Parada śmierci ( Bl ) by † ៣០៣០ ⛓ at Inkitt
Customize readability
Aa

Parada Śmierci ( BL )

Summary

Gdzie [ T/I ] rozpoczyna swoją nową drogę życia w noc pełnych strachów. Od której powrotu już nie ma i pozostaje mu tylko brnąć do przodu prowadzony przez tego, od którego to wszystko się zaczęło. A nuż uda się mu to wszystko odkręcić i wrócić do poprzedniego życia?

Status
Complete
Chapters
5
Rating
n/a
Age Rating
16+

ROZDZIAŁ 01

“𝕆𝕗 𝕔𝕠𝕦𝕣𝕤𝕖 𝕚𝕥’𝕤 𝕠𝕓𝕧𝕚𝕠𝕦𝕤 𝕥𝕙𝕒𝕥 𝕀’𝕞 𝕕𝕖𝕒𝕕 „

Gdyby [T/I] przypuszczał, że to tak się wszystko potoczy, pewnie by nosa z domu nie wystawił. Jednakże już było za późno i nic na to poradzić już nie mógł. Tak naprawdę ten dzień zapowiadał się dla niego, jak każdy inny. Chociaż zwykle nie lubił tego całego „halloween”, ale dał się namówić swojemu przyjacielowi, aby poszli na tę jedną i jedyną imprezę.

— Jakiż ja byłem głupi... — mówił do siebie [T/I], przysiadając na jednym z cmentarnych nagrobków.

Nadal tak naprawdę nie mogąc zrozumieć, co tak właściwie się stało. Jego wspomnienia były pogmatwane, ale ból w jego całym ciele był jak najbardziej prawdziwy. W takim razie, jakim cudem „żył” kiedy słyszał, że jest odwrotnie? Chociaż i tego w stu procentach nie mógł być pewny.

Czy jednak żył, czy jednak było odwrotnie, niż myślał. Niczego już [T/I] pewny już być nie mógł i to go najbardziej dobijało. Chciał płakać, ale żadne łzy nie spływały po jego policzkach. Poza bólem nie czuł żadnej innej zmiany w swoim ciele. Co nie znaczyło, że mógł teraz być po prostu duchem.

Nic więc dziwnego, że aż musiał dotknąć palcami prawej ręki, czy może dotknąć nagrobka, przy którym przysiadł. Jego drobne palce dotknęły kamienia, odczuwając jego chropowatą powierzchnię. Jednak, czy był on zimny, czy ciepły tego jednak określić nie był w stanie.

Jego dłoń nie przeleciała na wylot przez niego, co znaczyło, że jednak duchem nie był. A co za tym idzie, mógł z tego powodu odetchnąć z ulgą, że nim nie był. Chociaż I tego w stu procentach pod tym względem być nie mógł, z czego jak wiadomo zbytnio zadowolony nie był.

— Jeśli nie jestem duchem, to w takim razie czym jestem? — mruknął pod nosem [T/I], zastanawiając się dalej, na tym, czym mógł być.

Nic jednak do głowy mu nie przychodziło, bo dalej miał poniekąd jakąś w niej pustkę. Część wspomnień w niej była, a część jakby wyparowała. To było dość dziwne wrażenie, ale wiedział, że niebawem wszystko wróci do normy. Powoli zaczynało docierać do niego, że mógł stać się wampirem, albo zombie. Tylko to przychodziło mu do głowy, co jeszcze bardziej potęgowało mętlik w jego głowie.

— Zombie mogę skreślić z listy, bo gdybym nim był, to teraz bym się nad tym nie zastanawiał! — zauważył po chwili [T/I], zdając sprawę z tego, że teraz na ten temat by nie rozmyślał.

Westchnął ciężko i zaczął się zastanawiać się, co ma dalej robić. Na pewno nie mógł wrócić do domu, tego był w stu procentach, pewny! Dla rodziny był już martwy i nie chciał zawracać im głowy. Jeszcze by ściągnęli policję, egzorcystów i tak dalej, gdyby go ujrzeli na ich progu. Nie był z tego [T/I] zadowolony, bo z powodu wyglądu nie mógł spokojnie wędrować po ulicy. Jeszcze by mu brakowało, aby policja go zwinęła i kazała podać namiary na rodzinę.

— I co ja mam teraz dalej robić? — mruknął pod nosem [T/I], bo na pewno nie mógł tutaj bez celu siedzieć.

Przecież wcześniej czy później i tak ktoś go tutaj zauważy, a tego chciał jak najbardziej uniknąć. Znowu westchnął ciężko, nim zwrócił swój wzrok w kierunku ciemnego nieba. Księżyc od dłuższej chwili figurował na niebie, oświetlając jego samotną figurę. Mętlik w głowie powoli ustępował, a wspomnienia powoli do niego powracały. Co było [T/I] na rękę, ale zarazem na nic one się nie zdawały. Przypomniał sobie, jak się nazywał i jak się w tym miejscu znalazł.

— I tak, nikt mi nie uwierzy, bo sam w to nadal nie wierzę... — powiedział pod nosem [T/I], bo taka jednak była prawda i nic na to poradzić nie mógł.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzyłby mu, że ją uratował wampir przed śmiercią. Bo jakby nie patrzeć, wampiry nie istnieją, więc w takim razie kto mu pomógł? Z każdą chwilą coraz większy miał [T/I] mętlik w głowie i jak na razie nie widział nikogo, kto by mógł rozwiać mu wątpliwości. Westchnął po raz kolejny, powoli tracąc poczucie czasu pod tym względem.

Powoli przetrawiał to, co powróciło do jego głowy, bo za dużo tego na raz było. Wychodziło na to, że to miała być impreza, jak każda. A bardziej, była to impreza z okazji jego urodzin. Nikt wówczas nie spodziewał się tego, co się jakiś czas później wydarzy. Mętnym wzrokiem, spojrzał się w kierunku nagrobka, na którym widniało jego imię i nazwisko. Doskonale wiedział, że dzisiaj jest halloween, na który tak bardzo wyczekiwał.

— A tak na marginesie, jakim cudem znalazłem się na cmentarzu i kto w takim razie znajdował się na moim miejscu w trumnie? — zauważył po chwili [T/I], zdając sobie sprawę z tego, że jeśli on teraz tu był, to nie mógł być tam, tego był w stu procentach, pewny.

Albo trumna po prostu była pusta, a co gorsza spopielili ciało, które nie należało do niego. Tak czy inaczej, nie mógł ot, tak wstać i skierować się w stronę jego rodzinnego domu. Tym bardziej że nie wiedział, na jakim cmentarzu się znajdował. Więc nie było mowy, aby mógł ot, tak wrócić. A co za tym idzie, gdzie się miał obecnie podziać?

To było dobre pytanie, bo [T/I] nie miał bladego pojęcia. Kiedy właśnie to do niego dotarło, z ciemności zaczęły się wyłaniać pięć czarnych istot. Na tę chwilę nie był w stanie, dociec kim owe istoty były. Z powodu tego, że księżyc, jak na złość zasnuł się ciemnymi chmurami, które znikąd się pojawiły. A, które uniemożliwiały mu spoglądanie na to, co go aktualnie otaczało, z powodu ciemności.

„ 𝕀𝕥’𝕤 𝕒 𝕡𝕒𝕣𝕒𝕕𝕖 𝕗𝕚𝕝𝕝𝕖𝕕 𝕨𝕚𝕥𝕙 𝕓𝕖𝕒𝕤𝕥 „

Tak jakby, księżyc nie chciał za wszelką cenę ujawnić, tego, kim oni są. Jednak [T/I] mógł stwierdzić, że jedna z nich miała na sobie spódnice lub sukienkę. A co za tym idzie, nie mógł stwierdzić, w co ta osoba była ubrana. Chociaż reszta nich, ubrana była nie lepiej, pod tym względem, bo również dociec nie był w stanie, w co byli ubrani.

— Chyba coraz gorzej ze mną... — mruknął pod nosem [T/I], mając nadzieję, że to jednak sen i się on z niego obudzi.

Bo w jego umyśle zaczęły przemykać słowa i zdania, których za grosz nie rozumiał. A tym bardziej że one wcale nie należały do niego! Tak czy inaczej, spoglądał skołowanym wzrokiem [T/I] jak owe istoty, wyłaniały się z ogarniającej ich ciemności. Ten widok był aż za bardzo niesamowity, aby cokolwiek mógł zrobić.

To działo się za szybko, aby jego mózg mógł to zarejestrować. Normalnie powinien się bać, ale nie wiedzieć czemu, tak wcale nie było. Czuł się tak, jakby te istoty znał i wiedział, że nie musiał się ich obawiać. Dlatego, nie ruszył się z tego miejsca, tylko czekał, aż się oni zbliżą. Nie wiedzieć czemu, ale wiedział, że tylko oni będą mogli odpowiedzieć na męczące go pytania.

„ 𝔼𝕧𝕖𝕟 𝕚𝕗 𝕀 𝕒𝕨𝕒𝕜𝕖𝕟 𝕗𝕣𝕠𝕞 𝕞𝕪 𝕕𝕣𝕖𝕒𝕞𝕤, 𝕥𝕙𝕖𝕪 𝕟𝕖𝕧𝕖𝕣 𝕖𝕟𝕕 „

— Gorzej już być nie mogło, prawda? — pomyślał po chwili [T/I], bo i tak poniekąd pogodził się z jego obecną egzystencją.

Nim na nowo księżyc wyłonił się zza chmur, oświetlając nie tylko jego, ale i tych, którzy się do niego zbliżali. Początkowo [T/I] nie bardzo ich widział, jakby coś mu w tym przeszkadzało. Przez co zaledwie widział czarne sylwetki, z każdą chwilą coraz bardziej się powiększające.

Zamrugał ze dwa razy, aby upewnić się, czy dobrze widzi. Bo co do tego nie był w stu procentach pewny i to go mocno denerwowało. Czuł się niekomfortowo, bo nie wiedział, co będzie z nim dalej. Na pewno wrócić do domu już nie mógł, więc w takim razie gdzie miał się podziać?

Patrzył, jak te czarne istoty stworzone z cienia zbliżały się do niego z każdą chwilą. A im bardziej się zbliżały, tym bardziej ciemność je opuszczała. Co jak wiadomo, było niedorzeczne, ale taka właśnie była prawda! [T/I] nie miał zielonego pojęcia, czego chciały te istoty od niego. Co nie napawało go optymizmem, ale nic na to poradzić już nie mógł. Teraz tylko pozostało mu jedynie czekać, aż się do niego zbliżą.

— Może uda mi się czegoś od nich dowiedzieć? — pomyślał po chwili [T/I], mając nadzieję, że uda się do nich zagadać.

Księżyc raz po raz to chował się i wyłaniał zza chmur. Przez co nadawał jeszcze mroczniejszego znaczenia, niż się mu wydawało. W kompletnej ciszy przyglądał się, co się dalej wydarzy, bo tak naprawdę nie znał [T/I] ich intencji. Więc musiał trzymać się na baczności, co nie było takie proste, jak się mu wydawało.

A to dlatego, że zaczął mieć wrażenie, że gdzieś już te osoby widział. Jednak na tę chwilę nie był w stanie przypomnieć sobie skąd. Co jeszcze bardziej go irytowało, ale nic na to poradzić nie mógł. Początkowo zachowywali się tak, jakby go nie zauważali, bo byli zajęci rozmową między sobą.

O czymś ostro dyskutowali, ale o czym tego już nie wiedział. Chociaż miał wrażenie, że poniekąd zdawał sobie sprawę z tego, o czym lub o kim rozmawiali. Aż się z tego powodu nie wiadomo, dlaczego wzdrygnął. A i zimno przeszło po całym jego ciele, którego zatrzymać nie był w stanie.

Powoli miał ochotę podnieść się z miejsca i wziąć nogi za pas i uciec z tego miejsca. Chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli to zrobi, to jeszcze bardziej zwróci na siebie ich uwagę. A co za tym idzie, lepiej było, jak został w miejscu, w którym był. Z każdą chwilą coraz bardziej miał mętlik w głowie i potrzebował kogoś, kto by odpowiedział na jego pytania.

Strach powoli go opuszczał, a na jego miejsce wchodziło nutka zainteresowania. Nie wspominając o tym, że musiał poznać przyczynę tego, czemu znalazł się w tym miejscu, a nie gdzie indziej. W końcu kompletnie ciemność ich opuściła i mógł ujrzeć, kto się do niego tak naprawdę zbliżał.

A zbliżało się do niego pięć osób w strojach stylizowanych na epokę barokową, chociaż pod tym względem mógł się mylić. Co już w ogóle go skonfundowało, bo nikt normalny w obecnych czasach w takich strojach, poza jakimiś zjazdami nie chodził. Nic więc dziwnego, że pozostało [T/I] mieć się na czujności, bo nie znał ich, jak już pewnie wspominał wcześniej, zamiarów.

Księżyc raz po raz chował się i pojawiał, nadając temu, co się działo upiornego nastroju. Ktoś inny pewnie już by zaczął wąchać kwiatki od spodu, gdyby był w takiej sytuacji jak on. Chociaż w jego przypadku to nic by to nie dało, bo i tak był „martwy”. Jego wzrok skupił się na tych istotach, aby niczego nie pominąć.

Co dla [T/I] nie było takie proste, jak się co poniektórym wydawało. Aż mało nie podskoczył, kiedy jego wzrok spotkał się z tym, który zapewne był ich przywódcą. Zaraz też na nowo zaczęła boleć go głowa i przed jego oczami przelatywały wspomnienia niczym, jak jakiś film, klatka po klatce.

Im bardziej próbował się na nich długich, to one przyspieszały, jakby chciały wszystkie naraz powrócić na swoje miejsce. Nic z nich nie rozumiał, za szybko one powracały. Powoli zaczynało robić się mu ciemno przed oczami. Co było według niego dziwne, bo wampiry raczej nie tracą z powodu bólu głowy przytomności. Chyba że o czymś nie miał bladego pojęcia i tak mogło być.

Let † ៣០៣០ ⛓ know what you thought about this chapter!
Love this

0

Love this

Funny

0

Funny

Spicy

0

Spicy

Suspenseful

0

Suspenseful

Emotional

0

Emotional

Profound

0

Profound

Heartwarming

0

Heartwarming

Shocking

0

Shocking

Good Writing

0

Good Writing

Compelling Plot

0

Compelling Plot

Great Character

0

Great Character

Strong Dialog

0

Strong Dialog

Further Recommendations

Charly's Weihnachten

T.M: Ich kann es gar nicht anders sagen also ich liebe diese Geschichte einfach. Sie hat für mich einfach alles was es braucht. Sie hat mich einfach mitgenommen auf eine echt schöne Reise. Danke❤️

Read Now
My Playboy Roommate

luisasabato: Spitze! Sehr zu empfehlen und hoffe auf ein Happy End

Read Now
Luna de Verano - Die Gefährtin des Alphas (Band 1)

Jana: Ich mag die Stärke von Eleonora, teilweise wird etwas tief in die Klischeekiste gegriffen.

Read Now
Fashion victime du PDG

Shannon 17: Super histoire , dommage d'arriver a la fin, j'aurais voulu continuer.J'espère qu'il y aura bientôt une suite.

Read Now
Stadt der Alphas

Susanne: Es fängt schon spannend an Aber von Yara Collins ist das fast normal. 4 alt, älter und am ältestens Alphas plus 21jähriges Mädchen... joo da kommt Spannung auf 🤣🤣🤣. Freue mich auf Fortsetzung

Read Now
An Irish Match

Joyce: This one will warm your heart and soul with a lot more than just Guinness being served to an American woman by an Irish pub owner.

Read Now
Half-Claimed

youdonthavetoknowmyname: I am not good at writing reviews, I never was but I am still doing it anyway, 'cuz this story taught me something and I believe I should also give it something in return. while I can't offer much, I'd share my side of ride in this story. I somehow relate to sasha, never having my identity as mine. a...

Read Now
Graves Lost Daughter

Sighsalot: Enjoyed this story. Realistic emotions of grief, love, moving on, showing up, humor. Enjoyed the interactions between brother & sisters. Love roman/rage sense of humor. Will read more by this author.

Read Now
The Mate he couldn't have

Nikki Davies: It is a great read with lots of suspense and a great love story. Looking forward to reading the rest.

Read Now