02
Chociaż z drugiej strony, może lepiej było, gdyby go straciła, bo, by nie musiał oglądać tego, co za chwilę się wydarzy. Do pokoju weszły kolejne osoby, których tamten nie zauważył, co było mu na rękę. Po cichu wyciągnęli tamtych z maskami i zapewne ich wykończyli, zakładając ich maski, aby ich udawać.
Stało się to tak szybko, że nikt na to nie zwrócił uwagi. Kiedy ponownie się pojawili, na ich ubraniach ściekała świeża krew, a na twarzach mieli maski tamtych. Jak by nigdy nic, zajęli ich miejsca, chociaż wzrost różnił się diametralnie od poprzedników. Po cichu skonsultowali się z tym, co miał na sobie kitel lekarski, co mają dalej robić.
Wychodziło na to, że należeli do zespołu tamtego lekarza i pielęgniarki. Nie wiedział, czy ma się cieszyć, czy jednak jeszcze bardziej się bać z tego powodu. Z drugiej jednak strony, nie miał innego wyboru, bo jeśli ten wściekły doktorek wygra, to równało się jego śmiercią.
A co za tym idzie, mógł już nigdy więcej swojej rodziny i przyjaciół zobaczyć. Na samą tę myśl, aż miał ochotę się rozpłakać, jednak musiał wziąć się w garść, aby do tego nie doszło. A to dlatego, że sam płacz nic, by mu pod tym względem nie pomógł, a jedynie mógłby tylko pogorszyć sprawę.
── Na co oni jeszcze czekają? ── spytał [T/I] samego siebie w myślach, próbując rozkminić ich tok myślenia.
Bo jak by nie patrzeć, w każdej chwili ten szaleniec mógł rozpocząć swoje doświadczenie! A to dlatego, że zaczął już włączać te popieprzone urządzenia, które niczym jak diabły zaczęły wydawać z siebie piekielne dźwięki. A które przyprawiły [T/I] o jeszcze szybsze bicie serca i jeszcze chwilę i na serio zejdzie na zawał.
Co pewnie byłoby mu na rękę, jeśli planował z niego zrobić coś w rodzaju zombie! Tylko to przychodziło mu do głowy, bo po co go, by tutaj umieścił, jak nie po to? Jednego był pewny, że to nie była impreza, na którą się wybierał ze swoim przyjacielem. Nawet nie wiedział, czy to jeszcze była noc 31 października, czy od tej nocy minęły kolejne dni.
Wówczas na nowo się zatrzymał, bo właśnie zaczynała przypominać sobie o tym, o czym do tej pory nie pamiętał. A co za tym idzie, rzeczywiście musiał być czymś na szprycowaną, bo innego wytłumaczenia na to nie widział. Z rozmyślań wyciągnęło go przeraźliwe skrzypienie, przyprawiając go o prawie zawał.
Wtedy ujrzał scenę, której chyba do końca życia [T/I] nie zapomni. Widział, jak krew pryskała na każdą stronę, niezależnie od kąta spojrzenia. Co było nie do opisania słowami, które na tę chwilę znał. Widział, jak tamten lekarz morduje tamtego psychopatę z zimną krwią.
Nic dziwnego, że odetchnął na ten widok z ulgą, ale długo to nie trwało. A to dlatego, że ponownie ujrzał te półprzezroczyste istoty, które z radością płynęły w kierunku światła. Jeden po drugim znikał, aż w końcu światło znikło i zapadła kompletna cisza. Gdyby był w innej sytuacji, to zapewne, by inaczej zareagował.
Przez chwilę miał wrażenie, że i on za chwilę popłynie w kierunku światła. Takie miał przed chwilą wrażenie, z powodu tego, co się wyprawiało przed nim. Widział, jak tamten wraz z pielęgniarką i tymi trzema w maskach unieszkodliwiają tamtego psychopatę. A najlepsze było to, że tamten był kompletnie skonfundowany i nie wiedział, co jest tak właściwie grane.
A, i to było najlepsze z tego wszystkiego, bo gdyby wiedział, zapewne, by do tego nie doszło! Widać było, jak na dłoni, że musieli długo się przygotowywać, aby w końcu go załatwić. Jednakże ten widok powodował u niego kolejny przypływ obrzydzenia. Czuł, jak wszystkie wnętrzności się mu skręcają i mają ochotę opuścić jego ciało przy pomocy gardła. Od kiedy pamiętał, nie był w stanie znosić widoku krwi.
Dlatego nie cierpiał Halloween, nie wspominając o pobieraniu krwi w trakcie badań. Nic więc dziwnego, że balansował na pograniczu przytomności i jej braku. Po jakimś czasie wrzaski, szarpanina i piski w końcu ucichły. A co za tym idzie, [T/I] ponownie mógł usłyszeć bicie, a raczej walenie jego serca w piersi. Tak naprawdę nie miała zielonego pojęcia, czy oni przypadkiem nie byli gorsi, od którego tego wykończyli na jego oczach.
── Może postanowili wykończyć konkurencję, aby im nie przeszkadzała? ── pomyślał po chwili [T/I], bo niby czemu mieliby go, ot, tak ratować?
Znowu po całym jego ciele przeszedł zimny dreszcz, kiedy zdał sobie o tym sprawę. Bo niby dlaczego mieliby go zabić, bez żadnego powodu? Tylko to przychodziło mu do głowy, bo innego wytłumaczenia na to nie miał, i to go mocno irytowało. Tym bardziej że jeśli nie zginie z rąk tamtego, to zginie z rąk innych.
── I co z tego, że jest przystojny, jeśli za chwilę zginę z jego rąk? ── dodał po chwili w myślach [T/I], modląc się w duchu, aby się jednak co do nich mylił.
Podczas wewnętrznej modlitwy, usłyszał jak tamci między sobą rozmawiają. A owa rozmowa dotyczyła właśnie tego, że gdyby się spóźnili, to, by było już po nim. Na szczęście do tego nie doszło, dlatego mogli odetchnąć z ulgą. Dlatego że od długiego czasu próbowali dorwać tego psychopatę, co nie było takie proste jak się im wydawało.
Nic więc dziwnego, że adrenalina w jego żyłach powoli zaczynała opadać i powoli zaczynały zamykać się mu oczy. W tym czasie do stołu, do którego był przykuty, zaczęła się zbliżać pielęgniarka z przerażeniem wymalowanym na twarzy. A im bardziej się do niego zbliżała, tym większe przerażenie malowało się na jej twarzy.
── Cholera, chyba nic mu nie jest?! ── pisnęła pielęgniarka, zwracając uwagę na to, co się z nim działo.
Gdyby nie jego zauważenie, pewnie jeszcze dłużej, by nie zwrócili na niego uwagi. A kiedy zobaczył tyle ludzi stłoczonych wokół niego, aż zakręciło się mu w głowie. Na nowo zaczął mieć atak paniki, bo zaczął myśleć, że to już jest jego prawdziwy koniec. W tym czasie ich przywódca rozkazał im wyłączyć wszystkie włączone przyrządy, o których wcześniej zapomnieli. To one takie dziwne dźwięki wydawały niczym jak piekła rodem.
── Wszystko z nim w porządku, po prostu myśli, że chcemy mu zrobić krzywdę! ── odparł po chwili Naoki, wcale się mu, nie dziwiąc z powodu tego, co do tej pory się wyprawiało na jego oczach.
── Obyś miał rację, bo jak nie... ── nie dokończył Raichi swojej wypowiedzi, bo mu Naoki przerwał.
── Przestań gadać, tylko go do jasnej cholery uwolnij! ── wtrącił mu się w słowo nieco poirytowany Naoki, wskazując na to, że nadal był przykuty.
Z każdą chwilą docierało do niego, że przez ten cały czas używali języka japońskiego i on doskonale ich rozumiała. Chociaż jego znajomość owego języka nie była taka dobra. Może dlatego, że w większości przypadków posługiwali się językiem angielskim? Tylko to przychodziło mu do głowy, bo innego wytłumaczenia na to nie widział.
Strach powoli zamieniał się w zainteresowanie, ale i ono musiało ustąpić miejsca ciemności. Ostatnie co pamiętał, to jak zostaje podniesiony ze stołu i wzięty na ręce. Od tamtej pory niczego już nie pamiętał. Nastała kompletna ciemność, która otuliła go swoim woalem ciszy i spokoju. Nawet nie miał bladego pojęcia, ile czasu był nieprzytomny.
Bo kolejne co usłyszał to ciche pikanie jakichś przyrządów. A kiedy otworzył oczy, to ujrzał biały sufit, który aż ją oślepił. Niedługo po tym poczuł charakterystyczny zapach, który pasował jedynie do miejsca zwanego szpitalem. Nic więc dziwnego, że mocno się przeraził, bo bał się, że znowu znalazł się w podobnym położeniu jak wcześniej.
── Aaaahhh!!! ── wrzasnął niekontrolowanie [T/I], podnosząc się zarazem z łóżka, na którym był położony.
Nic więc dziwnego, że tak mocno zareagował z powodu wspomnień tego, co przeżył. Chciał, jak najszybciej opuścić to miejsce i uciekać gdzie pieprz rośnie. Bał się, że to ciąg dalszy tego, co wcześniej przeżył. Stąd chciał odkryć się i zsunąć nogi na podłogę, bo mało na zawał, na nowo nie zszedł, gdy poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
── Giń maro nieczysta! ── ryknął po chwili [T/I], robiąc zamach w kierunku tego, co go złapało, bo co innego w takim momencie, jak ten mógł zrobić? Musiał się bronić, nie mogła pozwolić, aby to coś mu zrobiło krzywdę.
── Synu, wszystko jest w porządku, jesteś bezpieczny! ── usłyszał po chwili znajomy głos, który należał nie, do kogo innego, jak do jego ukochanej mamy.
Z bijącym sercem, odwrócił się i zobaczył swoją rodzicielkę z przerażonym i zmartwionym zarazem wyrazem twarzy. Nic więc dziwnego, że zatrzymał się w połowie ruchu, będąc kompletnie skonfundowanym. Nie był w stanie przetrawić tego, że możliwe był już bezpieczna I nie musiał niczego już więcej się bać.
── G-gdzie ja jestem? ── wydukał po chwili [T/I], kompletnie zdekoncentrowany i skonfundowany zarazem.
Kiedy lepiej rozejrzał się po otoczeniu, zaczęło docierać do niego, że to nie było to miejsce co wcześniej. Co znaczyło, że jednak został przez tamtych uratowany i mówili mu wtedy prawdę. Ale z drugiej jednak strony, nie był w stu procentach pewny, czy to, co przeżył, było prawdą.








