodu uduszenia.
Chociaż, jeśli mogłaby wybierać, to zapewne wybrała drugą opcję, tego była pewna. Aniżeli być pociętą żywcem przez tego świra, którego jeszcze nie miała możliwości ujrzeć na własne oczy. Co nie znaczyło, że co jakiś czas zdawało się jej, że słyszała czyjeś kroki lub też i głosy.
A dudnienie wiatru tylko potęgowało w niej przerażenie i strach, którego nie była w stanie zatrzymać. Nieważne, o czym, by teraz myślała i tak miała zupełną pustkę w głowie. Co nie napawało ją zbytnio pod tym względem optymizmem, ale nic na, to jak wiadomo, poradzić nie mogła.
── Gdzie ja się do jasnej cholery znajduję?! ── pomyślała po chwili [T/I], bo tylko tyle na tę chwilę przychodziło jej do obolałej głowy.
Tym bardziej że kątem oka zaczynała widzieć różne słoje, a w nich różne rzeczy. Na ich widok, aż ją okrutnie zemdliło, ale dzięki temu, że nic nie miała w żołądku, tylko jej się cofnęło bez niczego. Nim zdołała dojść do siebie, znowu usłyszała kroki, które tym razem zbliżały się z zastraszającą szybkością do miejsca, gdzie się ona znajdowała.
Wiedziała, że pozostało jej kilka chwil, nim zakończy swój krótki żywot. Dlatego też przymknęła oczy, aby udawać, że nadal nie odzyskała przytomności. Z powodu upiornej ciszy, do jej uszu zaczęły dochodzić kolejne głosy. Głosy, które mówiły jej, by uciekała z tego miejsca, kiedy tylko będzie miała do tego możliwość.
Nie musiały jej o tym mówić, bo gdyby mogła, to zapewne wzięłaby nogi za pas i uciekła. Jednak nie mogła tego zrobić, bo była jak wiadomo przykuta do tego cholernego stołu. Na chwilę kroki ucichły, dzięki czemu mogła usłyszeć głosy, które przyprawiły ją o gęsią skórkę.
Początkowo słyszała, jak kilkoro osób ze sobą rozmawiało. Ustalając kolejne kroki do jakiegoś niecnego eksperymentu, który planowali przeprowadzić. Wtedy dotarło do niej, że chodziło im o nią, która miała być poddana owemu eksperymentowi. Nic więc dziwnego, że na chwilę otworzyła oczy, aby zobaczyć, kim oni byli.
Bo jak by nie patrzeć, była owym obiektem tego właśnie eksperymentu. Niedługo po tym, usłyszała przeraźliwy szczęk otwieranych drzwi, które zapewne też były z metalu. Przez, które do Sali wlało się mętne szarobiałe przytłumione światło. Dzięki, któremu ujrzała, że na ścianach, meblach i pewnie podłodze znajdowała się zaschła krew. Stąd też czuła ten dziwny metaliczny zapach, który poza samym zaduchem się w tym miejscu unosił.
Wówczas włosy stanęły jej na głowie, kiedy ujrzała wokół siebie półprzezroczyste istoty unoszące się i krzyczących niemym wrzaskiem. Nic więc dziwnego, że otwarcie przez nią oczu było kompletnym błędem, tego była w stu procentach pewna! Jednak odwrotu już nie było i pozostało jej tylko mruczeć pod nosem, jakaż to ona głupia była.
── Ja chcę do domu! ── pisnęła po chwili [T/I], bo tylko to przychodziło jej aktualnie do głowy.
Ledwo one przemknęły przez jej umysł, do pomieszczenia zaczęły wchodzić jakieś nieznane jej osoby. A co jednak to dziwniejsza od poprzedniej, a raczej bardziej przerażająca. Tak bardzo była [T/I] tym widokiem, skonfundowana, że zapomniała się wyrywać, a co dopiero krzyczeć ze strachu.
Trzech z nich miało na twarzy maski, więc nie była w stanie stwierdzić, jak oni wyglądają poza samą sylwetką. Kolejna z nich wyglądała na pielęgniarkę, ale i ona była według niej podejrzana. Tym bardziej że była w stu procentach, pewny, że słyszała męski głos, który ona używała.
Co mocno ją irytowało, bo nie wiedziała, jak miała się do tej osoby zwracać. Jednak to nie było w tym momencie najważniejsze, bo teraz musiała skupić się na tym, co oni za chwilę zrobią. A z tego, co wydedukowała, nie miało to być nic przyjemnego. Bo po samym ich wyglądzie mogła stwierdzić, że nic dobrego ją z ich rąk nie czeka.
── Co to za popieprzeni ludzie?! ── spytała samą siebie [T/I], kompletnie, zapominając o jeszcze dwojgu osobach.
Osobach, które ledwo było widać z powodu tego, że padał na nie półmrok. Z każdą chwilą, coraz bardziej chciała się z tego koszmaru obudzić, ale nic to nie dawało. Stąd powoli zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że to nie był jednak sen, ale jawa. A co za tym idzie, jej krótkie życie naprawdę było zagrożone i w każdej chwili mogła je utracić.
Co nie znaczy, że nie miała zamiaru pozwolić, aby do tego doszło. Kiedy postanowiła spróbować się po raz kolejny uwolnić, zauważyła, jak ta pseudo pielęgniarka, podchodzi do jednego z nich, którego twarzy nadal nie widziała. Coś zaczęła mu szeptać do ucha, ale co tego już nie była w stanie usłyszeć.
Za to, ten drugi, który stał obok niego, zapalił mdłe światło, tuż nad stołem, aby móc lepiej się jej przyjrzeć. Chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że w jego obłąkanych oczach była jedynie tylko przedmiotem badań. Na sam jego widok, aż serce na nowo jej wskoczyło do gardła.
A strach na nowo zaczynał przejmować nad nią kontrolę. Wówczas do stołu podeszła owa pielęgniarka i coś powiedziała temu, który jeszcze przed chwilą się nad nią pochylał. Nieco poirytowany, odwrócił się i ruszył w kierunku tamtego drugiego. A co za tym idzie, zostawiając ją i tę pielęgniarkę, samych na jakiś czas.
Kiedy chciała już coś powiedzieć, ale ona, a raczej on ją w tym momencie ubiegł. A skąd ona, o tym wiedziała, tego odkryć na tę chwilę nie była w stanie i nie miała ochoty tego teraz robić. A co za tym idzie, pozostało jej tylko słychać tego, co miał jej do powiedzenia.
── Wszystko będzie dobrze, za niebawem cię uratujemy! Musisz sprawiać wrażenie, że nic o tym nie wiesz, dobrze? ── nachylił się nad nią i przekazał jej to, co jego prawdziwy szef mu kazał.
Dlatego też dodał na końcu pytanie, aby upewnić się, czy dobrze go zrozumiała. A ona spoglądała się na niego, jakby z choinki się co najmniej urwał. Jednak nie miała bladego pojęcia jak oni zareagują na to, co im za chwilę powie. Prawdę mówiąc, sama nie była, co by odpowiedziała na ich słowa, gdyby takowe usłyszała.
── A czemu mam ci i tamtemu uwierzyć, że nie jesteście, w tym razem z tamtym, hę? ── odparła cicho [T/I], nie mając za cholerę uwierzyć im, że mówił prawdę, że ją uratują.
Dla niej tamta dwójka wyglądała na tak samo popieprzonych jak tamten. Stąd odpowiedziała tak, a nie inaczej i tego na tę chwilę się kurczowo trzymała. Czego poniekąd spodziewała się tego, że nie byli zadowoleni z tego, co od niej usłyszeli. Co było poniekąd zrozumiałe, bo każdy, by na ich miejscu tak samo zareagował.
── Ugh... Nie dziwię się, że nam nie wierzysz, ale i tak proszę cię, abyś udawała, tylko o tyle cię proszę! ── odrzekł ze zrezygnowaniem, po chwili, wyprostowując się i odchodząc od stołu, nie czekając na jej odpowiedź.
Teraz to już kompletnie była skołowana, bo nie wiedziała, co ma o tym zupełnie myśleć. Wyglądało na to, że tamta dwójka nie była z tamtym porąbanym doktorkiem. Jednak nie była co do tego w stu procentach, pewna. A to dlatego, że on właśnie zaczął przygotowywać instrumenty do operacji.
Przez, które mało naprawdę nie zeszła na zawał i udała się do kolejnego świata. Teraz tylko pozostało jej mieć nadzieję, że ta pokryta zaschłą krwią pielęgniarka mówiła prawdę. W porównaniu z tym obłąkanym, wyglądała, jakby wszystkie klepki miała na miejscu. Co znaczyło, że nie oszalał, co było dla niej dobrą wiadomość.
── No to chyba, wszystko gotowe? ── usłyszała kolejny męski głos, który nie należał do pielęgniarki.






![Lycan Soulmates #3: The Lycan of Wisteria Falls [18+]](https://cdn-gcs.inkitt.com/vertical_storycovers/ipad_4912e8ef60c90f32f2a1447e6b3e0cff.jpg)

