Ryby
- Twoje dotychczasowe życie właśnie się kończy. Pora, byś popłynęła tam, gdzie twój dom...
Serio, babo... Nie za dużo tego kadzidełka się nawąchałaś? - pomyślałam, a na głos rzuciłam tylko uprzejme: - Dziękuję.
Tak, wiem. Jestem niesamowicie odważna.
- Może to coś dobrego? Może okaże się, że jesteś jakąś wiedźmą? Znaczy, czarodziejką miałam na myśli. I zabierzesz nas do innego wymiaru, jak w tych książkach o elfach! Zawsze wierzyłam, że w tym jest trochę prawdy.
- Źródło prawdy? Elfy? Czy ja ci wyglądam na Froda? A ty na Baginsa? - zapytałam, wskazując palcem niebo. - Jedyne miejsce, do którego mogę popłynąć, jest tam, u góry. I, szczerze mówiąc, jestem już bliżej niż dalej końca tej podróży.
- Coś ty taka paskudna dzisiaj? Księżniczka się nie wyspała?
No i owszem, nie wyspałam się. Już wczoraj Alicja nie dawała mi żyć - błagała, żebym poszła z nią na tę wystawę: „Magia i Piękno". Kiedyś kochałam wszystko, co z tym związane. Fantastyczne, magiczne, piękne i na swój sposób nieidealne - to wszystko było dla mnie magią.
Razem z Alicją zakochałyśmy się w tym świecie jeszcze jako dzieci, czytając o wróżkach i elfach. Tak się też zaprzyjaźniłyśmy - od pierwszej klasy podstawówki aż do teraz, gdy jedyny ślad magii, jaki w nas został, to brokat na oczach po wczorajszej imprezie.
To nie tak, że już mi się to nie podobało... Po prostu byłam zła na siebie, że straciłam swój błysk. I to przez własną głupotę.
- Jeszcze jeden drink i wracamy do domu, moja droga - zagroziłam jej wczoraj.
- Co ty, myślałam, że dziś poszalejemy z miksturami!
No i poszalałyśmy. Po jednym drinku bardzo zapragnęłam jeszcze jednej wróżby... i jeszcze jednej. Popijając przy tym kolorowe „eliksiry".
Pamiętam tylko, że staruszka przebrana jak Elphaba z Krainy Oz powiedziała mi, że czeka mnie miłość... nie z tej ziemi.
Następnego ranka obudziłam się z przemagicznym bólem głowy, a Alicja spała obok - sen złapał ją w połowie drogi do łóżka.
Wstałam, człapiąc do kuchni po szklankę wody z cytryną, po czym spojrzałam w lustro.
I tak jak przypuszczałam - jestem wiedźmą. Choć ludzie często mówią, że wyglądam jak Afrodyta. Ja osobiście utożsamiam się bardziej z Hermesem.
Ubrałam białe dresy i biały top na ramiączkach. Kocham białe ciuchy - podkreślają moją oliwkową skórę. Bynajmniej tak mówi ChatGPT - mój najlepszy przyjaciel, kochanek i terapeuta w jednym.
Proste kasztanowe włosy, sięgające mi do pasa, związałam w koka. Umyłam twarz i... przeraziłam się. Spuchnięta byłam od tego alkoholu jak piłka plażowa. Zazwyczaj owalna buzia teraz wyglądała jak księżyc w pełni.
Oczy nadal miałam szmaragdowozielone. Bóg nadal mnie nie wysłuchał - nie obudziłam się z brązowymi.